Menu Region

Wielka awantura o sześciolatki

Wielka awantura o sześciolatki

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Karolina Kowalska

Prześlij Drukuj
Do 2012 roku zerówki ostatecznie znikną z przedszkoli. Rodzice jednak nie chcą oddawać dzieci do szkół, ponieważ uważają, że nie są one przygotowane.
- Postawiono nas przed wyborem: zerówka w szkole albo... w szkole. Tymczasem szkoły nie są przygotowane do przyjęcia tak małych dzieci, a sale dla zerówkowiczów urządzane są w suterenach! - grzmieli rodzice pięciolatków podczas spotkania z dyrektor biura edukacji Jolantą Lipszyc.

Kilkadziesiąt osób z Bemowa, Śródmieścia i Mokotowa przez dwie godziny przedstawiało dyrektor swoje racje. Mimo
obecności mediatora temperatura dyskusji rosła, a rodziców ponosiły emocje. Dyrektor Lipszyc usłyszała wczoraj wiele cierpkich słów, w którym zarzut opowiadania bajek był jednym z delikatniejszych.

Klasy dla sześciolatków przy szkołach do 2012 roku mają całkowicie zastąpić tradycyjne przedszkolne zerówki. Na razie w 239 oddziałach szkolnych uczy się 45 proc. warszawskich sześciolatków. Jednak tylko 23 przyszkolne zerówki spełniają w stu procentach standardy opracowane przez biuro edukacji.

Według wicedyrektor biura edukacji Beaty Murawskiej pozostałym do doskonałości brakuje ledwie 20 procent. Na każdy oddział przedszkolny przewidziano 50 tys. zł - po 20 tys. na urządzenie sal - edukacyjnej i rekreacyjnej - i około 30 tys. na zorganizowanie placu zabaw dla zerówkowiczów. - Dobro sześciolatków jest dla nas priorytetem - zapewnia dyrektor Lipszyc.

Inaczej widzą to rodzice: - Większość istniejących już oddziałów to połączenie klepiska z sutereną. Na pomieszczenia dla sześciolatków przerabia się szatnie z oknami pod sufitem. A dzieci, które przeciętnie mierzą po 1 m 2 cm, mają załatwiać się do ponadmetrowych pisuarów - wylicza Katarzyna Klimczak, przewodnicząca rodziców ze Śródmieścia.

A Małgorzata Pietrak, mama zerówkowicza ze Służewia, opowiada, jak wcześniejsze pójście do szkoły zmieniło jej synka: - Codziennie rano przez półtorej godziny pertraktujemy na temat pójścia do szkoły. Synek wymyśla bóle brzucha i płacze, że chce wrócić do przedszkola. Szkoła to nie miejsce dla sześciolatków - przekonuje Małgorzta Pietrak. - Obok problemów psychologicznych dzieci borykają się z tak podstawowymi sprawami jak chodzenie do toalety. Maluchy biegają do niej same i z trudem wspinają się na zbyt wysokie, brudne miski klozetowe, z których korzystają też nastolatki. Mój synek znalazł na to sposób: przez cały dzień się nie załatwia - dodaje Małgorzata Pietrak.
1 »
Reklama
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Reklama
Reklama