Menu Region

Stocznie trzeba sprzedać

Stocznie trzeba sprzedać

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska
Prześlij Drukuj
Bruksela nie chce zniszczyć polskich zakładów. Jedynie dba o zachowanie uczciwej konkurencji - mówi Janusz Lewandowski, europoseł PO i były minister przekształceń własnościowych
Naciski Brukseli na szybką prywatyzację polskich stoczni w Gdańsku i Szczecinie wynikają z tego, że Polska straciła wiarygodność jako gwarant restrukturyzacji nierentownych zakładów. Ich sprzedaż w oczach Komisji Europejskiej jest zatem jedynym sposobem na przywrócenie rentowności tym zakładom.

Działania Brukseli nie powinny być postrzegane jako zamach na nasz przemysł, lecz jako próba wyegzekwowania zasad przypominanych Warszawie z dużą cierpliwością od roku 2005. Powinniśmy wiedzieć, że Europa Zachodnia w bólach i protestach ograniczała potencjał branży stoczniowej i nie możemy oczekiwać współczucia z tamtej strony. Branża stoczniowa, będąca niegdyś przedmiotem europejskiej dumy, najlepsze dni dawno już ma za sobą.
Stocznie Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii czy państw Skandynawii to dziś ledwie cienie swej niegdysiejszej potęgi. Utrzymali się tylko najlepsi i z tej perspektywy spoglądają na polskie stocznie. Nikt nie będzie traktował nas tutaj wyjątkowo pomimo świadomości, że Stocznia Gdańska ma znaczenie symboliczne, jako kolebka Solidarności.

Unia toleruje pomoc publiczną dla stoczni jako warunek konkurencji z subsydiowanym przemysłem Dalekiego Wschodu, ale powinna to być pomoc otwierająca szansę rentownego działania, a nie beczka bez dna. Niestety, Polska nie może wykazać się konsekwentną polityką wobec branży stoczniowej ani też efektami udzielonej pomocy. Stąd zwątpienie w odgórną restrukturyzację i nadzieja ulokowana w prywatyzacji. Stocznie od lat są źle zarządzane i nadzorowane, od lat niedoinwestowane, bo kroplówka na płace i zakup stali nie wyręczą modernizacji stoczni.

Zabrakło zdecydowanych działań, na przykład w Szczecinie na początku lat 90., kiedy nasze stocznie przestawiały się z zamówień ZSRR na wymagające rynki światowe. Kadry menedżerskie były mianowane według klucza partyjnego. Presja Brukseli na szybką prywatyzację jest opłakanym efektem wieloletnich zaniechań i wcale nie jest najlepszą strategią dla przemysłu – jako prywatyzacja pod ścianą. Przy tak ogromnych, kapitałochłonnych obiektach pośpiech jest bowiem złym doradcą. Zapowiadany przez ministra Pawlaka termin prywatyzacji do końca czerwca jest zupełnie nierealny.

Prywatyzacja zarówno stoczni gdyńskiej, jaki i szczecińskiej to skomplikowane operacje, które wymagają nadzwyczaj rzetelnego przygotowania. Musimy także przypominać Brukseli, że Polska jest jedynym krajem, która wniosła do Unii silny przemysł stoczniowy. Jedyny, który jest w stanie wytrzymywać konkurencję ze strony Dalekiego Wschodu.

Naszym atutem są bowiem wysoko wykwalifikowane kadry oraz bogate tradycje. Polski know-how stoi na najwyższym poziomie światowym. Nasze stocznie są w stanie zbudować nawet najbardziej wyszukane konstrukcje. Warto podkreślić, że przemysł stoczniowy na świecie znajduje się dziś w fazie koniunktury. W Chinach jak grzyby po deszczu powstają nowe stocznie. Nie ma powodu, dla którego i Europa, czyli także i Polska, nie miałaby na tym skorzystać.

Sukcesy restrukturyzacji Stoczni Szczecińskiej w latach 1991-1992 pokazują, że mamy potencjał. W dużo gorszych warunkach koniunkturalnych udało nam się przestawić z funkcjonowania na skostniałym rynku radzieckim na kapitalistyczny rynek zachodni. Dziś stoimy przed porównywalnym wyzwaniem. Potrzebujemy jednak nowego kredytu zaufania ze strony Unii, co nie jest łatwe, gdyż mocno nadwyrężyliśmy cierpliwość i naszą wiarygodność. Musimy przekonać Unię, by przesunęła terminy prywatyzacyjne, tak by można było znaleźć rzetelnych inwestorów.

Paradoksalnie problemy trzech stoczni rzutują na wizerunek całej branży, która ma wiele jasnych punktów, choćby w postaci znakomicie zarządzanej Stoczni Remontowej w Gdańsku oraz mniejszych przedsięwzięć budujących jachty i inne konstrukcje na światowym poziomie. Wszystkie te podmioty potrzebują wiarygodności kredytowej, gdyż przemysł stoczniowy nie może funkcjonować bez wsparcia systemu bankowego. Na razie dla Polski realia są twarde.

Jeżeli do końca tego tygodnia rząd nie przedstawi Komisji Europejskiej wiarygodnych planów prywatyzacji stoczni w Gdańsku i Szczecinie, to Unia zażąda zwrotu kilku miliardów pomocy udzielonej zakładom w ramach pożyczki publicznej. A to może doprowadzić nawet do upadku tych zakładów. Obecny rząd, po latach karygodnego nieróbstwa, stanął przed wyjątkowo ciężką próbą!

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się