Żelazna ręka Meryl Streep

    Żelazna ręka Meryl Streep

    Marek Świrkowicz

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Pewien profesor medycyny z uniwersytetu w Toronto wyliczył, że zdobywcy Oscara żyją średnio o cztery lata dłużej niż filmowi frustraci, których ten zaszczyt ominął. Jednak przyjemność dłuższego przebywania na tym padole może ominąć boską Meryl Streep.
    Chociaż dobiegająca sześćdziesiątki gwiazda ma już na koncie dwie statuetki pozłacanego gościa z mieczem. Wszystko dlatego, że (średnio co dwa lata) złośliwi akademicy mamią ją kolejnymi nominacjami, które od 1983 r. (kiedy to zgarnęła swoje drugie trofeum za "Wybór Zofii") regularnie przepadają w ostatecznej rozgrywce. W rezultacie gwiazda co i rusz przełyka gorycz porażki, łakomie spoglądając na kolejne dzierlatki zgarniające jej sprzed nosa złotych chłopaczków. Macie pojęcie, jaki to stres?

    Na szczęście posiadaczka największej liczby aktorskich nominacji w historii Nagród Akademii (do dziś zgromadziła ich aż 15) może jeszcze poprawić bilans zysków i strat - mianowicie za sprawą mrożącej krew w żyłach kreacji siostry Aloysius, surowej jak syberyjska zima przełożonej pewnego katolickiego przybytku na Bronksie, w którą aktorka wcieliła się w "Wątpliwości" Johna Patricka Shanleya (od piątku na naszych ekranach).

    Werdykt oscarowej komisji poznamy dopiero w niedzielną noc, jednak już teraz możemy z czystym sumieniem obwieścić, że to nie tylko najlepsza rola madame Streep od wielu lat, ale też niezbity dowód na to, że blondwłosa gwiazda nie ma sobie równych w kategorii najsprawniejszych aktorskich kameleonów płci żeńskiej. I choćby z tego powodu powinna znaleźć uznanie w oczach dostojnych akademików.

    Nie dalej jak pół roku temu zrobiona na bóstwo pląsała z rozwianym włosem po zalanej słońcem greckiej wyspie, nucąc megahity grupy ABBA i ściągając na seanse "Mamma Mia!" miliony spragnionych lekkiej rozrywki widzów (nawet u nas najpopularniejszy musical wszech czasów zaliczył ponadmilionową widownię).

    A teraz? Wprost trudno uwierzyć, że to ta sama osoba, która u Shanleya wita nas ponurym habitem, wyciosaną z najtwardszego granitu twarzą i skrytymi za parą staromodnych binokli świdrującymi oczkami. Podczas seansu będziecie sobie w duchu powtarzać "Nienawidzę tej baby!", ale doprawdy nie sposób przejść obojętnie obok jej kreacji. Jeśli w miarę postępów ekranowej krucjaty siostry Aloysius nie wspomnicie z odrazą wszystkich znanych z dzieciństwa przesądów o zakonnicach, chyba tylko trzęsienie ziemi będzie w stanie was poruszyć.

    Jest rok 1964. Gdzieś w Europie trwa Sobór Watykański II, Ameryka wciąż żyje zabójstwem Kennedy'ego, a w małej katolickiej szkole na nowojorskim Bronksie pojawia się pierwszy czarnoskóry uczeń. Chłopak ma problemy z aklimatyzacją, a jedynym jego sprzymierzeńcem jest miejscowy ksiądz (i w wolnych chwilach nauczyciel wuefu), ojciec Flynn (Philip Seymour Hoffman).

    Kapłan to postępowy, pogodny i głęboko wierzący w ideę Kościoła przyjaznego. Nic dziwnego, że prowadząca szkołę twardą ręką tradycjonalistka Aloysius (wiecie: precz ze spinkami do włosów, precz z długopisami, precz ze reformami nowego papieża Pawła VI) patrzy na kumpla spode łba i tylko czeka, aż księżulkowi powinie się noga.

    Okazja nadarza się szybko. Jedna z zakonnych nauczycielek, nerwowa i naiwna siostra James (Amy Adams), zauważa pewnego dnia, że nowy uczeń wrócił ze spotkania z Flynnem roztrzęsiony i czuć było od niego alkohol. Natychmiast donosi o tym przełożonej, a ta niezwłocznie oskarża jowialnego ojczulka o molestowanie chłopca. Na nic zdają się tłumaczenia, że ten podpijał sobie tylko wino mszalne - przekonana o winie Flynna siostra Aloysius nie spocznie, dopóki nie przegna go ze swoich pedagogicznych włości.

    Film Shanleya (oparty na jego własnej sztuce) to ciąg słownych potyczek w różnych konfiguracjach: Flynn kontra Aloysius, Flynn kontra James, James kontra Aloysius, Aloysius kontra matka "molestowanego" chłopaka (rewelacyjna Viola Davis). I pewnie skończyłoby się na ciut ambitniejszej odmianie teatru telewizji (w dodatku pełnego zdumiewająco nachalnej metaforyki), gdyby nie fantastyczne kreacje czwórki głównych aktorów.

    Rzadko zdarza się, by amerykańscy akademicy uhonorowali oscarowymi nominacjami wszystkie kluczowe role w jednym filmie -"Wątpliwości" to się udało. Szkoda, że wciąż nie ma Oscara dla "najlepszej obsady": w tej kategorii Meryl i spółka nie daliby konkurencji żadnych szans.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    WWW

    WWW (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

    SZANOWNI PAŃSTWO,
    CHCIAŁBYM TYLKO - CZYSTO INFORMACYJNIE - ZAPOZNAĆ PAŃSTWA Z TREŚCIĄ LISTU, KTÓRY WYSŁAŁEM DO WYDAWNICTWA VIDEOGRAF EDUKACJA.
    Z poważaniem
    Wojciech Wiercioch


    VIDEOGRAF...rozwiń całość

    SZANOWNI PAŃSTWO,
    CHCIAŁBYM TYLKO - CZYSTO INFORMACYJNIE - ZAPOZNAĆ PAŃSTWA Z TREŚCIĄ LISTU, KTÓRY WYSŁAŁEM DO WYDAWNICTWA VIDEOGRAF EDUKACJA.
    Z poważaniem
    Wojciech Wiercioch


    VIDEOGRAF EDUKACJA

    NIE PŁACĄC HONORARIÓW - ZACHOWUJECIE SIĘ JAK POSPOLICI ZŁODZIEJE...
    OTO CO NAPISAŁEM O WAS NA MOIM BLOGU:
    http://wwwiercioch.blog.onet.pl/

    Z WYRAZAMI NIEWIELKIEGO SZACUNKU
    WOJCIECH WIERCIOCH
    AUTOR
    "KSIĘGI ANEGDOT ŚWIATA"
    I
    "KSIĘGI ANEGDOT POLSKICH"zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo