Menu Region

Nieczysta wojna o czystość sportu

Nieczysta wojna o czystość sportu

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Oskar Berezowski

Prześlij Drukuj
Czy można sobie wyobrazić, że przepisy prawa karnego są wyznaczane na podstawie badań na losowo wybranej grupie osób, a rzeczywiste statystyki przestępstw pozostają do wyłącznej wiedzy wymiaru sprawiedliwości?
W dużym uproszczeniu tak właśnie wygląda wojna z dopingiem. Do tej pory wskazywali na to głównie obrońcy osób posądzanych o stosowanie zabronionych środków. Ich słowa składano na karb dbania o interesy klienta, wybiórczego traktowania rzeczywistości.

W takiej sytuacji znaleźli się między innymi obrońcy Floyda Landisa. Amerykański kolarz wygrał w 2006 r. Tour de France. Został jednak pozbawiony tytułu, gdy w jego organizmie wykryto podwyższony poziom testosteronu. Na pierwszy rzut oka sprawa była prosta. Landis przekroczył normy podczas etapu, który nieoczekiwanie uratował go w krytycznym momencie jego walki o tytuł króla Wielkiej Pętli. Zawodnik wydawał setki tysięcy dolarów na prawników, ekspertów.
Stworzył stronę, na której ludzie wpisywali swoje pomysły na wytłumaczenie jego sytuacji. Internauci nadsyłali wyniki badań innych sportowców, którzy byli w podobnej sytuacji. Landis gromadził dokumenty medyczne opisujące wyjątki od wyznaczonych norm.

Jednym z ekspertów wspierających Landisa był Donald Berry, biostatystyk z Uniwersytetu Teksańskiego w Houston. Twierdził, że normy, na podstawie których uznano kolarza za winnego, nie mają dostatecznego pokrycia w badaniach naukowych. Jednak nawet Berry'ego traktowano z rezerwą. Prawdziwa dyskusja zaczęła się toczyć dopiero po tym, jak jego artykuł opublikowało prestiżowe pismo "Nature". Berry alarmuje, że normy są wyznaczane na podstawie badań na grupach testowych, starannie dobranych, zweryfikowanych i reprezentatywnych, ale jednak na małych grupach. Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) dysponuje natomiast setkami tysięcy badań sportowców, których wyników nie chce udostępniać naukowcom. Tak ogromne ilości danych mogłyby posłużyć do bardziej miarodajnych dla całej populacji norm. Ale WADA tego nie robi.

Berry wskazuje także na nie do końca uczciwe praktyki karania sportowców, gdy wątpliwości nie są rozstrzygane na ich korzyść, tak jak dzieje się to w zwykłych sądach. Tymczasem wiele badań dowodzi, że odstępstwa od reguł mogą świadczyć na korzyść oskarżonych sportowców. Naukowcy w Sztokholmie przeprowadzili niedawno eksperyment na ludziach posiadających gen UGT2B17. Wszystkim podano dawkę testosteronu. 40 proc. osób bez genu wyszło z badań antydopingowych obronną ręką. Ci, których natura obdarzyła UGT2B17, mieli 40 razy podwyższony poziom testosteronu. Służby antydopingowe ignorują takie badania.

Zdaniem biostatystyka wojna z dopingiem powinna być uczciwa, skoro jest prowadzona pod sztandarami fair play. Tymczasem oficerowie stojący na pierwszej linii chemicznego frontu sami unikają weryfikacji przez niezależnych naukowców. Przedstawiciele WADA i Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego odpierają te zarzuty w dosyć osobliwy sposób. Naukowcom mają wystarczyć zapewnienia, że metody wykorzystywane przez laborantów Agencji są bardzo nowoczesne i bazują na najnowszych odkryciach medycyny, biochemii, fizjologii. Oszuści unikają kary, podczas gdy niewinni muszą się bronić przed oskarżeniami - ostrzega Berry. Można więc odnieść wrażenie, że w wojnie z dopingiem zatajanie prawdy jest bronią obu stron. WADA chce być jednak strażnikiem moralności opartej na własnych zasadach.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się