Przewrotne malowanie mistrza Starowieyskiego

    Przewrotne malowanie mistrza Starowieyskiego

    Marek Świrkowicz

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Był samotnym księciem polskiej sztuki. Nie bratał się z artystycznym pospólstwem, nie bawiła go twórczość grupowa ani przemijające mody.
    Jak nikt inny umiał połączyć arystokratyczne maniery i fenomenalną erudycję z upodobaniem do szargania świętości i bezustannym balansowaniem na granicy dobrego smaku, drażniąc swoją postawą niejednego zacnego kolegę po pędzlu (znamienne, że sam Wilhelm Sasnal odmówił nam komentarza na potrzeby niniejszego wspomnienia).

    Mawiał, że "widz oczekuje od twórcy, żeby go zgorszył, obraził i zaszokował" - i z lubością spełniał swoją powinność. Wczoraj w klinice kardiologicznej w warszawskim Aninie zmarł Franciszek Starowieyski - malarz, plakacista, scenograf, jeden z najbardziej oryginalnych i kontrowersyjnych artystów ostatniego półwiecza. Miał 78 lat.

    Urodził się 8 lipca 1930 r. w majątku Bratkówka koło Krosna. Pochodził ze szlacheckiej rodziny o wielowiekowych tradycjach i na każdym kroku podkreślał swoje arystokratyczne korzenie - ponoć sięgające cesarza Ottona I, który w 938 r. nadał przodkom artysty herb Biberstein. Podczas wojny wraz z rodziną przeniósł się do Krakowa, gdzie w 1949 r. wkroczył na ścieżkę wielkiej sztuki, podejmując studia w tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych pod okiem takich tuzów pędzla, jak Wojciech Weiss czy Adam Marczyński.

    Plastyczną edukację uwieńczył w 1955 r. dyplomem warszawskiej ASP (na której od momentu opuszczenia Krakowa w 1952 r. brylował w pracowni Michała Byliny), żeby w następnych latach poświęcić się głównie sztuce plakatu, pogardzanej przez apostołów artystycznego wyrafinowania.

    Malował głównie na potrzeby filmu. Na początku lat 60. nawiązał owocną współpracę ze stołecznym Teatrem Dramatycznym, a w 1974 r. zdobył Grand Prix za najlepszy plakat na festiwalu filmowym w Cannes. W ciągu pół wieku stworzył blisko 300 plakatów i to właśnie jemu głównie zawdzięczamy wyniesienie tej użytkowej formy ekspresji na ołtarze sztuki przez duże S. "Straszliwie nudziły mnie oficjalne wystawy. Wolałem, żeby moje prace wisiały na murach i słupach niż w salach, do których mało kto zagląda" - wspominał.

    Ale kreatywne plakaciarstwo to niejedyna sfera rozległych twórczych zainteresowań wybitnego prowokatora. W latach 80. postanowił przerzucić kładkę między plastyką a teatrem i happeningiem, i tak powstał Teatr Rysowania: seria jednorazowych akcji, w ramach których artysta w twórczym szale pracował na oczach zgromadzonej publiki nad gigantycznymi rysunkami.

    W kolejnych latach Starowieyski wystawił ponad 30 takich spektakli w różnych miejscach świata. Parał się jednak także bardziej tradycyjnymi formami malarskimi, ze szczególnym uwielbieniem dla potężnych kompozycji, imponujących barokowym rozmachem i szaloną, surrealistyczną wyobraźnią. Te dokonania przyniosły mu sławę sięgającą daleko poza granice przaśnego PRL-u - nie przypadkiem został pierwszym Polakiem, którego uhonorowano indywidualną wystawą w słynnym nowojorskim Museum Of Modern Art (w 1985 r.).
    1 »

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    tuz

    Władysław (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 12 / 13

    Tuzem pióra to pan Świrkowicz nie jest.
    Władysław

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo