Menu Region

Nasz rynek jest tak samo podatny na spekulacje jak reszta...

Nasz rynek jest tak samo podatny na spekulacje jak reszta świata

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Agaton Koziński

Prześlij Drukuj
Z Wiesławem Rozłuckim, byłym prezesem Giełdy Papierów Wartościowych, rozmawia Agaton Koziński
Czy w Polsce dochodzi do spekulacji kursami walut lub cenami akcji?
A co pan nazywa spekulacjami? Bo wiele zależy od definicji tego terminu.

A jaka jest właściwa?
Należy odróżnić spekulację od manipulacji. Pierwsze nie są karane, drugie owszem.

Czym one się różnią?

Niełatwo je od siebie odróżnić, tu jest największy problem. Mówiąc najprościej, spekulacje są wtedy, gdy jakiś inwestor stara się wyznaczyć lub wzmocnić interesujący go trend rynkowy, składając duże zlecenie.
Natomiast manipulacje to na przykład rozpowszechnia-nie fałszywych lub nierzetelnych informacji, które mogą mieć wpływ na wartość kursu. I nie ma tu znaczenia, czy robi się to za pomocą nieprawdziwych wiadomości sprzedawanych gazetom, czy poprzez składanie zleceń, które mają wprowadzić w błąd innych uczestników rynku.

Często zdarzają się takie manipulacje na GPW?
Średnia światowa. W 1998 r., gdy byłem prezesem giełdy, doszło do tak ordynarnych manipulacji akcjami Kopeksu, że musiałem publicznie zaprotestować. W efekcie akcje błyskawicznie poszły w dół.

Co takiego niegodnego robili akcjonariusze?
Widać było, że kilka osób nawzajem sobie sprzedaje akcje, by podbić cenę. Byli skuteczni, bo ich wartość szybko poszła w górę. Szyli to jednak bardzo grubymi nićmi i musiałem zainterweniować.

Ale przed chwilą nazwał Pan takie zlecenia spekulacjami. I dodał, że są one legalne.
Nie. Spekulacje są trochę jak blef w pokerze. Daję duże zlecenie i liczę, że inni pójdą moim tropem. Ale pewności nigdy nie mam, zawsze istnieje ryzyko, że pozostali inwestorzy nie połkną haczyka, który rzuciłem. Manipulacja jest wtedy, gdy kilku inwestorów sprzedaje sobie nawzajem walory. Oni nie ponoszą ryzyka - ale to jest zabronione. Tak jak w pokerze. Gracze nie mogą się ze sobą umawiać na licytację.

Zostawmy manipulacje. Czy łatwo jest u nas spekulować?
Tak. Jesteśmy niedużym rynkiem, czyli stosunkowo niewielkimi sumami - niewielkimi dla światowych funduszy inwestycyjnych - można zachwiać kursem.

Jaki rząd wielkości pieniędzy jest do tego potrzebny?
Przyjmując, że obroty na warszawskim parkiecie wynoszą każdego dnia ok. miliarda złotych, to wystarczy 300 mln, by wpłynąć na wartość indeksów. Podobne sumy wystarczą na rynku walutowym. To naprawdę niedużo dla globalnych graczy.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się