Menu Region

Bogdan Wenta: W tym lesie każdy chce nas upolować

Bogdan Wenta: W tym lesie każdy chce nas upolować

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska
Prześlij Drukuj
Z Bogdanem Wentą, trenerem polskiej kadry piłkarzy ręcznych, rozmawiała Agnieszka Garbacik
Jak się czuje trener, który dwa razy z rzędu sięgnął z drużyną po medal mistrzostw świata?
Tak jak wszyscy zawodnicy- jestem bardzo szczęśliwy i jednocześnie bardzo zmęczony. Emocje już opadły, ale czas na prawdziwą refleksję przyjdzie później. Cały zespół włożył w ten turniej dużo zdrowia. Za to należą się chłopakom podziękowania. Spodziewaliśmy się, że ktoś nas przywita, ale - mimo wszystko - tak dużo ludzi na Okęciu to dla nas miłe zaskoczenie. W końcu, jak powiedział Damian Wleklak, gramy dla nich. Ta wiara pozwala walczyć do końca.

Świętowaliście?
Na tyle, na ile czas pozwolił. Kolacja, kilka piw, a od drugiej w nocy podróż na lotnisko. Oczywiście niektórzy są nieco bardziej zmęczeni niż reszta...

Jaki był najtrudniejszy moment podczas tych mistrzostw?
Trudno oceniać w takich kategoriach. Najbardziej bolało to, co pisano i mówiono w kraju. Wielu twierdziło, że nie mamy szans. Oni wiedzieli dużo lepiej niż my, na co nas stać. A teraz stoimy tu z medalami na szyjach. Jesteśmy w zupełnie innym miejscu, niż przewidywano. Nikt nam niczego nie podarował. Nie było to łatwe, bowiem ten system rozgrywek jest bardzo brutalny.

Dlaczego?
W mistrzostwach świata nie ma czasu na odpoczynek. Nie było trzydniowych przerw, które mają np. piłkarze. Gramy, jedziemy autobusem po pięć godzin do kolejnej hali i znów gramy. Oczywiście, wszystkie zespoły tak miały, ale to jest żyłowanie zdrowia zawodników.

Zdrowie to jedno, a psychika to drugie. Nie było zwątpienia po fazie grupowej?
Każdy zespół ma swoje osie i zmienia się tylko opony, jak latem i zimą, lecz pojazd wciąż się toczy. Przegraliśmy dwa ważne mecze, ale trzeba było się otrząsnąć. Wystarczyło posłuchać tego, co mówili zawodnicy. Słowa często padają, ale nierzadko są puste. Oni w nie wierzyli.

Które spotkanie okazało się kluczowe: z Danią czy może z Norwegią?
Mecz z Norwegią to niesamowita historia. Walczyliśmy do ostatnich sekund. U niektórych chłopaków widziałem już łzy rozpaczy. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, podobnie jak rywale, którzy wycofali bramkarza. Najlepiej wyszedł na tym Artur Siódmiak, który dzięki rzuconej bramce przeszedł do historii (śmiech). Trafił do dziejów nie tylko szczypiorniaka w Polsce, ale i całego IHF, bo to przecież najdziwniejsza sytuacja kończąca mecz. Na treningu następnego dnia próbowaliśmy to powtórzyć, ale już mu się nie udawało (śmiech). To pokazuje, ile w tym spotkaniu było dramaturgii.

Po meczu z Norwegią ożyły marzenia o finale mistrzostw świata?
Sportowiec zawsze walczy o wszystko, co najwyższe. Nasze nadzieje zostały rozbite przez Chorwatów. Trzeba jednak zauważyć, że wiele zespołów, które były uznawane za faworytów, nawet nie wyszło z grup. Widać ,jak świat się zmienia. My z myśliwego, którym byliśmy dwa lata temu, zostaliśmy zwierzyną. Dla Macedonii największym sukcesem tych mistrzostw było pokonanie naszego zespołu. W tym lesie każdy chce teraz nas upolować. Każdego dnia będziemy musieli potwierdzać osiągnięty wynik, a to niełatwe.

Przed wylotem do Chorwacji powiedział Pan, że wstaliście z błota. Teraz nie tylko wstaliście, ale znów jesteście na topie.
Największy problem, jeśli chodzi o nasz kraj, jest taki, że gdy osiąga się sukces, gdy za często odbijamy się od podłogi, to myślimy, że umiemy już fruwać. My jesteśmy normalnymi ludźmi, mamy swoje kaprysy, lepsze i gorsze dni. Ten, kto stoi z przodu, przyjmuje hołdy, ale też baty. A to przecież wygrywa i przegrywa zespół. Raz mówi się, że ktoś jest Bogiem, co jest bluźnierstwem, a następnego dnia, że nic nie potrafi i nie nadaje się do reprezentacji. Ludzi poznaje się po tym, jak przyjmują porażkę.

Marzycie po cichu o złocie?

Najpierw trzeba zorganizować MŚ w Polsce, byśmy nie musieli walczyć z gospodarzami (śmiech). Na razie najmocniejsi na świecie są Francuzi. Szczególnie mentalnie. Nam do nich jeszcze trochę brakuje.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się