Menu Region

Na Baluba mówią: Żydzi

Na Baluba mówią: Żydzi

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tomasz Słomczyński

18Komentarzy Prześlij Drukuj
Reportaż nagrodzony Grand Prix w III edycji Konkursu im. Macieja Szumowskiego, którego współorganizatorem jest "Polska The Times"
Przeczytaj też inne teksty z Magazynu

W Gdańsku w falowcach nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Jest już prawie ciemno. W świetle lamp ulicznych okutani ludzie uciekają przed listopadowym deszczem. Na schodach prowadzących do bloku przysiadł Wróbel. Niedawno przyjechał z Afryki, z Konga, które od wielu lat jest niespokojne. Niedługo tam wróci. Byle tylko wcześniej nie doszło na ulicach Kinszasy do polowania na tych, którzy wyglądają jak Tutsi.

Strach

- Wiesz, jedyna rzecz, jakiej się boję, to polowania na Tutsi. Chantall nie jest z plemienia Tutsi, tylko Baluba, choć ma taką urodę, że często biorą ją za Tutsi.
Przede wszystkim ładny, niemurzyński nos. Zresztą; Tam na Baluba mówią: Żydzi. Z tego co wiem, to ulica dziś jest spokojna. Ale wszystko może się zmienić w ciągu miesiąca. W tym kraju wszystko jest możliwe.

Afrykańska wyprawa trwała w sumie siedem miesięcy. Kiedy jej rodzina zażądała dwóch tysięcy dolarów, Wróbel postanowił wrócić do Irlandii, zarobić te pieniądze i ponownie polecieć do Kinszasy, żeby wziąć ślub.

- Wiesz, ja się już nie boję śmierci. Ta podróż mnie odmieniła. Pewnie w to nie wierzysz, ale tak jest.
Wróbel wyjechał do Irlandii cztery lata temu, po zdobyciu dyplomu gdańskiej Akademii Sztuk Pięknych. Praca w tartaku w Cork pozwoliła mu odłożyć pieniądze na podróż. Wyruszył do Afryki w marcu 2008 roku.

- Podjąłem decyzję - mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu, kiedy słyszy sugestię, że praktycznie jej nie zna. Tak, jakby chciał wszystkim wokół powiedzieć, że nie mogą wiedzieć, co ich połączyło. Podobnie jak nikt nie może zrozumieć, co czuł, jadąc samotnie rowerem przez Saharę, przez busz i dżunglę.

Wróbel przejechał na rowerze Maroko, Mauretanię, Mali, Burkina Faso, Ghanę, Togo, Benin, Nigerię, Kamerun, Gabon. Sypiał w buszu i w dżungli. Jadał to samo co tubylcy, gościł u nich, rozmawiał, grał na klarnecie, rysował ich. Z niektórymi się zaprzyjaźnił. Miał dotrzeć do RPA, potem z powrotem na północ, również rowerem. Dojechał do Konga. Tam się zakochał i poprosił Chantall o rękę.

Marzenie


Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy pani Matka, jak sam określa swoją mamę, zachęciła go w miejskiej bibliotece do zwrócenia uwagi na półki z książkami dla starszych dzieci. Tam znalazł piratów, Indian, Robin Hooda, Szklarskich. Falowce na Przymorzu w Gdańsku na długie lata stały się areną chłopięcych walk, w których dobro zawsze zwyciężało zło.

Japońskie wycieczki przyjeżdżały fotografować szczytowe osiągnięcie socjalistycznej myśli architektonicznej - gdański wieżowiec długości dwóch kilometrów. Wśród betonowych elementów krajobrazu wyróżniały się dzieciaki. Pomimo innego koloru skóry podobne do tych, których fotografie Wróbel umieścił na swoim blogu z podróży po Afryce.

Pan od geografii miał forda escorta. Poza tym był w Afryce. Pan Ojciec, jak Wróbel mówi o swoim tacie, powiedział mu kiedyś, że aby zostać podróżnikiem, trzeba mieć piątkę z geografii i matematyki. Na koniec roku szkolnego na apelu stoi Wróbel ze świadectwem w ręku i czeka, aż przyjdzie prawdziwy podróżnik, najlepiej w korkowym hełmie i w bluzie safari, wywoła go na apelu, poda rękę i powie: jedziesz ze mną w dalekie kraje. Apel się kończy, Wróbel jedzie na obóz harcerski.

Harcerstwo i pierwsze wyprawy. Kiedyś, kiedy wracał z harcerzami ze spotkania z papieżem, zasnął na schodkach pociągu. Pociąg już ruszał. Drużynowy w ostatnim momencie wciągnął Wróbla za kołnierz do środka. Jak można zasnąć, wsiadając do pociągu?

Joanna, dziś menedżer w banku, na studiach wynajmowała ze swoim chłopakiem w Sopocie dom, zwany "Rezydencją wesoły student". Wróbel zamieszkał w piwnicy. Malował tam, imprezował, spał, czytał, marzył o swoich podróżach.

- To taki typ, na którego nie można się gniewać. Nawet jeśli smród farby niesie się po całym domu. Zawsze będę miała do niego słabość. I zawsze będę dla niego opiekuńcza, tak jak teraz, kiedy dowiadujemy się tu w Polsce, że po tygodniu znajomości oświadczył się jakiejś czarnoskórej piękności.

Z tego, co mówią ci, którzy się z nim w Polsce wychowywali, Wróbel to taki trochę fajtłapa. Później, kiedy poszedł na studia, można było powiedzieć: wiadomo - artysta. W jakiś sposób uczynił swoje wady zrozumiałymi dla otoczenia. Wróblowi - malarzowi wolno już było zapominać, spóźniać się, gubić. A z tym pójściem na ASP to też ciekawa historia.

- Wróbel studiował jakieś rolnictwo czy ochronę środowiska na uczelni w Poznaniu. I kiedyś wrócił do Trójmiasta, powiedział, że zmienia kierunek studiów, idzie na malarstwo. Jak to? Przecież żeby tam się dostać, trzeba umieć rysować, ćwiczyć, chodzić na jakieś lekcje rysunku. No i jak się okazało, Wróbel umiał rysować. Dostał się na malarstwo. Tak po prostu. A teraz pojechał na rowerze dookoła Afryki.

Wcześniej był w Afryce, na krótko. Wówczas w jednym z krajów arabskich zadurzyła się w nim miejscowa dziewczyna. Narażając się na nieopisany gniew braci i ojca, gdzieś na pustyni odsłoniła mu swoje włosy. Obcy biały mógł przez moment zobaczyć jej twarz. Być może właśnie wtedy postanowił, że stanie się odkrywcą.

Odmiana

Jedenaście tysięcy kilometrów przez sto osiemdziesiąt dni, czyli sześćdziesiąt jeden kilometrów dziennie. Na zdjęciach, które zamieszczał na swojej witrynie internetowej, wyglądał jak wychudzony mieszkaniec Sahary, wojownik któregoś z berberyjskich plemion. Zmienił się. Niewielu potrafiłoby sklejać pękniętą felgę roweru przy użyciu fragmentów puszki od piwa. Spać w dżungli z maczetą pod głową. Nie stracić głowy podczas mijania wojskowych posterunków, gdy wiza już wygasła, a rozkładające się ciała ludzkie leżą wzdłuż drogi. I dalej pedałować przez las równikowy.

W blogu, który pisał w czasie podroży, czuć zmęczenie. Euforię, która mu towarzyszyła na Saharze i w Mali, coraz częściej zastępuje gorzka refleksja. Biały, znaczy pieniądze. A każdy sposób dla Afrykańczyka jest dobry, by te pieniądze od białego wyciągnąć.

"No i stało się" - napisała siostra Wróbla Gosia. Okradli go. Natychmiast w kraju i w Irlandii przyjaciele zorganizowali zrzutkę - żeby mógł jechać dalej, żeby mógł kupić nowy aparat fotograficzny, żeby nie przerywał. We wrześniu Wróbel wjechał do Kinszasy.

Żywioły

Pierwszy raz został ciężko pobity w Gdańsku, na Przymorzu, pod falowcem, na jego podwórku, gdzie kiedyś dobro zwyciężało zło. Skinheadzi skakali mu po głowie. Uratował go nałożony na głowę kaptur. Zabrakło Japończyków z aparatami fotograficznymi, sprawców nie wykryto. Drugi raz został pobity we wrześniu tego roku w Kinszasie, gdzie po przegranym meczu Kongo - Egipt miejscowi kibice wzięli go za przybysza znad Nilu.

Afrykańska ulica to żywioł. Energia, która potrzebuje zapalnika. Może nim być wystawione przez okno radio. Ktoś zaczyna tańczyć. Ktoś inny dołączy. Już kilka osób kołysze biodrami. Albo przegrany mecz. Ktoś krzyknął: on jest z Egiptu. Ktoś inny skierował kroki ku niemu. Wróbel odwrócił się za siebie i zobaczył tłum ludzi biegnących w jego stronę. Usunął się zaciekawiony, gdzie i po co biegną. Biegli, aby go bić. Kongijska znajoma Wróbla zaczęła protestować, tłumaczyć, że jest Polakiem. Dla Michelle skończyło się to wewnętrznymi krwotokami i pobytem w szpitalu.

W kwietniu w Elblągu pijani pseudokibice miejscowej Olimpii skatowali 51-letniego Nigeryjczyka, szanowanego lekarza. Jak mówi, sam często chodził na mecze. Ludzie wokół spokojnie siedzieli na parkowych ławeczkach i się przyglądali. Nikt nie stanął w obronie czarnego doktora.

Wróbel uregulował w szpitalu rachunek za Michelle. Sam też mocno odchorował to zdarzenie. Wtedy spotkał Chantall.

W scenie, którą podczas rozmowy obrazowo opisuje, dwie osoby grają główne role. Oprócz ich dwojga jest drugi plan: leniwie przechadzają się uzbrojeni żołnierze. Przemytnicy i przemycani - miejscowi handlarze przekraczają nielegalnie granicę. Żołnierze palą papierosy i nie zwracają uwagi na proceder. Lufy błyszczą w słońcu. Słońce pali ziemię. Przemytnicy pokrzykują w pirogach pływających po rzece Kongo. Betonowa ławeczka. No i wilgotny upał, normalna rzecz. Pot chłodzi ciało. Życie stawia alternatywę: albo jedzie dalej, albo ślub. Bo przecież nie ma sensu w takiej sytuacji miesiącami umawiać się na randki. I wtedy stało się jasne, że dalej nie pojedzie.

Nienawiść

Z Chantall rozmawia po francusku. Jej francuski zdradza obcy akcent, osiemnaście lat w Belgii czyni ją dziś elementem obcym w Kinszasie. I choć dzisiaj w Irlandii Wróbel daleki jest od dramatycznego tonu, to przecież niespokojnie zagląda do serwisów internetowych w poszukiwaniu informacji o sytuacji w Kongu.

Generał Laurent Nkunda wraz ze swoją armią partyzantów i dzieci-żołnierzy zatrzymał się na wschodzie kraju, pod granicą z Rwandą, daleko od stołecznej Kinszasy. Nienawiść Hutu i innych plemion wzrasta zawsze, kiedy mniejszość Tutsi daje znać o sobie pod wodzą Nkundy. W czasie poprzedniej wojny wszystkich Tutsi zamknięto w więzieniu. Również tych, którzy wyglądali jak Tutsi. Wówczas Chantall została uratowana przez swojego ojca, dziś to już niemożliwe. I nie tylko rozwścieczony tłum jest groźny. Również, a może przede wszystkim, tak zwana policja. Czyli uzbrojeni bandyci.

W Kongu stacjonuje największy na świecie kontyngent wojsk ONZ. Żołnierze w błękitnych hełmach są tam głównie dla obrony cywilów przed wojskami takich czy innych rebeliantów. Liczbę ofiar wojny w Kongu w latach 1998-2003 szacuje się na około 5 milionów ludzi. Był to najbardziej krwawy konflikt na świecie od zakończenia drugiej wojny światowej.
- Wiesz, nie boję się śmierci, boję się tylko o nią. Nie mogę czekać, aż zarobię te pieniądze. Biorę kredyt w Irlandii i jadę.

Ściana

Gdyby Wróbel chciał wrócić z kongijską żoną do Polski, nie byłoby mu łatwo. Wiele zależałoby od ambasadora w Kinszasie. Po ślubie Chantall zwróciłaby się do ambasady, żeby wydano jej wizę wjazdową do Polski. Ambasada może ją wydać lub też zwrócić się do wojewody pomorskiego o przesłanie zaproszenia. Wówczas Wróbel musiałby już być w Polsce, żeby załatwiać zaproszenie.
W tym czasie generał Nkunda ze swoją armią partyzantów może zbliżyć się do Kinszasy. Wzrośnie napięcie. Na ulicach miasta przechodnie przeistoczą się w ciżbę, która uzbrojona w kamienie, kije, maczety, w asyście bojówek złożonych z policjantów, będzie czyniła porachunki.

Wróbel siada na schodach falowca, naprzeciw podwórka, na którym się wychował. Patrzy na szare, pomalowane sprejem ściany. Listopadowa aura, lepiej schować się pod dachem klatki schodowej. Trochę utył. Trudno w nim rozpoznać tego, który przed trzema miesiącami fotografował się w buszu na hamaku.

Nie, nie może się zdarzyć nic złego. Wróbel zdąży. Wezmą ślub. Wróci z Chantall do Europy. I wkrótce w piaskownicy będą się bawić czekoladowe dzieciaki. Będą się bawić w piratów i Indian. Tata wieczorami będzie czytał książki dla starszych dzieci.

- Ale to nie będzie to podwórko i ta piaskownica. Zostanę w Cork, może w Dublinie. Tu, na falowcach, bałbym się puścić Chantall samą do sklepu.

Wróbel odchyla kaptur i spogląda na napisy na ścianach klatki schodowej. ŻYDZI WON.


Imiona niektórych bohaterów zostały zmienione. Śródtytuły pochodzą od redakcji
7

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

super

+26 / -29

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

irena (gość)  •

a gdzie jest Twoj blog ze zdjęciami?

odpowiedzi (0)

skomentuj

dlaczego Żydzi

+32 / -24

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

bb (gość)  •

Trzeba poczytać starych opowieści o tym ludzie, to sie dowiesz. Nie będę ułatwiać więcej.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Baluba

+63 / -63

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Marcin (gość)  •

Baluba to plemie zamieszkujace Pld-Wsch DR Kongo, prowincje Katanga ze stolica Lubumbashi

odpowiedzi (0)

skomentuj

Dziwny artykuł

+34 / -42

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

blebleble (gość)  •

Nie rozumiem porównań z Żydami ,gdzie Rzym a gdzie Krym,po co to wszystko ni ładu ni składu,jeżeli chodzi o potęgowanie dramatu Izraela jacy to oni biedni to też nie bardzo wyszło

skomentuj

dlaczego Żydzi

+28 / -32

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

bb (gość)  •

Trzeba poszukać w starych opowieściachto sie dowiesz o tym ludzie. Nie będę Ci tego ułatwiać.

odpowiedzi (0)

skomentuj

o co tu chodzi???

+38 / -49

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

kid (gość)  •

Co to za zdanie: na Baluba mówią Żydzi. Na kogo tak mówią? Na Tootsi? I właściwie po co został napisany ten tekst??? Ratunku.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Blad w tytule!

+35 / -31

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

korektor (gość)  •

Chyba Baluba a nie BABULA O_o

odpowiedzi (0)

skomentuj