Menu Region

Tysiące kierowców nabitych w reklamowe naklejki

Tysiące kierowców nabitych w reklamowe naklejki

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Maciej Pawlikowski

Prześlij Drukuj
Gdańska spółka Pier & Gio oferowała Polakom pieniądze za umieszczanie naklejek reklamowych na ich prywatnych samochodach.
Wcześniej trzeba było wpłacić kaucję - prawie 3 tys. zł. Okazało się, że firma prawdopodobnie oszukiwała ludzi.

Pozamykane biura w całym kraju, milczące telefony i niedziałająca strona internetowa nie wróżą tysiącom poszkodowanych klientów Pier & Gio nic dobrego. Każdy z nich, aby móc dzięki tej firmie zarabiać 888 złotych miesięcznie, musiał najpierw wpłacić kaucję (po roku połowa miała być zwracana).

W zamian otrzymywał trzy naklejki reklamowe nieznanych i niemal w ogóle niedostępnych w Polsce produktów (kosmetyki i napoje aloesowe). Mimo że oferta Pier & Gio mogła budzić uzasadnione podejrzenia i od samego początku przypominała słynne niegdyś piramidy finansowe (w tym wypadku dzięki jednej wpłaconej kaucji można było zapłacić trzem osobom), wielu Polaków uwierzyło w szybki zysk i pieniądze za nic. - Szacujemy, że chętnych na łatwy zarobek mogło być nawet kilka tysięcy w całej Polsce - komentuje jeden z gdańskich policjantów, który zajmuje się sprawą.

Zaniepokojeni brakiem przelewów właściciele oklejonych reklamami aut już we wtorek próbowali dowiedzieć się, dlaczego spółka nie dokonała przelewów na ich konta. Gdy zjawiali się pod którymś z biur Pier & Gio w Gdańsku, Gdyni, Olsztynie, Poznaniu, Łodzi, Warszawie, czy Toruniu i Bydgoszczy okazywało się, że jest ono zamknięte.

Od piątku również i na zamkniętych drzwiach głównej siedziby spółki przy ul. Ogarnej w Gdańsku naklejona jest papierowa opaska z pieczątką Komendy Miejskiej Policji.

- Dwa tygodnie temu podpisałem z nimi umowę . 2700 złotych zapłaciłem w tym biurze gotówką. Nawet złamanego grosza mi nie oddali ani nie wypłacili - denerwuje się pan Krzysztof, właściciel eleganckiego, kilkuletniego audi A6 upstrzonego trzema żółtymi naklejkami. - Moi koledzy już zbierają dane i składają wspólne zawiadomienie o przestępstwie do prokuratury.

Do zamknięcia dzisiejszego numeru "Polski" policjanci w Gdańsku otrzymali kilkadziesiąt zgłoszeń od poszkodowanych przez Pier & Gio. W ciągu najbliższych dni funkcjonariusze spodziewają się lawiny kolejnych doniesień. Z całej Polski.

- KMP w Gdańsku prowadzi w tej sprawie czynności wyjaśniające. Ustalamy dane właścicieli i pracowników tej firmy, a także liczbę osób poszkodowanych. Cały czas przyjmujemy też zgłoszenia od osób poszkodowanych. Apelujemy, aby zgłaszać się do najbliższej jednostki policji - wyjaśnia Adam Reszczyński z gdańskiej policji.

Sprawą Pier & Gio zajmie się także prokuratura. Włoskiemu właścicielowi tej spółki Pier-giorgio Lavezziemu może grozić nawet do 8 lat więzienia za oszustwo.

Co ciekawe, na to samo nazwisko otwierano już podobne firmy we Włoszech i Francji. Za każdym razem były to spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i minimalnym wkładem kapitałowym (w Polsce 50 tys. zł).

Podobnie jak Pier & Gio firmy te zamykały się po niecałym roku działania.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się