Menu Region

Gwiazdy będą w cieniu boju trenerskich guru

Gwiazdy będą w cieniu boju trenerskich guru

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Hubert Zdankiewicz

Prześlij Drukuj
Od liczby gwiazd, jakie wybiegną we wtorkowy wieczór na murawę San Siro w Mediolanie, może zakręcić się w głowie. To jednak nie Cristiano Ronaldo, Dimitar Berbatow, Zlatan Ibrahimović i Adriano będą tym razem w centrum uwagi.
Znajdą się w nim Jose Mourinho (Inter) i Alex Ferguson (Manchester). Dwaj wielcy trenerzy znów staną naprzeciw siebie. Słyszał o nich chyba każdy, nawet średnio zainteresowany piłką nożną mieszkaniec naszego globu. Z jednej strony Mourinho - człowiek porównywany na Wyspach Brytyjskich do Napoleona Bonapartego.

"To samo monstrualne ego, ta sama niechęć pomieszana z podziwem towarzysząca gdziekolwiek się pojawi" - napisał o nim dziennik "Guardian", w czasach gdy Portugalczyk prowadził Chelsea Londyn (lata 2004-2007). Zarazem pasjonat, wręcz fanatyk piłki nożnej, myślący o niej równie często jak inni mężczyźni o seksie - czyli bez przerwy (kolejny cytat z angielskiej prasy).

Z drugiej strony Ferguson: mistrz motywacji, przed którego autorytetem spuszczali głowy nawet tacy buntownicy jak Eric Cantona czy Roy Keane. Żywa legenda angielskiej piłki, pracujący nieprzerwanie w Manchesterze od 1986 roku. Wygrał wszystko, co tylko mógł. W maju ubiegłego roku Czerwone Diabły pokonały w finale Ligi Mistrzów Chelsea.

Na ławce trenerskiej tego ostatniego klubu nie było już wtedy Mourinho, którego jesienią wyrzucił z pracy właściciel "The Blues" - Roman Abramowicz. Powód? Portugalczyk zdobył dla niego wszystkie możliwe trofea, poza tym najważniejszym - Pucharem Europy. W tym sezonie chce po nie sięgnąć dla Interu.

Przed laty wrogowie. Ich wzajemna niechęć zaczęła się w 2004 roku, kiedy prowadzone przez Mourinho FC Porto wyeliminowało w 1/8 finału Ligi Mistrzów Manchester Utd Fergusona (później wygrało całe rozgrywki). To właśnie wtedy doszło do pierwszej wymiany "uprzejmości".

Kolejne miały miejsce, gdy Portugalczyk przeniósł się na Stamford Bridge. Słowne polemiki były hitem angielskiej prasy bulwarowej. Tym większe było zdziwienie, kiedy po jednym z meczów... serdecznie się uściskali. Dziś wygląda na to, że nawet się lubią, a na pewno bardzo szanują.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się