Menu Region

Lato jak petent, Leo nie zjawi się dziś w PZPN

Lato jak petent, Leo nie zjawi się dziś w PZPN

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Romaniuk

1Komentarz Prześlij Drukuj
Spotkanie na szczycie pomiędzy Leo Beenhakkerem a prezesem PZPN Grzegorzem Latą znów zostało przełożone.
- Czekam na selekcjonera we wtorek w godzinach 11-12 w moim gabinecie - mówił jeszcze w czwartek stanowczym tonem Lato. Jednak się nie doczeka, bo Leo na wizytę przy Miodowej nie znalazł czasu. Tłumaczy się, że pojechał do Jakuba Błaszczykowskiego, by sprawdzić, jak przebiega rehabilitacja kontuzjowanego zawodnika. I informuje, że do Polski przyjedzie w czwartek.

- Nie ma w tym żadnej sensacji. W Poznaniu, przed meczem Lecha z Udinese, ustaliliśmy, że zobaczymy się w czwartek - tłumaczy "Polsce The Times" Lato.
Na sugestię, że od początku była mowa o wtorku i że po raz kolejny jest wodzony przez selekcjonera za nos, stwierdza: - Ale potem ustaliliśmy, że jednak spotkamy się w czwartek. Jak petent na pewno się nie czuję - dodaje prezes PZPN.

Reprezentacyjna wojna podjazdowa
Odkąd Lato został szefem futbolowej centrali, to nie daje się namówić na żadną krytykę Beenhakkera. Atmosferę panującą w PZPN świetnie opisuje jednak cytat z Antoniego Piechniczka: "Gdybym to ja był prezesem, tobym chwycił Leo za krawat i powiedział, żeby stąd spiep...". Dziś wiceprezes związku tych słów się wypiera.

Z ostrych wypowiedzi wobec Beenhakkera zasłynął też w przeszłości Lato. Już w dniu nominacji Holendra na selekcjonera wzburzony mówił dziennikarzom: "Wyboru dokonaliście wy. Tyle czasu pisaliście o ściągnięciu trenera z zagranicy, w nim upatrując ratunku dla polskiej piłki. Opinia publiczna też w to uwierzyła. Zobaczymy, jak będzie. Ciekawe, co napiszecie, gdy eksperyment się nie uda. Wtedy to my będziemy was je...".

I był to dopiero początek otwartej wojny. Lato, obok Włodzimierza Smolarka i Piechniczka, stanął na czele nieformalnej grupy antybeenhakkerowej.

"Zrobiliście z Leo cudotwórcę, a on na razie nic nie osiągnął. Przy Beenhakkerze Janas to był gość. Na miejscu Listkiewicza, gdy Leo domaga się teraz podwyżki, powiedziałbym mu wprost: Tam są drzwi! Naprawdę, damy sobie radę bez niego" - to z kolei inna z bardziej ostrych wypowiedzi Laty.

Beenhakker początkowo nie dawał się wyprowadzić z równowagi. Mówił jedynie: "Niech lepiej ci panowie zamiast mnie atakować, zrobią coś dobrego dla piłki".

Po nieudanych dla Polski finałach Euro 2008, gdy krytyka pomnikowej dotąd postaci, jaką był w naszym kraju Leo, zaczęła się nasilać, Holendrowi zaczęły puszczać nerwy. Zwłaszcza że przeciwnicy mieli chwile triumfu.

"Sami żeście napompowali ten balon: wy, dziennikarze! Że niby Austrię pokonamy w cuglach, z Chorwacją też powinno pójść, a i z Niemcami powalczymy... A jak się ośmieliłem coś powiedzieć, toście mnie odsądzili od czci i wiary" - grzmiał Lato, który właśnie zaczynał kampanię wyborczą. Z czasem jego wypowiedzi zaczęły być coraz bardziej stonowane. Jak choćby ta: "Wszystkie problemy są niedomówieniem. Mówienie, że jestem skonfliktowany z Leo, to manipulacja dziennikarzy".

Ostrość wypowiedzi Laty spadała, natomiast odwrotnie proporcjonalnie nasilała się agresja Leo. "W czasie meczu ze Słowenią na trybunach siedziało kilku moich piłkarzy. W rzędzie za nimi byli faceci z ambicjami, którzy chcą rządzić PZPN. Spytajcie chłopaków, co mówili. Oni byli szczęśliwi, że nie daliśmy rady! Wygram mecz, to mówią wtedy: jestem z tobą, zawsze byłem twoim poplecznikiem. Przegram - wbijają nóż w plecy. Plują na ciebie i masz udawać, że pada deszcz? Pier... to!" - wrzeszczał Beenhakker.

Innym razem mówił w TVP o sytuacji z PZPN: "Jedynym rozwiązaniem jest całkowite wyczyszczenie domu, aż do piwnic. Przez lata nikt tego nie zrobił".

Wojna w mediach skończyła się w momencie, gdy Lato oficjalnie został wybrany na prezesa. Jego sztab doradził, że otwarta walka z mającym ogromne poparcie w społeczeństwie Beenhakkerem nie ma sensu. Zwłaszcza że notowania związku po aferze korupcyjnej są fatalne. Lato stara się więc kreować na mediatora. Pałeczkę w walce z selekcjonerem przejął Antoni Piechniczek. Były trener reprezentacji Polski nie może zapomnieć Holendrowi kilku złośliwych wypowiedzi. "Piechniczek? A kto to jest" - mówił Leo w "Przeglądzie Sportowym". Później w blasku telewizyjnych kamer przepraszał, ale niesmak pozostał. Prezes oficjalnie nie opowiada się po żadnej ze stron.


Beenhakker i Lato są na siebie skazani. Prezes zwolnić Holendra nie może, bo wyrzucenie selekcjonera miesiąc przed ważnym meczem eliminacji mistrzostw świata z Irlandią Północną byłoby wizerunkowym samobójstwem. Leo odejść sam nie chce, bo straciłby wówczas wysoką, sięgającą trzymiesięcznej pensji odprawę.

Ostatnie napięcia związane z podjęciem pracy przez Beenhakkera w Feyenoordzie, mimo zakazu Laty, rozejdą się więc po kościach. Panowie, jak to mają ostatnio w zwyczaju, spotkają się i zapewnią, że żadnych nieporozumień między nimi nie ma. Zwłaszcza że prezes mówi: "Czy będzie dymisja Leo? Hahahaha". Ale dodaje też: "Z Irlandią i San Marino musi być sześć punktów. Inaczej kaplica".

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Puscil wiatr

+1 / -1

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

mendonca (gość)  •

Romaniuk puscil wiatr .

odpowiedzi (0)

skomentuj