Menu Region

Piorunujący finisz Kowalczyk po złoty medal

Piorunujący finisz Kowalczyk po złoty medal

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Maciej Plich

Prześlij Drukuj
Justyna Kowalczyk w biegu łączonym na 15 km w Libercu została w sobotę pierwszą polską mistrzynią świata w narciarstwie, a za tydzień Polka będzie mieć kolejną szansę na podium
31 lat temu Józef Łuszczek zadziwił wszystkich, sięgając po złoty medal mistrzostw świata w Lahti w biegu na 15 kilometrów. W Libercu wyczyn starego mistrza, i to na jego oczach, powtórzyła Justyna Kowalczyk, która po kapitalnym występie w biegu łączonym (7,5 km techniką klasyczną + 7,5 km techniką dowolną) także została mistrzynią świata.

Złoto wywalczone w sobotę to już drugi medal Kowalczyk w Libercu. Wcześniej sięgnęła po brąz na 10 kilometrów klasykiem. Przed Polką jeszcze jedna medalowa szansa - w najbliższą sobotę bieg na 30 kilometrów techniką dowolną.

- Justysiu, dasz radę, spokojnie, tylko nie oglądaj się do tyłu - to były ostatnie rady, które trener Aleksander Wierietielny dał Justynie Kowalczyk w czasie biegu łączonego.

Do mety zostawał kilometr. W walce o złoty medal liczyły się już tylko dwie zawodniczki - 26-letnia Polka i o dwa lata starsza Norweżka Kristin Steira. Przed nimi był ostatni morderczy podbieg, potem bardzo szybki zjazd, ostry zakręt na stadion i finałowa prosta. Kowalczyk czaiła się za plecami rywalki.

Na podbiegu zrównała się z ze Steirą, sprawdziła, ile sił ma Norweżka, ale nie wyprzedziła jej. Atak Polski nastąpił dopiero tuż przed stadionem. Kowalczyk wyskoczyła jak z katapulty i pognała do mety ile sił w rękach i nogach. Nie oglądała się do tyłu, chociaż - jak przyznała - pokusa była wielka. Już wie, że słowa trenera są święte.

- Kilka razy miałam pomysł na bieg, na przykład ostatnio w Rybińsku, gdzie czułam się silna i postanowiłam uciec rywalkom. Skończyło się fatalnie. Na własnych błędach nauczyłam się nie robić głupot - przyznała Kowalczyk.

Finisz rozegrany przez Polkę na piątkę z plusem był ukoronowaniem biegu, który Kowalczyk także rozstrzygnęła po mistrzowsku.

- Taktyka była prosta. Po pierwsze nie szafować siłami, panować nad emocjami, nie wychylać się na początku, bo to nigdy nie kończy się dobrze. Dlatego prowadziłam w czasie biegu stylem klasycznym tylko na pierwszym kilometrze, gdy były ostre zjazdy i nie chciałam ryzykować ścigania się w tłoku, przepychania. Potem starałam się trzymać w czołówce, ale prowadzenie, nadawanie tempa oddać innym. Nawet na ostatnim podbiegu przed metą tylko zrównałam się ze Steirą.

Chciałam, by utrzymała wysokie tempo, by nie dogoniła nas Saarinen, ale nie próbowałam jej wyprzedzać, uciekać. Mogłoby to kosztować za wiele sił, których zabrakłoby na finiszu - wyjaśniła mistrzyni świata, która w tym sezonie już raz triumfowała w biegu łączonym: w kanadyjskim Whistler, gdzie przed stadionem wyprzedziła Włoszkę Mariannę Longę.
1 3 4 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się