Amerykanie zdecydowali się właśnie na realizację najdroższego w historii planu ratowania gospodarki. Przeznaczą na to astronomiczną kwotę 3 bln dol.
To tyle, ile według szacunków noblisty J. Stiglitza przez ostatnich osiem lat kosztowały amerykańskich podatników operacje wojskowe w Afganistanie i Iraku. Więcej, bo aż 5 bln dol. kosztował Amerykę tylko udział w drugiej wojnie światowej.
Za pieniądze z planów Obamy, Geithnera i Paulsona można by również zrealizować ponad 20 planów kosmicznych Apollo.
Astronomiczna kwota pomocy nie wywołała jednak wcale euforii na światowych rynkach finansowych.
Po fatalnej sesji w USA również indeksy w Europie wczoraj rano spadały średnio 2 proc. - Na rynku jest bardzo duża nerwowość. Inwestorów niepokoi zwłaszcza gigantyczna skala pomocy. Obawiają się, że amerykański system bankowy jest już bankrutem i żadne zastrzyki finansowe mu nie pomogą - mówi Grzegorz Mielcarek, doradca z Investors TFI.
Na sumę 3 bln dol. złożą się pieniądze, które rząd przeznaczy na pomoc dla rodzin nieradzących sobie ze spłatą kredytów hipotecznych, zasiłki, pomoc dla instytucji finansowych i stworzenie specjalnego funduszu skupującego toksyczne aktywa z banków. Fundusz ten będzie dysponował kwotą co najmniej 500 mld dol.
- Kwota pomocy rzeczywiście jest niewyobrażalna - przyznaje Alfred Adamiec, główny ekonomista Noble Banku. - Trzeba jednak pamiętać o tym, że wcale nie jest powiedziane, że wszystkie pieniądze zostaną od razu wydane. Część z nich ma bowiem pozostawać do dyspozycji rządu na wypadek dalszych kłopotów, np. instytucji finansowych - tłumaczy.
Aby sfinansować zaplanowane wydatki, amerykański rząd będzie musiał najprawdopodobniej zdecydować się na gigantyczną emisję obligacji. Nie musi się jednak obawiać, że nie znajdzie na nie nabywców. - Myślę, że ich zakupem z pewnością będą zainteresowane chociażby fundusze z bogatych krajów arabskich czy Chin - uważa Marcin Piątkowski, były przedstawiciel Polski w Międzynarodowym Funduszu Walutowym.
Jego zdaniem inwestorzy będą kupować amerykańskie papiery, bo wszystkim zależy na wyciągnięciu tamtejszej gospodarki z recesji. Bez tego nie ma bowiem mowy o poprawie sytuacji gospodarczej całego świata.
Trudno na razie szacować, jak długo Amerykanie będą spłacać swoje zadłużenie, które powstanie wskutek realizacji planu ratunkowego. - Najwięcej zależy tu od tego, czy plan się powiedzie - zaznacza Marcin Piątkowski. - Jeżeli Obamie uda się wyciągnąć gospodarkę z kryzysu, to może być spokojny o zadłużenie. Teraz wynosi ono 70 proc. PKB. Tymczasem po drugiej wojnie światowej przekraczało 110 proc. PKB i udało się nad nim zapanować - podkreśla.
Bankom w USA ma pomóc specjalna instytucja, która będzie skupować ich toksyczne aktywa. Podobny pomysł sprawdził się już na początku lat 90. w Szwecji podczas kryzysu bankowego. Tam jednak skala problemu była znacznie mniejsza: bank złych aktywów wydał na to tylko 18 mld dol.