Menu Region

Krótko i na temat

Krótko i na temat

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Paweł Zarzeczny

Prześlij Drukuj
Wreszcie można odpocząć chwilkę od Leo, bo Justyna Kowalczyk pobiegnie dziś na nartach po medal mistrzostw świata. Od razu mówię, że ta dyscyplina - w wydaniu nieamatorskim - wielce szkodliwa jest dla zdrowia. I szkoda, że panna K. dowie się o tym ostatnia...
Piszę to ze smutkiem i nie bez powodu. Poznałem bowiem kiedyś w Zakopanem (a dokładnie w barku Centralnego Ośrodka Sportu, obficie zaopatrzonym) Józefa Łuszczka. Góral ten jest jedynym polskim mistrzem świata w biegach właśnie. Czasu mieliśmy mnóstwo, do rana, więc poopowiadał o swoim ukochanym sporcie. Sporcie, który doprowadził go do inwalidztwa, a pośrednio i do niewyobrażalnej nędzy.

Nie chcę nikogo dręczyć opowieściami o tysiącach przebiegniętych kilometrów po śniegu, ale i po asfalcie, o zniszczonych stawach i niesprawnych mięśniach.
O codziennej katordze, i o pseudolekarzach, którzy faszerowali zawodnika całym dostępnym w aptekach świństwem - jeden z nich zyskał nawet okrutne miano "doktora Mengele". Nie wiem, jak państwo, ale dla mnie kalectwo za jeden blaszany krążek to zdecydowanie wygórowana cena. Więc jeżeli panna Justyna zacznie przegrywać, może będzie to jednak dobry znak? Daje ona bowiem od dawna powody do niepokoju. A to jakiś doping wytłumaczony klasycznie, że zaszkodziła maść do smarowania oczu. A to igrzyska w Turynie: najpierw panna K. pada nieprzytomna na trasie krótkiego biegu, by po paru dniach kapitalnie i na medal finiszować w maratonie! Coś za dużo zagadek, jak dla mnie, w tej końskiej zaiste konkurencji. W której liczy się nie talent, nie finezja, nie technika nawet i nie taktyka, tylko żywa siła. No to ja, za przeproszeniem, mocno i szczerze współczuję, bo wiem, jak robi się siłę i jakie są tego skutki. Zawsze niezdrowe, starczy choćby spojrzeć na niejakiego "Pudziana".

Dobra, dość tych nart, bo Lech gra dziś z Udinese. Teoretycznie Włosi pokręcą nas jak chłopa w sądzie, bo póki co, to oni są mistrzami świata, nie my. W kuluarach dojść miało dziś do spotkania Leo z prezesem PZPN, lecz... nie dojdzie. "Przekażę tylko panu Beenhakkerowi, żeby zameldował się we wtorek o 12. w moim gabinecie w Warszawie. Bo to nie ja będę do niego jeździł, tylko on do mnie" - rzekł mi właśnie ktoś o głosie łudząco podobnym do Laty, ale głowy, że to on był, nie dam, ha, ha ha! W każdym razie nie tylko Leo należałoby zdyscyplinować. Słyszę bowiem, że Hannu Lepistoe trenował Małysza przez... telefon! Czy to już nie jest aby jakaś epidemia? Dałem więc Lacie dobrą radę. Mniej marchewki, więcej kija. Już od wtorku.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się