Menu Region

Polscy piłkarze ręczni nie schodzą z podium

Polscy piłkarze ręczni nie schodzą z podium

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Waldemar Gabis

Prześlij Drukuj
Dwa lata temu byli wicemistrzami świata, wczoraj wywalczyli brązowy medal! To sukces bez precedensu w polskim sporcie.
Wcześniej żadnej naszej drużynie narodowej nie udało się zdobyć dwóch medali mistrzostw świata pod rząd. Teraz dokonali tego piłkarze ręczni i ich trener Bogdan Wenta.

Zanim biało-czerwoni podnieśli wczoraj w górę ręce w geście triumfu, nikt w polskim zespole nie mógł być pewny zwycięstwa w meczu o trzecie miejsce. - Trzeba wstać z kolan i walczyć. Na szczęście Duńczycy też poważnie dostali od Francuzów, więc o brąz będą walczyły zespoły zdruzgotane psychicznie.
Kto szybciej się podniesie, ten wygra - zapowiadał Marcin Lijewski po piątkowej porażce z Chorwacją w półfinale. Dziś o godz. 17 polscy piłkarze ręczni spotkają się na Torwarze z kibicami


Lijewski miał rację w jednym - oba zespoły były zdruzgotane psychicznie. W pierwszej połowie gra obydwu drużyn kompletnie się nie kleiła. Więcej było niedokładnych zagrań niż wykorzystanych sytuacji. Przy stanie 3:5, biało-czerwoni mieli na koncie aż osiem strat, rywale niewiele mniej, bo sześć.

- To był jakiś dramat - podsumował pierwszą połowę Mariusz Jurasik, skrzydłowy polskiej reprezentacji. Gdyby nie świetna postawa Sławomira Szmala w bramce, Polacy mogli przegrywać wysoko. Nie potrafili zdobyć gola, nawet grając w przewadze dwóch zawodników. Przez 54 s odbijali się od duńskiego muru.

W końcu Wenta zdecydował się na dość zaskakujący manewr, bo wymienił całą drugą linię. Na parkiecie pojawili się Bartłomiej Jaszka, Krzysztof Lijewski i przede wszystkim ogolony na łyso Karol Bielecki, który zaczął bombardować bramkę Kaspera Hvidta. Jaszka - na tych mistrzostwach w cieniu Damiana Wleklaka - miał dobry dzień. Sumiennie rozgrywał i sam rzucał. To po jego trafieniu był remis 7:7.

W duńskiej ekipie szalał Mikkel Hansen, który raz za razem oszukiwał Szmala. W końcu jednak się pomylił, trafiając w słupek. - Rozciągnijmy grę - nawoływał Bogdan Wenta podczas jednej z przerw.

Miał rację, bo jego podopieczni zbyt rzadko korzystali ze skrzydłowych. No i poszło. Na 9:8 trafił Krzysztof Lijewski. A pierwszą połowę zakończyliśmy przewagą trzech goli.

Duńczycy zaczęli grać agresywniej, co na szczęście wychwytywali sędziowie. Wystarczyły dwie kary jedna po drugiej dla rodaków Hamleta i zrobiło się 21:15 dla Polski. Brązowy medal był już na wyciągnięcie ręki.
1 3 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się