Menu Region

Tańczący z przeciwnościami

Tańczący z przeciwnościami

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Konrad Dulkowski

Prześlij Drukuj
O odstawieniu na boczny tor, zgorzknieniu i życiu w internetowym Matriksie, Rafał Olbrychski opowiada Konradowi Dulkowskiemu
Nagrał Pan płytę, ukaże się w Pańskie urodziny, 26 lutego. O czym jest tytułowa piosenka "Tatango"?
Dla mnie to autoportret duszy Wojtka Młynarskiego.

Bo to on napisał tekst? Myślałem, że to o Panu.
Oczywiście, chciał sportreto-wać także mnie. To jest uniwer-salna opowieść o zmaganiu człowieka z losem, więc pasuje do każdego. Także do mnie.

"Tatango" jest gorzką piosenką.
Gorzką, jak słowiańska dusza.

Czuje się Pan zgorzkniały?
Tak, przez te lata, gdy nie funkcjonowałem ani jako muzyk, ani aktor, stałem się zgorzkniały. Staram się z tym walczyć, ale nie jest łatwo.

Jak to się stało, że dobrze zapowiadający się młody aktor i muzyk nagle zniknął na całe 10 lat?
Zaczęło się od tego, że wycięto mnie z filmu. Co prawda sam polski film się wyciął, bo w pewnym momencie nie robiono już nic innego, jak tylko ekranizacje lektur szkolnych. Natomiast ja byłem taki zbuntowany aktor, nie za bardzo układny z producentami, co skończyło się dla mnie w sposób opłakany.

Co to znaczy "nie za bardzo układny"?
Kłóciłem się o zapisy w kontraktach, o to, że nie płacą w terminie. I niby od takiej ludzkiej strony miałem rację, ale w tym środowisku tak się nie robi. I jeden powiedział drugiemu, że ten Olbrychski to awanturnik, drugi przekazał trzeciemu i z dnia na dzień przestał dzwonić mój telefon. A ja właśnie przestawiłem tory kariery na aktorstwo, nawet zacząłem brać lekcje u pani profesor Mazur, a tu nagle zero propozycji. Jednocześnie próba reaktywacji Redsów, mojego zespołu, spaliła na panewce. Co prawda nagraliśmy płytę "Berlin" (1998), ale przy tym pokłóciliśmy się tak straszliwie, że nie byliśmy w stanie zagrać żadnego koncertu. I promocję szlag trafił. Zostałem więc bez możliwości działania. Żeby się utrzymać, musiałem robić cokolwiek.

Czyli co?
Zostałem dziennikarzem... z całym szacunkiem dla tego zawodu...

Tak, tak, dziennikarzem może być każdy.
Poznałem ten zawód od podstaw, więc dzisiaj mam większy szacunek dla wykonujących go ludzi. Pisałem w kolorowych magazynach. Imałem się różnych zajęć. Prowadziłem bar piwny na Ursynowie, co zresztą robię do dzisiaj. I nauczyłem się żyć bez tych wszystkich chocholich tańców medialnych.
1 3 4 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się