Menu Region

Proces żołnierzy z Nangar Khel może się toczyć całymi latami

Proces żołnierzy z Nangar Khel może się toczyć całymi latami

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Dorota Kowalska, Łukasz Cieśla

1Komentarz Prześlij Drukuj
- Mamy nadzieję, że ten proces jak najszybciej się skończy - mówi Łukasz B., jeden z oskarżonych o ludobójstwo w afgańskiej wiosce Nangar Khel.
- Nie możemy żyć cały czas bez przydziału. Gdyby to było możliwe, jutro zameldowałbym się w jednostce - dorzuca.

Ale marzenie Łukasza B. ma marne szanse, aby się spełnić. Wprawdzie proces siedmiu żołnierzy oskarżonych o dokonanie zbrodni wojennej w Afganistanie rusza właśnie dzisiaj, ale wiele wskazuje na to, że może trwać nawet latami.

O śledztwie w sprawie Nangar Khel pierwsza informowała "Polska". Potem nasza gazeta wielokrotnie ujawniała nieznane szczegóły dotyczące tych dramatycznych wydarzeń.
Dziś żołnierze stawią się w sądzie. Odpowiadają z wolnej stopy. To niespotykana do tej pory sytuacja, biorąc pod uwagę ciężar postawionych im zarzutów.

Prokurator oskarża sześciu z nich o zabójstwo ludności cywilnej i naruszenie tym samym zasad prawa międzynarodowego. Grozi im za to nawet dożywocie. Siódmemu, Damianowi L., zarzuca ostrzelanie niebronionego obiektu cywilnego. To przestępstwo zagrożone karą 25 lat pozbawienia wolności.

Do tragedii w wiosce Nangar Khel doszło 16 sierpnia 2007 r., 28 km od miasta Wazi-Khwa w Afganistanie. Tego dnia o godz. 8.15 na minę pułapkę w pobliżu Nangar Khel wjechały dwa pojazdy ISAF. Kilka godzin po zdarzeniu na miejsce został skierowany patrol. Jego uczestnicy twierdzą, że zostali ostrzelani przez napastników, którzy wycofali się potem do pobliskiej wioski. W

spółrzędne do ostrzału moździerzowego mieli dostać od dowódcy bazy. Przeprowadzili atak. Cztery granaty spadły na zabudowania i zabiły sześć osób, trzy ciężko raniły. Żołnierze tłumaczyli, że trafienie budynków było wynikiem wadliwego sprzętu.

Według prokuratora Karola Frankowskiego, szefa Wydziału II Oddziału do Spraw Przestępczości Zorganizowanej Naczelnej Prokuratury Wojskowej, polscy żołnierze nie zostali przez nikogo zaatakowani. Ostrzelali wioskę, a potem ustalili między sobą wersję zeznań.

Łukasz B. twierdzi w rozmowie z "Polską", że ze swoim plutonem do Nagar Khel jechał ostrzelać talibów. Taki otrzymał rozkaz. Wtedy, po ostrzale, pierwszy raz ujrzał ludzi, który zginęli "w wyniku jego działań". - Kiedy zobaczyliśmy, co się stało, ratowaliśmy rannych, osobiście wezwałem pomoc medyczną. Czy tak postępują ludobójcy? - pyta.

Sprawę Nangar Khel rozpatrzy Wojskowy Sąd Okręgowy. Ten sam, który w październiku ubiegłego roku stwierdził, że w materiale dowodowym są rażące braki. WSO zdecydował wówczas o zwrocie sprawy do prokuratury. Nakazał śledczym przeprowadzenie wizji lokalnej, uzyskanie dodatkowych informacji dotyczących obrażeń ofiar, podjęcie próby ekshumacji zwłok czy przesłuchanie mieszkańców Nangar Khel.

Postanowienie WSO zostało uchylone przez Sąd Najwyższy. W grudniu orzekł, że w materiałach śledztwa nie ma na tyle istotnych braków, by trzeba było sprawę zwracać prokuraturze.

Warszawski sąd zaplanował pierwsze trzy rozprawy na dziś oraz na dwa najbliższe dni. W tym czasie prokurator ma odczytać akt oskarżenia. Przesłuchani zostaną także wszyscy oskarżeni. Niewykluczone, że na początkowym etapie sprawy odmówią składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania.
1 »
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

były podwładnyandrzeja osiecki

+58 / -74

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

tomasztychy (gość)  •

andrzej osiecki jest według mnie jednym z najlepszych żołnierzy jakich znam byłem jego podwładnym w zasadniczej służbie wojskowej to jest prawdziwy zołnierz szybciej oddał by swoje życie niż zostawił by kogoś ze swoich żołnierzy

odpowiedzi (0)

skomentuj