Menu Region

Film "Popiełuszko": Nawrócenie Woronowicza

Film "Popiełuszko": Nawrócenie Woronowicza

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Magdalena Rigamonti

Prześlij Drukuj
Odtwórcę tytułowej roli w największej tegorocznej polskiej produkcji Adama Woronowicza spowiada Magdalena Rigamonti
Opłacało się na siedem miesięcy rzucić teatr dla "Popiełuszki"?
Pewnie, że tak. Teraz czuję, że mogę się zmierzyć z każdą rolą. Mocne słowa. To prosta sprawa - jeżeli aktor ma czas i komfort pracy, to można działać.

Widział Pan już efekty?
Tak. Kilka dni temu widziałem "Popiełuszkę". Bałem się, ale z ręką na sercu powiem, że nie ma w tym filmie obciachu. To dobrze zrobione kino. Ciężko oceniać siebie samego, ale "Popiełuszko" nie jest celuloidowym pomnikiem księdza bohatera, tylko opowieścią o chłopaku, który miewał rozterki, ale przy tym miał charyzmę naprawdę niezwykłego człowieka.


Teraz będzie Pan porównywany do Popiełuszki.
Są ludzie, którzy czekają na ten film, i wiem, że będą mnie porównywać z księdzem Jerzym. Z drugiej strony, choć jestem aktorem, to nie tylko przebrałem się za księdza, ale spróbowałem zrozumieć tego człowieka. Żyjemy w kraju, w którym fakt, że zagrałem księdza, w oczach jednych przekreśla mnie na wstępie, a drudzy będą traktować mnie jak wcielenie Popiełuszki. Mam jednak nadzieję, że do kin przyjdą przede wszystkim ludzie, którzy będą chcieli obejrzeć pasjonujący film. I chciałbym, żeby ten film wywołał dyskusję na temat tego, kim dzisiaj powinien być kapłan.

Nie boi się Pan sławy?
Na co dzień poruszam się komunikacją miejską i nie będę tego zmieniał. Wprawdzie w sutannie i charakteryzacji jestem podobny do księdza Jerzego, ale w cywilu trudno mnie rozpoznać.

Sama byłam świadkiem, jak kobiety, które znały księdza Jerzego, rzucały się Panu na szyję.
To prawda, ale miałem na głowie tupecik, a pod szyją koloratkę. Bez tych atrybutów te podobieństwa zanikają. Słowo. Kiedy przychodziłem rano na plan, na którym czekało kilkuset statystów, to nikt na mnie nie reagował. Nawet mnie to trochę bolało. Myślałem: "Co się dzieje? Dwudziesty dzień zdjęciowy, powinienem być już rozpoznawalny, a tu nic". Okazało się, że bez charakteryzacji jestem tylko facetem rozpoznawanym przez ludzi, którzy chodzą do teatru. I raczej tak zostanie.

Łudzi się Pan. Coś czuję, że w tych warszawskich autobusach i tramwajach będzie Pan miał powodzenie.
Już się na to cieszę (śmiech). Nie zamierzam się kamuflować. Żadnych ciemnych okularów w pochmurny dzień ani czapek z daszkiem.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się