Menu Region

Real gra jak... Barcelona

Real gra jak... Barcelona

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Hubert Zdankiewicz

Prześlij Drukuj
Nieoczekiwana zmiana miejsc - tak można by podsumować to, co wydarzyło się na boiskach hiszpańskiej Primera Division.
Uchodząca w ostatnich miesiącach za zespół z innej planety Barcelona wyraźnie spuściła z tonu. Skazywany na straty po rundzie jesiennej Real zagrał za to jak... jego rywal z Katalonii.

Nie jest to żadna złośliwość. Po prostu piłkarze Juande Ramosa rozgromili w sobotę 6:1 Betis Sewilla, strzelając mu wszystkie bramki już w pierwszej połowie. Dokładnie w ten sam sposób radzili sobie do niedawna z kolejnymi rywalami podopieczni Josepa Guardioli.

Katami zespołu z Andaluzji zostali Raul Gonzalez i Klaas Jan Huntelaar. Obaj zdobyli po dwie bramki. Dla pierwszego z nich oznaczały one, że został najskuteczniejszym w historii ligowym strzelcem Realu. Po meczu z Betisem kapitan Królewskich ma już na koncie 218 trafień w Primera Division i wyprzedza o dwa gole legendarnego Alfredo di Stéfano.

Autorami pozostałych bramek dla Królewskich byli Gonzalo Higuain i Sergio Ramos. To już ich dziewiąte z rzędu ligowe zwycięstwo od czasu, gdy prowadzi ich Juande Ramos. Ten sam, który kilka miesięcy temu opuszczał w niesławie angielski Tottenham.

W sobotę były trener FC Sevilla (to pod jego kierunkiem wygrała dwa razy z rzędu Puchar UEFA) ustanowił inny klubowy rekord. Więcej ligowych zwycięstw z rzędu ma na koncie tylko słynny Miguel Munoz, który w sezonie 1960/61 wygrał z Realem 15 spotkań. Ramos wyprzedził swojego poprzednika Bernda Schustera, a także Vicente del Bosque, Radomira Anticia i... Leo Beenhakkera. Cała czwórka zatrzymała się na ośmiu zwycięstwach.

- Nie zawracam sobie głowy rekordami. Ważniejsze jest dla mnie, że znów zmniejszyliśmy swoją stratę do Barcelony i już chyba nikt nie powie, że nie mamy w tym sezonie szans na mistrzostwo Hiszpanii - powiedział po meczu trener Realu. - Przed nami jeszcze daleka droga, skłamałbym jednak, mówiąc, że nie jestem zadowolony z naszej gry. Tym bardziej że Betis nie był wcale tak słabym rywalem, jak się niektórym wydaje. Warto pamiętać, że przyjechał do nas po wygranej z Sevillą i remisie z Barceloną - dodał Ramos.

Prawdziwym testem formy jego zespołu będzie środowy mecz w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Liverpoolem (w Madrycie). Wszyscy są jednak zgodni, że ta rywalizacja nie musi być wcale tak jednostronna, jak się jeszcze niedawno wydawało.

Podobnie jak rywalizacja w lidze z Barceloną, do której Real ma po tej kolejce już tylko siedem punktów straty (niedawno było ich 12). Zespół z Madrytu zagra z Barceloną na Santiago Bernabeu 3 maja. Katalończycy przeżywają dla odmiany mały kryzys. Tydzień temu z trudem wywalczyli wyjazdowy remis z Betisem. W sobotę przegrali na własnym stadionie 1:2 derbowy mecz z Espanyolem.

Podopiecznych Guardioli załatwili wychowankowie. Obie bramki dla Espanyolu zdobył były gracz Barcelony Ivan de la Pena. Przy drugiej "Mały Budda" wykorzystał koszmarny błąd bramkarza gospodarzy Victora Valdesa. To druga porażka Barcy w tym sezonie. Poprzednia miała miejsce na inaugurację rundy jesiennej.

Katalończycy okupili ją w dodatku stratą Erica Abidala. Kontuzjowany (mięsień prawej nogi) Francuz będzie pauzował dwa miesiące. Zabraknie go m.in. we wtorkowym meczu Ligi Mistrzów. Rywalem Katalończyków będzie w nim były klub Abidala - Olympique Lyon.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się