W przeddzień debaty w Sejmie o założeniach polskiej polityki zagranicznej publikujemy polemikę przedstawiciela partii rządzącej i największego ugrupowania opozycyjnego o priorytetach naszej dyplomacji - pisze Paweł Kowal, poseł PiS
Podczas niedawnego kryzysu energetycznego w Sejmie miała miejsce nietypowa debata. Posłowie zadawali wicepremierowi Waldemarowi Pawlakowi pytania o sytuację związaną z bezpieczeństwem energetycznym Polski.
Pawlak uspokajał, że w polskich domach ciągle jest gaz. Jednocześnie unikał jak ognia precyzyjnej odpowiedzi na pytanie, kto w rządzie odpowiada za politykę energetyczną. Zapewniał, że rząd posiada i realizuje jakiś plan.
W tym samym czasie na sejmowych schodach inny wicepremier - Grzegorz Schetyna - mówił, że rząd dopiero przedstawi taki plan... za tydzień.
Premiera Tuska kolejny dzień nie było w kraju. W końcu przedstawiony przez rząd dokument szczęśliwie w większości pokrywał się z tym, co już i tak zaczął realizować rząd Jarosława Kaczyńskiego. A dostawy gazu z Rosji do dzisiaj nie są w pełni realizowane, pomimo spotkania Tusk-Putin w Davos.
Ta sytuacja jak na obrazku ilustruje politykę energetyczną rządu Tuska. Dlatego wprawiła mnie w nie lada zdumienie nadto emocjonalna polemika Krzysztofa Liska ("Polska" z 29 stycznia) z tekstem Konrada Szymańskiego ("Polska" z 28 stycznia).
Każdy, kto śledzi problemy energetyczne, musi przyznać, że polityka rządu Tuska jest w tej sprawie niejasna, niekonsekwentna, rozdarta pomiędzy Tuska, Pawlaka i Sikorskiego, w deklaracjach najczęściej słuszna, ale w zasadzie nierealizowana.
Poszczególni ministrowie wygłaszają sprzeczne opinie, od miesięcy nie sposób ustalić, kto koordynuje prace rządu i jaka jest jego strategia. Ten chaos musi budzić niepokój, bo zaniechanie i zamieszanie to wrogowie bezpieczeństwa energetycznego w stopniu nie mniejszym niż przeciwnicy zróżnicowania kierunków dostarczania surowców.
Bezpieczeństwo energetyczne składa się z wielu elementów: możliwości użycia ropy, gazu, energii atomowej, korzystania z zasobów krajowych, szczególnie węgla. Bezpieczeństwo energetyczne to zdolność do oszczędnego korzystania z różnych źródeł energii z poszanowaniem środowiska naturalnego. To także zróżnicowanie krajów, z których pochodzą i dróg ich transportu. Dopiero kiedy spełnimy te trzy warunki, można uznać, że kraj jest bezpieczny.
Układ sieci energetycznych w Europie Środkowej został zaprojektowany w Moskwie w końcowej fazie ZSRR. Po latach dowiedzieliśmy się, że od razu zakładano, iż będzie on smyczą, na której będziemy trzymani w niedużej odległości od dawnego imperium. Dziś energia w rękach Rosji to źródło nacisków i mrzonek kraju Putina i Miedwiediewa o odrodzeniu ZSRR.
Próby zmiany tego stanu rzeczy zawsze spotykają się z ostrą odpowiedzią Moskwy. Tak jest m.in. z gazociągiem Nabucco czy rurociągiem Odessa - Brody - Gdańsk. Na projekt Nabucco Rosja odpowiedziała tzw. rurociągiem prawosławnym, czyli południowym bliźniakiem Gazociągu Północnego. Na szczyt energetyczny w Krakowie w maju 2007 r. odpowiedziała antyszczytem w tym samym czasie w Turkmenistanie.
z Niemcami i Rosją. Rząd Tuska, pomimo obietnic z jesieni 2007 r., nie ma w tych sprawach sukcesów. Oba kraje kontynuują tworzenie Gazociągu Północnego. Spotkania Tuska z Putinem - w tym ostatnie w Davos - nie przynoszą rezultatu. Trudno wychwalać działania rządu, kiedy do Polski kolejny tydzień płynie o jedną czwartą mniej gazu niż zakontraktowano.
Oprócz tego PO ma kłopot w realizacji także innych konkretnych projektów bezpieczeństwa energetycznego. Dlatego sposób polemiki przyjęty przez Krzysztofa Liska mija się z rzeczywistością.
Problem polega przecież nie na tym, czy się zgadzamy, lecz na tym, że rząd pozostaje przy ogólnych deklaracjach, gdy czas, który ma Polska na zbudowanie swojej niezależności energetycznej, mija nieubłaganie. To dlatego stawiamy pytania o konkretne elementy bezpieczeństwa energetycznego, bo jest to sprawa przede wszystkim w gestii rządu.
Jaka jest skuteczność gabinetu Tuska w podważaniu niezgodnej z polskimi interesami inwestycji Gazociągu Północnego? Co z gazociągiem Amber, który jest sto razy lepszy od Gazociągu Północnego? Składano przecież obietnice, że pod kierownictwem Tuska, Sikorskiego i Bartoszewskiego stosunki polsko-nimieckie staną się funkcjonalne i trudne sprawy będą załatwiane. Jak dalece zaawansowane są prace nad budową gazoportu?
Co dalej z rurociągiem Odessa - Brody i projektem Ignalina II? Jak dzisiaj w dziedzinie energetyki są wykorzystywane środki europejskie, skoro z tej puli nie wydano dotąd ani centa? Kiedy sprowadzimy skutecznie pierwszy gaz z Norwegii? Z wymienionych kwestii jakikolwiek postęp dotyczy niestety jedynie projektu gazoportu. A rząd Tuska sprawuje władzę już tyle, co gabinet Kaczyńskiego. Skoro rząd nie radzi sobie w sprawach bezpieczeństwa energetycznego, opozycja deklaruje merytoryczne wsparcie.
Jednak nic nie zwolni Donalda Tuska z historycznego dylematu. Czy nie warto wyrzec się kilku pochlebstw na zagranicznych salonach oraz od przywódców innych państw i na poważnie podjąć temat?
Premier Tusk musi sobie odpowiedzieć, czy w podręcznikach historii chce być obok premierów Kaczyńskiego i Buzka, którzy poważnie podeszli do bezpieczeństwa energetycznego i coś ryzykowali, czy obok Leszka Millera, za którego czasów umarł plan sprowadzania gazu z Norwegii. Jeśli rząd nie będzie działał energicznie, premiera czeka ten drugi scenariusz.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.