Menu Region

Ćwiąkalski: Nie jestem obrażalski

Ćwiąkalski: Nie jestem obrażalski

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Marek Bartosik

Prześlij Drukuj
Rozmowa z byłym ministrem sprawiedliwości o ostatniej wizycie w Pałacu Prezydenckim oraz o tym, że nie zamierza pisać demaskatorskich pamiętników.
Odwołanie z funkcji ministra odbierał Pan w Pałacu Prezydenckim, ale jakoś tak pokątnie. Bolało?
Jestem dość odporny psychicznie. Nie podnoszę głosu, nie wdaję się w pyskówki.

To na zewnątrz. A w środku?
To rzeczywiście trochę inna sprawa, ale w Pałacu działy się też rzeczy, które mnie mobilizowały. Na moje odwołanie stawili się w komplecie prezydenccy ministrowie.
Przypuszczam, że musiała to być i dla nich, i dla prezydenta duża satysfakcja. Z kancelarii premiera byli ministrowie Sławomir Nowak i Tomasz Arabski. Po wręczeniu mi aktu odwołania mieliśmy jeszcze przejść do bocznej sali. Nie wiem po co. Może na nieoficjalny uścisk dłoni?
Ale ja się ukłoniłem, powiedziałem ogólne do widzenia i wyszedłem. Nie chciałem podawać ręki Michałowi Kamińskiemu, który dzień wcześniej kłamał publicznie, mówiąc, że odchodzę w niesławie, przestępczość za moich czasów wzrosła, a społeczne poczucie bezpieczeństwa spadło. Liczby pokazują, że rok 2008 był najlepszy od 20 lat.

Czym dla Pana to ministrowanie miało być? Zwieńczeniem kariery?

Tak tego nie traktowałem. Nie zamierzam jeszcze przechodzić na emeryturę, profesorowie mają na to czas do siedemdziesiątki. Byłem krytykiem mojego poprzednika Zbigniewa Ziobry. Kiedy pojawiła się okazja, by pokazać, że można pracować inaczej, to przy dużym oporze rodziny stwierdziłem, że nie powinienem się uchylać od tej odpowiedzialności. Potraktowałem to stanowisko nie jak polityczne, ale profesjonalne wyzwanie.

I to był błąd?

Może efekt braku doświadczenia politycznego. Doświadczony polityk w dniu, w którym powiesił się Pazik, rąbnąłby pięścią w stół, powyrzucał paru podwładnych i własne stanowisko by zachował. Ale to nie mój styl. Patrzyłem na to za bardzo propaństwowo. Ja wiem, że ludzie zwolnieni w świetle kamer potem idą do sądu pracy, wygrywają, a społeczeństwo ze swoich podatków płaci im po kilkadziesiąt tysięcy złotych odszkodowań. Dla mnie wówczas najważniejsze było powołanie komisji, która miała ustalić odpowiedzialność za dopuszczenie do tego samobójstwa. Dopiero wtedy chciałem podejmować decyzje personalne, choć pierwsze, na przykład zwolnienie dyrektora więzienia w Płocku, zapadły jeszcze tego samego dnia.

Czuje Pan dziś żal do premiera?

Jeżeli mi czegoś żal, to tego, że po raz kolejny w Polsce nie można było przeprowadzić porządnych reform wymiaru sprawiedliwości. W przeciwieństwie do mojego poprzednika ja jeździłem na posiedzenia rady ministrów sprawiedliwości UE. Moi koledzy zgodnie mówili, że podobne reformy wymagają 3, 4 lat i dopiero potem można rozliczać ich skuteczność. My zaplanowaliśmy je na dwa lata, kilka przeprowadziliśmy do końca, a cały szereg kolejnych został rozkręcony. Jeżeli mój następca zdecyduje się je kontynuować, to na pewno będzie miał sukces.
1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się