Menu Region

Andrzej Godlewski: Esbecy jako świadkowie prawdy

Andrzej Godlewski: Esbecy jako świadkowie prawdy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

szef działu opinie

13Komentarzy Prześlij Drukuj
Abp Józef Kowalczyk nie był świadomym agentem wywiadu PRL, a przedstawiciele instytucji państwowych (IPN i TVP) prowadzą nagonkę na osobistego przedstawiciela papieża - pisze w liście do "Rzeczpospolitej" dr Edward Kotowski. Autor napisał ten list w trosce o relacje polsko-watykańskie, ponieważ "sam brał bardzo aktywny udział w ich przywracaniu po półwiekowej przerwie". Niesamowite.
Dr Edward Kotowski to rezydent wywiadu PRL w Rzymie o pseudonimie Pietro. W latach 70. i 80. prowadził tam siatkę agenturalną, zbierał informacje na temat papieża oraz polskich duchownych w Watykanie. Do MSW w Warszawie raportował m.in. o nieporozumieniach wśród duchownych, krytycznych opiniach hierarchów o działalności ks. Jerzego Popiełuszki i Solidarności. Według materiałów, do których dotarł ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, "Pietro" był w Rzymie w chwili zamachu na Jana Pawła II. Dziś ten oficer komunistycznych tajnych służb ma czelność wystawiać świadectwa moralności i zapewniać, że troszczy się o dobro Kościoła i relacje z Watykanem. Nawet w Polsce trudno o podobne przykłady hipokryzji.


W rozmowie z "Polską" ks. Isakowicz mówi, jak groźnym oficerem był "Pietro". Jego informatorzy mieli bezpośredni dostęp do papieża. Wywiad PRL potrzebował nawet pozornie nieważnych wiadomości, które wykorzystywano w walce z Kościołem. Czy łatwiej wejść na teren Watykanu z krawatem, czy bez? Na kogo gwardia szwajcarska ma baczniejsze oko? Kiedy i które miejsca parkingowe są wolne? Co robić, gdy popsuje się watykański bankomat i wyświetlą się komunikaty po łacinie? Z osobna te informacje nikomu nie szkodziły, ale ułatwiały służbom z bloku komunistycznego działalność w Rzymie.

W "Gazecie Wyborczej" Katarzyna Wiśniewska regularnie szydzi z "lustracyjnej pasji" ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego. Niedawno śmieszyło ją, że w archiwach po SB odkrył on raport na temat swojego psa (powstały przed brutalnym napadem na księdza w 1985 r.). "Mam nadzieję, że do publicznego linczu na draniu, który donosił na psa ks. Zaleskiego, dołączą się solidarnie właściciele psów" - dworała sobie. Ciekawe, czy i informacje o roli "Pietro" będą dla niej równie zabawne?
Znakiem czasów jest fakt, że w momentach trudnych dla ludzi Kościoła głos zabierają dawni esbecy.

Ci, którzy przed 1989 r. zajmowali się zwalczaniem Kościoła, czują się teraz w obowiązku, by świadczyć o niewinności duchownych podejrzewanych o współpracę z komunistyczną bezpieką. Takich obrońców i świadków prawdy nie potrzebują ani abp Kowalczyk, ani inni biskupi.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

9

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Esbecy jako świadkowie prawdy...

+10 / -10

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

dr Edward Kotowski (gość)  •

TEN OSTATNI KOMENTARZ NALEŻY ROZUMIEĆ W KONTEKŚCIE NOWEJ NOMINACJI ANDRZEJA GODLEWSKIEGO W TVP I.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Esbecy jako śwaidkowie prawdy ...

+7 / -6

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

dr Edward Kotowski (gość)  •

TERAZ ZACZYNAM ROZUMIEĆ DLACZEGO NASTĄPIŁA DZIWNA ZMIANA POSTAWY MOKOTOWSKIEGO SĄDU W SPRAWIE, O KTÓREJ MOWA NIŻEJ. DO OSTATNIEGO POSIEDZENIA SĄDU WSZYSTKO PRZEBIEGAŁO W MIARĘ NORMALNIE. NA OSTATNIM ZACHOWANIE SĘDZIEGO BYŁO CAŁKOWICIE NIEZROZUMIAŁE. CZYŻBY RĘCZNE STEROWANIE ?

odpowiedzi (0)

skomentuj

Esbecy jako świadkowie prawdy...

+11 / -9

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

dr Edward Kotowski (gość)  •

Ponieważ ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, w dniu dzisiejszym, na swoim blogu, wprowadza w błąd Czytelników, że przegrałem proces z art. 212 & 2 kk, wytoczony red. Andrzejowi Godlewskiemu i red. Pawłowi Fąfarze, przeto nie pozostaje mi nic innego, jak wypowiedzieć się publicznie w tej sprawie. Nota bene, czyżby ksiądz miał jakieś wyprzedzające informacje ze źródła? Sprawa dotyczącą pomówienia mnie przez znanego dziennikarza, Andrzeja Godlewskiego, niegdyś w „Polska The Times”, obecnie w TVP I, o zbieranie informacji służących przygotowywaniu zamachu na życie Jana Pawła II-go,jeszcze się przecież nie zakończyła, więc radosne i przedwczesne ogłaszanie mojej przegranej jest wyjątkowo niefortunne. Okoliczności tego pomówienia, a także procedowanie sądowe w tej sprawie najlepiej przedstawi treść mojego Zażalenia na Postanowienie sądu mokotowskiego o umorzeniu postępowania, w sprawie, która – bagatela - spoczywała w tym sądzie od ponad roku.

A oto treść tego dokumentu:

„dot. sprawy sygn. akt: III K 1174/10
Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa
III Wydział Karny
ul. Ogrodowa 51 a
00-873 WARSZAWA

Z A Ż A L E N I E
na Postanowienie Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa III Wydział Karny, z dnia 27 października 2011 r., w sprawie o sygn. akt: III K 1174/10. (Tekst Postanowienia otrzymany w dniu 17 listopada 2011 r., przesyłką pocztową, nadaną w dniu 16 listopada 2011r. w Urzędzie Pocztowym WARSZAWA 41)
Zażalenie złożono w trybie art.459 & 1 kpk.

U Z A S A D N I E NI E
Przedmiotowe Postanowienie, moim zdaniem, winno być uchylone, gdyż do jego wadliwego wydania i sporządzenia, w dużej mierze przyczyniły się uchybienia Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa, III Wydział Karny, wyrażające się w nieprzestrzeganiu stosowania prawa procesowego, czy wręcz ze stosowaniem procedur stanowiących obrazę poszczególnych artykułów Kodeksu Postępowania Karnego.
I tak:
Postępowanie sądowe w sprawie III K 1174/10, począwszy od posiedzenia sądu odbytego w dniu 26 lipca 2011r., jako posiedzenia pojednawczego, odbywało się z naruszeniem zasad przewidzianych w Kodeksie Postępowania Karnego. Na tymże posiedzeniu oskarżonego Pawła Fąfarę, pod jego nieobecność, reprezentował aplikant adwokacki – Andrzej Potasz. Drugi oskarżony – Andrzej Godlewski nie stawił się, gdyż nie został prawidłowo zawiadomiony o posiedzeniu, ani też nie reprezentował go jakikolwiek pełnomocnik. W tej sytuacji zamiast odroczyć posiedzenie, co byłoby wyjściem najbardziej logicznym, Sędzia SR Michał Piotrowski, przystąpił do swoich czynności w stosunku do oskarżonego Pawła Fąfary w aspekcie możliwości jego pojednania z oskarżycielem prywatnym, w ramach wyznaczonego posiedzenia pojednawczego. Oskarżyciel prywatny wyraził zgodę na pojednanie i sformułował swoje warunki ugody. Ponieważ pełnomocnik oskarżonego wykluczył możliwość pojednania, motywując to tym, że jego zdaniem nie zachodzi taka potrzeba, gdyż nastąpiło przedawnienie sprawy, posiedzenie zostało zakończone konkluzją Sędziego, że koniecznym jest zbadanie tegoż faktu poprzez porównanie treści zawartych w sprawie III K 71/10 z treściami zawartymi w sprawie III K 496/10. Dodać należy, że przystępując do kwestii pojednania oskarżyciela tylko z jednym oskarżonym, doszło do nieformalnego wyłączenia ze sprawy o sygn. akt: III K 1174/10, sprawy oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, co narusza dyspozycje art. 34 & 1 & 2 i & 3 kpk. Można, na podstawie art. 34 & 3 wyłączyć do odrębnego postępowania sprawę oskarżonego tylko wtedy gdy zachodzą uzasadnione okoliczności utrudniające łączne rozpoznanie sprawy. W takim przypadku wydaje się stosowne Postanowienie, czego nie było. Stanowi to więc obrazę artykułu 34 & 3 kpk. Fakt, że po powtórnym zawiadomieniu, stawił się pełnomocnik oskarżonego Andrzeja Godlewskiego ( w dniu 27 października 2011r.) świadczy o tym, że taka potrzeba nie zachodziła, a ów oskarżony nie utrudnia postępowania sądowego.
Wg art. 495 & 1 kpk, w razie niedojścia do pojednania, Sędzia jest zobowiązany do skierowania sprawy na rozprawę główną, a w miarę możliwości od razu wyznacza jej termin, chyba, że zachodzi potrzeba skierowania sprawy na posiedzenie w celu innego rozstrzygnięcia. Ponieważ pełnomocnik oskarżonego Pawła Fąfary zgłosił wniosek o umorznie sprawy ( w
odniesieniu do swojego klienta, którym wówczas był tylko Paweł Fąfara), więc oskarżyciel prywatny, a contrario, przesłał do Sądu Wniosek Dowodowy, datowany na 28 lipca 2011 r., na okoliczność tego, że przedawnienie nie nastąpiło.Na posiedzeniu w dniu 27.10.2011 r., Sąd podzielił stanowisko oskarżyciela prywatnego, że sprawa nie może być przedawniona i wniosek pełnomocnika został oddalony, a pełnomocnik nie wycofał negatywnego stanowiska swojego klienta w sprawie pojednania, wyrażonego 26 lipca 2011r.. Oznacza to, że to stanowisko stało się ostatecznie obowiązujące mimo że jego wniosek o umorzenie sprawy z powodu rzekomego przedawnienia nie ostał się. Zresztą problem ten nie zajął Sędziemu więcej aniżeli kilkanaście minut i jeśli jego intencją było to, aby 27. 10. 2011 r. był dniem przeznaczonym tylko na rozprawę główną, nawet w odniesieniu tylko do oskarżonego Pawła Fąfary, to to mogło się stać, ale jednak się nie stało. Dlaczego, tego Sąd nie ujawnił. Gdyby była inna intencja, to też nie zostałby spełniony wymóg art.495 & 1 kpk, w odniesieniu do oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, z przyczyn podniesionych niżej, a nieformalne rozłączenie obu oskarżeń uzyskało praktyczne potwierdzenie. W ten sposób nastąpiła kolejna obraza prawa procesowego w odniesieniu do artykułu 495 & 1 kpk, w jego niezbędnym, łącznym stosowaniu w stosunku do obu oskarżonych, jeśli wcześniej, zgodnie z prawem, nie doszło do wyłączenia tej sprawy z postępowania sądowego o sygn.akt: III K 1174/10.
Co więcej, zaniechano posiedzenia pojednawczego, o którego celowości zadecydowano już w dniu 25 marca 2011 r., wyznaczając jego termin na 16 maja 2011 r., także i w odniesieniu do oskarżonego Andrzeja Godlewskiego. Mimo, że jego pełnomocnik był obecny w dniu 27.10.2011 r. i przedstawił pełnomocnictwo, udzielone mu przez tegoż oskarżonego, do rozpoczęcia i zrealizowania procedury pojednawczej jednak nie doszło, bo Sąd tę kwestię po prostu zignorował nie prezentując jakiegokolwiek stanowiska w tej sprawie. To z kolei jest sprzeczne z art. 489 & 1 kpk i stanowi jego obrazę. W świetle przepisów kpk nie można się bowiem cofnąć do sytuacji sprzed obowiązującej decyzji procesowej bez jej formalnego odwołania, w razie zajścia nowej, niespodziewanej sytuacji prawnej, o czym wszystkie strony procesowe winny być zawiadomione w sposób wymagany przez kpk, czego przecież nie było.
Jak wiadomo ideą leżącą u podstaw Kodeksu Postępowania Karnego jest ustalenie pewnych trwałych i przewidywalnych reguł postępowania procesowego, aby strony tego postępowania nie były zaskakiwane nieoczekiwanymi zmianami jego trybu, gdyż to nie sprzyja obiektywnemu podejściu do kwestii ustalania prawdy materialnej i rodzi podejrzenia o stronniczość Sądu.
Za to Sędzia, z własnej inicjatywy, bez zapowiedzi i ku zaskoczeniu oskarżyciela prywatnego i pełnomocnika obu oskarżonych, w dniu 27.10.2011 r., wydał natychmiastowe Postanowienie o umorzeniu postępowania, tworząc ad hoc własną interpretację Aktu Oskarżenia, bez możliwości jego odczytania i własną interpretację treści pomawiającego artykułu oskarżonego Andrzeja Godlewskiego oraz nagrania video, będących przedmiotem sprawy; wchodząc niejako w rolę jego obrońcy. Nie dał też, w ten sposób, możliwości wypowiedzenia się stronom w tej kwestii, a przede wszystkim oskarżycielowi prywatnemu i jednocześnie pokrzywdzonemu. Postanowienie o umorzeniu sprawy na mocy art. 17 & 1 pkt 2) kpk, mogłoby być – teoretycznie - możliwe przed rozstrzygniętym posiedzeniem pojednawczym, na etapie wstępnym postępowania. Tym bardziej, że już wówczas podstawowy materiał dowodowy zgromadzony był w zasadzie w komplecie i nic nowego, świadczącego na korzyść oskarżonych w nim nie zaszło, a wręcz odwrotnie - na niekorzyść. Cofanie się do sytuacji sprzed posiedzenia pojednawczego i niemal rok wstecz, jest manewrem dziwnym i świadczy o tym, że Sędzia albo uważnie nie analizował sprawy wcześniej, albo obecnie zaistniały jakieś inne przesłanki, być może pozaprawne, aby teraz to uczynić. Ciekawym elementem jest i to, że na wokandzie wywieszonej na drzwiach sali rozpraw nie znajdowała się jakakolwiek informacja o zmianie tematu posiedzenia Sądu, chociaż, co prawda, była sformułowana ogólnikowo: „art. 212 & 2 kk, oskarżony A. Godlewski” (odtwarzam z pamięci i być może niedokładnie). Oznaczałoby to, że sprawa P. Fąfary nie miała być w tymże dniu w ogóle rozpatrywana, co mogło być logiczne, jako, że posiedzenie pojednawcze w jego sprawie zostało już prawomocnie zakończone 26 lipca 2011r.. A mimo to, decyzję i w jego
sprawie (o umorzeniu) podjęto także w dniu 27.10.2011r.. Trudno też uznać, aby działanie Sędziego wyczerpywało zasady proceduralne tzw. rozprawy głównej, na której powinni być obecni wszyscy oskarżeni, aby mogli złożyć osobiście wyjaśnienia i odpowiedzieć na pytania oskarżyciela prywatnego. Tego typu postępowanie narusza zaufanie do Sądu i nie najlepiej świadczy o konsekwentnym przestrzeganiu przez Sąd procedur określanych przez kpk. Ponadto naraziło ono oskarżyciela prywatnego na dodatkowe koszta procesowe i uciążliwe dojazdy z odległego miejsca zamieszkania. Jeśli analiza w końcu mało skomplikowanej sprawy faktycznej i prawnej zabiera Sądowi aż tak wiele czasu, to mija się z celem jakiekolwiek zwracanie się doń nie tylko z prywatnym aktem oskarżenia.
Trzeba zaznaczyć, że przed podjęciem owej niezrozumiałej dla oskarżyciela prywatnego deczyzji Sądu, udało się mu, nawiązując do przywoływanego Wniosku Dowodowego z 28 lipca 2011 r., stwierdzić przed Sądem, co następuje:
„Koincydencja pewnych faktów, o których mowa w sprawie, świadczy o tym, że istniał zamiar pokazania mnie opinii publicznej w kontekście zamachu na życie Jana Pawła II-go. I tak:
1). Artykuł oskarżonego Andrzeja Godlewskiego „Esbecy jako świadkowie prawdy”, w wersji gazetowej ukazał się 29.01.2009 r., a w wersji internetowej był uzupełniony 30.01.2009 r.;
2). W tym samym dniu, t.j. 29.01.2009 r., redakcja „Polski The Times” umieściła nagranie video z wypowiedzią oskarżonego Andrzeja Godlewskiego w serwisie YouToube. Z treści tego nagrania, dołączonego do aktu oskarżenia wynika, że oskarżony pomówił mnie o obecność na Placu Św. Piotra w czasie zamachu na życie Jana Pawła II-go, co nie odpowiada historycznej prawdzie i w odbiorze publicznym posądził mnie, w ten sposób, pośrednio, o udział w zamachu;
3). W dniu 30.01.2009 r. redakcja „Polski The Times” umieszcza osławiony wywiad z ks. Tadeuszem Isakowiczem – Zaleskim, w którym on dopowiada hipotezę o moim udziale w zorganizowaniu zamachu. Twierdzi, że byłem oficerem prowadzącym kontakt informacyjny wywiadu o pseudonimie „Prorok”.
W ten sposób redakcja „Polski The Times” stworzyła całościowy obraz na temat mojego rzekomego udziału w zamachu. W świetle dokumentacji archiwalnej IPN-u, okazało się to konfabulacją i, nietety, strasznym pomówieniem.”
Słowa te, przypominam, wypowiedział oskarżyciel prywatny w kontekście swojego Wniosku Dowodowego z 28 lipca 2011 r., po czym została zarządzona kilkunastominutowa przerwa, a po jej zakończeniu doszło do wydania tego kuriozalnego ustnego postanowienia o umorzeniu sprawy. (Dodam, że oskarżony Paweł Fąfara, obecnie oskarżony, w czasie, gdy powstały zaskarżone wypowiedzi pełnił funkcję redaktora naczelnego „Polski The Times”,co usprawiedliwiało wypowiedzenie tego oświadczenia, jako, że ilustrowało klimat powstania pomawiających treści).

Przechodząc do kwestii szczegółowszego ustosunkowania się do treści pisemnego uzasadnienia Postanowienia o umorzeniu postępowania, z dnia 27.10 2011r. chcę się odwołać do treści artykułu oskarżonego Andrzeja Godlewskiego w kontekście jego „prawdziwości” w odniesieniu do fragmentu wiążącego się z zamachem na papieża. Otóż, oświadczam, że nigdy nie zbierałem przypisywanych mi informacji, łączących się, w jakiś sposób, z przygotowywaniem zamachu. A mimo to, oskarżony stwierdza m.in., że: „(...)W rozmowie z „Polską” ks. Isakowicz mówi, jak groźnym oficerem był „Pietro”.Jego informatorzy mieli bezpośredni dostęp do papieża. Wywiad PRL potrzebował nawet pozornie nieważnych wiadomości, które wykorzystywano w walce z Kościołem. Czy łatwiej wejść na teren Watykanu z krawatem, czy bez? Na kogo gwardia szwajcarska ma baczniejsze oko? Kiedy i które miejsca parkingowe są wolne? Co robić, gdy popsuje się watykański bankomat i wyświetlą się komunikaty po łacinie? (...)”. I dalej, odnosząc się do artykułu Katarzyny Wiśniewskiej w „Gazecie Wyborczej”, która „dworowała” z lustracyjnej pasji księdza, dodaje: „(...) Ciekawe, czy informacje o roli „Pietro”będą dla niej równie zabawne?(...).” Dodać trzeba, że swoje ”rewelacje”, ale inne, aniżeli powyższe, ks. Isakowicz - Zaleski publikuje w „Polska The Times” w dniu 30.01.2009 r,. a oskarżony Andrzej Godlewski zupełnie inne informacje umieszcza dzień wcześniej, jako publikowane w „ Polska The Times”. Nie ma więc mowy o ich cytowaniu, bo tych „informacji” ta gazeta, przynajmniej jawnie, nie opublikowała. Także i dlatego, że nie umieszcza tych zdań w cudzysłowiu, a to jest niezbędnym wymogiem do tego, aby w świetle Postanowienia Sądu Najwyższego, z dnia 30 września 2009 r., II KK 110/09, odpowiedzialność za te słowa spadła na cytowanego autora, a nie na cytującego. („W zakresie spraw publicznych cytujący cudzą wypowiedź zwolniony jest z odpowiedzialności karnej za zniesławienie(...).Po drugie, wypowiedzi te muszą być rzeczywistymi cytatami(...)”. Oskarżony Andrzej Godlewski, jako posiadający wyższe wykształcenie zapewne orientował się, na czym polega cytowanie czyjejś wypowiedzi i jak to graficznie zaznaczyć, a przede wszystkim, że należy podać dokładnie źródło cytowanych informacji, które siłą faktu muszą być uprzednio opublikowane.
Oskarżyciela prywatnego dziwi postawa Sądu polegająca na stosowaniu opisu treści artykułu i wypowiedzi na nagraniu video oskarżonego, jako innej, bagatelizującej, aniżeli jest ona rzeczywiście i przypisywanie oskarżycielowi nadinterpretacji. Dodam, że oskarżyciel prywatny w ogóle tego tekstu nie interpretuje, ale jedynie przytacza jego treści o jednoznacznej wymowie pomawiającej oskarżyciela prywatnego o zbieranie informacji przydatnych do zorganizowania zamachu na papieża. Bo przecież zbieranie informacji, sugerowanych przez oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, typu logistycznego, a nie politycznego , takich jak:,,czy łatwiej wejść na teren Watykanu z krawatem, czy bez?”; „na kogo gwardia szwajcarska ma baczniejsze oko?”;”kiedy i które miejsca parkingowe są wolne?”; „co robić, gdy popsuje się watykański bankomat i wyświetlą się komunikaty po łacinie?” nawet w opinii przeciętnie wyrobionego czytelnika musi się kojarzyć z przygotowaniami do zamachu. Trudno, aby takiej logicznej optyki, w kojarzeniu róznorodnych faktów, nie miał Sąd, uczulony, z definicji, na działania o kontekście przestępczym ? Jeśli tak nie jest, to to może tylko świadczyć o jego stronniczości w ocenie materiału dowodowego i o jego nadinterpretacji, ale na korzyść oskarżonych. Inaczej tej „logiki” myślenia Sądu i sposobu wyciągania konkludujących wniosków nie da się pojąć. Tym bardziej, że sam oskarżony Andrzej Godlewski, na początku tego samego akapitu, podkreśla, powołując się na nieznaną wypowiedź ks. T. Isakowicza-Zaleskiego, „jak groźnym oficerem był „Pietro”, co te logistyczne informacje sytuuje wyraźnie w kontekście przygotowywania zamachu na papieża i pośrednio użycie oceny nadinterpretacja jest doprawdy nie na miejscu. Z kolei opublikowanie przez oskarżonego, w nagraniu video, na serwisie YouTube wypowiedzi, że w chwili zamachu na Jana Pawła II-go oficer „Pietro” znajdował się na Placu Św. Piotra, a więc w miejscu i chwili zamachu, przesądza o całym kontekście sprawy i tłumaczenie się oskarżonego, podzielane przez Sąd, że w tym czasie na tym placu znajdowało się kilka tysięcy osób i nikt nie może z tej racji przypisywać im udziału w tym zamachu jest pokrętne, bowiem żadnej z tych kilku tysięcy osób nie wymienił po nazwisku. A „groźnego oficera” wywiadu „Pietro”, zbierającego logistyczne informacje, przydatne do zamachu, jednak wymienił z nazwiska i imienia. Przecież działo się to w określonych, ówczesnych okolicznościach medialnych, mających charakter nagonki (w związku z zamachem) na co Sąd jest wybitnie głuchy. Dla przeciętnie „rozgarniętego” czytelnika kontekst tych słów jest oczywisty, tak, jak i ich wymowa. Być może znane powiedzenie łacińskie: De gustibus non est disputandum, odnoszące się do sprawy poczucia piękna, za sprawą tegoż rozstrzygnięcia trzeba będzie odnosić i do norm moralnych, a nawet prawnych, bo przecież zbieranie informacji przydatnych do zamachu na życie innego człowieka, to zdaniem Sądu, to tylko jakaś zwykła, nic nie znacząca kwestia i nie jest pomówieniem, a więc de iure nie wyczerpuje znamiona przestępstwa zakreślonego stosownym artykułem KK. Jeśli tak, to z takim poczuciem gustu moralnego nie chciałbym mieć nic do czynienia. Nawet w sądzie ! Jeśli Sąd jest zdania, że działania na rzecz przygotowania zamachu na papieża polskiego, czy jakiegokolwiek innego człowieka, to nic nie znacząca sprawa i nie hańbi osoby, kóra to robiła, to mu się dziwię. Sprawą ciekawą jest i to, że ks. T. Isakowicz-Zaleski, w swoim konfabulacyjnym wywiadzie dla „Polski The Times” (30.01.2009r.), nic nie mówi o tym, że oficer „Pietro” interesował się „wolnymi miejscami parkingowymi”, „na co baczy gwardia szwajcarska?”, „czy lepiej wchodzić do Watykanu z krawatem, czy bez?”. Skąd, i w jakich okolicznościach oskarżony „wydobył” te informacje od księdza nie wiadomo. Już w dniu publikowania tych „rewelacji” dla Pionu Śledczego IPN-u było wiadomo, że w chwili zamachu oficer „Pietro” znajdował się w gmachu Ambasady PRL w Rzymie i jakie czynności urzędowe tam wykonywał. Wystarczyło tam zasięgnąć informacji, a nie konfabulować. A może nie chodziło tu o konfabulację, ale o podsunięcie śledczym określonego śladu? Ciekawe, czy tym śladem zajął się Pion Śledczy IPN? Szkoda, że Sąd tym się nie zainteresował, ale chyłkiem umorzył postępowanie.
Sąd mógł uniknąć pójścia śladem interpretacji, wygodnej teraz dla oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, gdyby zechciał zapoznać się z treścią Oświadczenia oskarżyciela prywatnego, przesłanego do Sądu już dawno, bo noszącą datę 02 września 2011 r.. Z tego Oświadczenia wynika, że pomówienie Andrzeja Godlewskiego mieści się w konkretnym kontekście społeczno-politycznym, o czym tam pisze. I tak: „(...) Analiza kontekstu opublikownia artykułu red. Andrzeja Godlewskiego o tytule „Esbecy jako świadkowie prawdy”, a także nagrania video w You Tube ( w dniu 29.01.2009r.) wskazuje na to, że zaszły tu pewne okoliczności wskazujące na to, że zaistniał tu zamiar bezpośredni (dolus directus) ze strony sprawców czynu zabronionego, wskazujący na to, że czyn ten popełniono umyślnie. Kwestia ta ma ogromne znaczenie dla rozstrzygnięcia w sprawie, gdyż z treści art. 8 i 9 KK wynika, że niezbędnym warunkiem do popełnienia przestępstwa, jakim jest występek, a takim jest przestępstwo z art. 212 & 2 KK, jest zaistnienie winy umyślnej, a także nieumyślnej, gdy ten ostatni element ustawa przewiduje. Z treści art. 9 KK wynika, że czyn zabroniony popełniony jest umyślnie, jeżeli sprawca ma zamiar jego popełnienia, to jest chce go popełnić, albo przewiduje możliwość jego popełnienia, na to się godzi (art. 9 & 1 KK).
Jakie więc zaszły okoliczności, które ujawniałyby dolus directus (zamiar bezpośredni) ze strony oskarżonych w sprawie ? Okazuje się, że przez nieostrożność sam oskarżony, red Andrzej Godlewski wskazał na te okoliczności już w pierwszym akapicie swojego artykułu: „ Abp Józef Kowalczyk, nie był świadomym agentem wywiadu PRL, a przedstawiciele instytucji państwowych (IPN i TVP) prowadzą nagonkę na osobistego przedstawiciela papieża – pisze w liście do „Rzeczpospolitej” dr Edward Kotowski. Autor napisał ten list w trosce o relacje watykańskie, ponieważ „sam brał bardzo aktywny udział w ich przywracaniu po pół wiekowej przerwie”. Niesamowite.” I dalej, w akapicie drugim, red. Andrzej Godlewski pisze: „Dziś ten oficer komunistycznych tajnych służb ma czelność wystawiać świadectwa moralności i zapewniać, że troszczy się o dobro Kościoła i relacje z Watykanem. Nawet w Polsce trudno o podobne przykłady hipokryzji.”W akapicie czwartym red. Andrzej Godlewski też nie kryje swojego oburzenia i stwierdza: „Znakiem czasów jest fakt, że w momentach trudnych dla ludzi Kościoła głos zabierają dawni esbecy.”Wyraz swoim intencjom daje on także i w akapicie piątym, stwierdzając: „Ci, którzy przed 1989 r. zajmowali się zwalczaniem Kościoła, czują się teraz w obowiązku, by świadczyć o niewinności duchownych podejrzewanych o współpracę z komunistyczną bezpieką. Takich obrońców i świadków prawdy nie potrzebują ani abp Kowalczyk, ani inni biskupi.” (Podkreślenie moje).
Skoro red.Andrzej Godlewski zadecydował o tym, że tacy świadkowie są niepotrzebni, to też i uznał, że ich trzeba zwalczać. Nie tylko uznał, ale i to od razu zrobił poprzez tenże artykuł, jak i poprzez nagranie umieszczone w You Toube. Przecież najlepiej jest takiego świadka kompletnie zdyskredytować stawiając go w fałszywym oskarżeniu. I to jest ten dolus ditrectus, a z niego wprost wynika wina umyślna.
Dla porządku dodam, że na przestrzeni miesiąca stycznia 2009 r., w polskich mass-mediach ( 2 audycje w TVP Info, wypowiedzi we wszystkich programach Polskiego Radia i w prywatnych rozgłośniach radiowych oraz telewizyjnych, w prasie (ze szczególnym uwzględnieniem „Rzeczpospolitej” - co najmniej 3 artykuły red. Cezarego Gmyza)) była
prowadzona oszczercza kampania przeciwko nuncjuszowi papieskiemu, któremu chciano „dorobić” działaność agenturalną, aby go zdyskredytować i osłabić jego wielkie szanse na awans w Kościele polskim, jakim była godność Prymasa Polski. W styczniu 2010 r. okazało się, że to ja, broniąc nuncjusza, miałem rację, bo red. Cezary Gmyz, rok później, odnalazł w IPN dokument, który oczyścił abpa Józefa Kowalczyka z tych niesłusznych podejrzeń.(Szczegóły w aktach sprawy III K 71/10). Zanim jednak do tego doszło, to ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, wszędzie gdzie tylko mógł, w towarzystwie dziennikarzy i także przedstawiciela IPN-u, rozgłaszał oszczerstwa, a w sukurs pośpieszyli mu, w ramach solidarności lustracyjnej, i tacy dziennikarze jak red. Andrzej Godlewski i red. Paweł Fąfara. Dodać trzeba, że opatrzenie fotografią z zamachu na życie Jana Pawła II-go artykułu, w pewnym dzienniku, na temat moich, w końcu, jak się okazało tylko dyplomatycznych kontaków, z abpem Józefem Kowalczykiem, miało dość jednoznaczną wymowę i uczyniło nam obu niepowetowaną krzywdę. Ci, co powtórzyli te absurdalne zarzuty, brali udział w
czynieniu tej krzywdy i jak dotąd nie zdobyli się nawet na najmniejsze przeproszenie.
Nawet przy daleko posuniętej dobrej wierze i nadzwyczajnej wyrozumiałości, trudno byłoby uznać, że oskarżeni dziennikarze „Polski The Times” działali z winy nieumyślnej, a koincydencja ukazania się obu publikacji, tuż po całościowym opublikowaniu przez Katolicką Agencję Informacyjną, i inne pisma katolickie, mojego listu w obronie abpa Józefa Kowalczyka do „Rzeczpospolitej”, a także ukazanie się, w tym kontekście, osławionego wywiadu ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego, także w „Polska The Times”(w dniu 30 stycznia 2009 r.) świadczy i o tym, że ta cała akcja była przeprowadzona z pełną premedytacją i złą wolą, aby osiągnąć zdyskredytowanie „niesłusznego” obrońcy, jakim byłem. Czy Sąd sądzi, że Andrzej Godlewski napisał to, co napisał, tylko tak sobie, bo miał taką chwilową wenę? Nie byłbym do tego stopnia naiwny. Nie od dziś wiadomo, że Andrzej Godlewski tkwi w określonym nurcie politycznym i nie pisze takich tekstów dla samego pisania, czy tylko dla „wierszówki.”
Jak wiadomo, papież Benedykt XVI mianował abpa Józefa Kowalczyka arcybiskupem gnieźnieńskim i Prymasem Polski, co szczęśliwie dla Niego zakończyło sprawę. Na marginesie jednak wypada zadać i pytanie, jakie konsekwencje polityczne dla Polski miałoby to, gdyby prowokacja udała się ? Przecież nie od dziś wiadomo, jaką wagę posiada głos Prymasa Polski, zabrany w przełomowych chwilach, także politycznych. Czy inspiratorzy i wykonawcy tej oszczerczej kampanii zdawali sobie sprawę z konsekwencji tego działania ? Jak się wydaje, jest to jednak pytanie retoryczne. Nawet i wtedy, gdy ci ludzie teraz będą się tłumaczyć, że pomylili się w ocenie sytuacji i działali nieumyślnie. Tylko naiwni w to mogą uwierzyć, zważywszy na tamtejszy kontekst sytuacji politycznej i zaistniały już precedens skutecznego utrącenia arcybiskupiej nominacji ks. Stanisława Wielgusa, którego kontekst polityczny już jest dzisiaj dostatecznie jasny. Sprawa abpa Józefa Kowalczyka miała być tylko powtórzeniem już sprawdzonego w praktyce działania i miała służyć także ważnym i nie tylko doraźnym sprawom politycznym.
Reasumując: W powyższej kwestii powinno mieć pełne zastosowanie sentencji Wyroku Sądu Najwyższego z 28.XI.1978r., VI KRN 246/78, gdzie stwierdza się, m.in.: „(...) Przestępstwo zniesławienia (art. 212 k.k.) może zostać popełnione tylko umyślnie – działanie sprawcy bezspornie musi być nasycone złą wolą i ze świadomością co do konsekwencji pomówienia (...)”.”
Na marginesie, chciałbym przypomnieć, że pomówienie w rozumieniu art. 212 kk musi mieć chartakter wypowiedzi o faktach - nota bene - nieprawdziwych (tutaj stosuje się, w oparciu o treść art. 213 kk, zasadę przeprowadzenia dowodu prawdy ze strony oskarżonego), a nie czystej oceny, ponieważ wypowiedzi ocenne nie mogą być sprawdzane przez dowód prawdy, przewidziany w tym artykule. Jak twierdzę, nigdy nie dokonywałem czynności operacyjnych, mających na celu zbieranie informacji, o jakie posądził mnie oskarżony Andrzej Godlewski. Nie byłem też w chwili zamachu na papieża na Placu Św. Piotra. Jeśli oskarżony posiada takie informacje to powinien je udowodnić, a Sąd powinien mu to umożliwić, a nie w popłochu kończyć sprawę wydając dokument procesowy zamykający mi drogę do wydania wyroku sądowego. Więc, w tej sytuacji
ocenianie przez Sąd może odbywać się tylko w granicach, czy oskarżony opublikował informacje prawdziwe, czy nieprawdziwe, a nie przede wszystkim tego, czy pokrzywdzony może się czuć pomówiony, czy nie pomówiony. Zasadę, że wypowiedzi ocenne nie mogą stanowić przestępstwa zniesławienia podkreślał wielokrotnie w orzeczeniach Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, a w tym przypadku akurat o wypowiedzi ocenne przecież nie chodzi.
Dodam jeszcze, że przestępstwo pomówienia może zostać zrealizowane wyłącznie umyślnie, bo inaczej zachodzi dekompletacja tegoż przestępstwa. Umyślność tego czynu, dokonanego przez oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, została wystarczająco wykazana w moim Oświadczeniu z dnia 02 września 2011 r.. Niestety, Sąd tego dokumentu nie chciał, w jakikolwiek sposób, zauważyć, co odbiło się na jakości postępowania karnego i jego przedwczesnym, urwanym, zakończeniu.
Czy ten tekst, dołączony do akt sprawy o sygn.: III K 1174/10 spowodował, z jakichś względów, taką interpretację Sądu wypowiedzi oskarżonego Andrzeja Godlewskiego, nie mnie o tym przesądzać. Koincydencja jednakże wydaje się dość oczywista.Moim zdaniem, pominięcie przez Sąd istotnych elementów artykułu Andrzeja Godlewskiego stworzyło przesłanki, aby stwierdzić, że ogólnikowe Uzasadnienie wytworzone przez Sąd jest po prostu nie na temat! Pomijając najistotniejsze fragmenty jego artykułu Sąd zajął wyraźnie stronnicze stanowisko w sprawie, co tłumaczy też pośrednio dokonane przez niego pociągnięcia proceduralne, kóre są złamaniem odpowiednich przepisów Kodeksu Postępowania Karnego. W każdym bądź razie, byłoby źle, aby ta decyzja procesowa mogła przesądzić i o tym, żeby opinia publiczna nie dowiedziała się od oskarżonego, jakie były faktyczne jego intencje, bo Sąd, swą decyzją procesową, która jest zaskarżana, uniemożliwia mu złożenie wyjaśnień w tej sprawie przed niezawisłym sądem. W tej sytuacji, opinia publiczna, może jedynie liczyć na dobrą wolę oskarżyciela prywatnego, który nie chce krzystać z dobrodziejstw art. 359 pkt 2), co niniejszym oświadcza. W tej sytuacji, red. Andrzej Godlewski, będzie jednak, jeśli odważy się na to - w co wątpię - mieć jedynie okazję do medialnego ustosunkowania się do sprawy. Znając jednak jego sposoby wypowiedzi w przedmiotowej sprawie, sądzę, że może się tylko przyczynić do dalszego skomplikowania tej kwestii.
Trzeba podkreślić, że zgodnie, przynajmniej z duchem, jeśli nie z treścią art. 424 & 1 pkt 1 i 2 kpk, uzasadnienie Postanowienia, moim zdaniem, powinno zawierać wskazanie, jakie fakty sąd uznał za udowodnione lub nieudowodnione; na jakich w tej mierze oparł się dowodach i dlaczego nie uznał dowodów przeciwnych, a ponadto powinien wskazywać wyjaśnienie podstawy prawnej Postanowienia. Uzasadnienie powinno zawierać ustalenia i rozważania będące w swej istocie pewnym sprawozdaniem ze stosowania w toku postępowania przepisów normujących to stadium postępowania karnego. Takie stanowisko prowadzi do możliwości stworzenia pewnego schematu sporządzania uzasdnienia, które powinno zawierać ustalenia Sądu co do okoliczności istotnych dla rozstrzygnięcia w sprawie, przedstawienie przeprowadzonych dowodów z jednoczesnym dokonaniem ich oceny i określeniem znaczenia dla przyjętych ustaleń, we wzajemnym ich powiązaniu oraz wyjaśnienie podstaw merytorycznego rozstrzygnięcia w sprawach właściwych dla Postanowienia . W orzecznictwie sądowym stwierdza się, że uzasadnienie powinno wskazywać logiczny proces, który doprowadził Sąd do wniosku o winie lub niewinności oskarżonego. (Wyrok SN z 06.10.2009 r., WA 31/09, OSNw SK 2009/1/1936).
Uzasadnienie Postanowienia w sposób oczywisty nie spełnia wskazanych wymogów, ponieważ zostało sporządzone z rażącym naruszeniem prawa procesowego, t.j. artykułu 424 & 1 i 2 kpk, co miało wpływ na jego treść i wartość merytoryczną. Uzasadnienie to jest rażąco lakoniczne,pomijające najistotniejsze elementy w sprawie, przez co uniemożliwia dokladniejszą ocenę merytoryczną tego dokumentu procesowego i czyni zarzuty wobec oskarżyciela prywatnego o jego nadinterpretacji czy „subiektywnych” i „błędnych odczuciach,” przedmiotowych publikacji nieuzasadnionymi.
Na uwagę zasługuje też brak poglębionej oceny zebranego materiału dowodowego, w szczególności materiału dostarczonego przez oskarżyciela prywatnego w formie Aktu Oskarżenia i Oświadczeń, które mają istotne znaczenie dla całokształtu oceny sprawy. Sąd, de facto, nie poczynił żadnych ustaleń faktycznych i nie wiadomo dlaczego, domyślnie, dał wiarę jedynie autorowi publikacji, i to tylko na podstawie subiektywnej oceny tekstu, w wyniku jedynie własnej lektury.
Reasumując, zebranego materiału Sąd nie ocenił prawidłowo przy zastosowaniu obowiązujących zasad procesowych, m.in. dyrektywy swobodnej oceny dowodów z art. 7 kpk w oparciu o całokształt okoliczności ujawnionych przez oskarżyciela prywatnego (art. 410 kpk), zważając by uzasadnienie spełniało wymogi ducha art. 424 & 1 kpk.
Mając powyższe na uwadze, wnoszę o uwzględnienie niniejszego Zażalenia i na podstawie art. 40 & 1 pkt 6), a także z uwagi na swoiste poczucie gustu moralnego i prawnego, o wyłączenie Sędziego, który wydał zaskarżone Postanowienie, z dalszego prowadzenia postępowania sądowego w niniejszej sprawie i wszczęcie wobec niego postępowania dyscyplinarnego w oparciu o stosowne przepisy i procedury prawne.
Z wyrazami szacunku
dr Edward Kotowski
(oskarżyciel prywatny)”

I to byłoby tyle. Aż tyle! Jeśli Redakcja uzna, że ten tekst trzeba umieścić w bardziej poczesnym miejscu, to nie mam nic przeciwko temu.
Dr Edward Kotowski (18 listopada 2011r., godz. 10.46).

odpowiedzi (0)

skomentuj

Godlewski

+12 / -8

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

świadek:) (gość)  •

GODLEWSKI to BAŁWAN! Chyba wiem co mówię, gdyż ur. się w 1977 i nie jestem z SB:)

odpowiedzi (0)

skomentuj

Ciekawość

+16 / -11

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

401 (gość)  •

Pawle! Przybliż swoją myśl! (jeśli taka jest)

odpowiedzi (0)

skomentuj

Tak sie dzieje niestety

+11 / -15

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ciekawe (gość)  •

SB wciaz rzadzi tym krajem. Jak widac i ma spory wplyw na Kosciol. Dobrze, ze POLSKA to widzi. Dziekuje za ten tekst i nie zgadzam sie z nuda. Jesli Ci taki tekst nie odpowiada to wesprzyj Trybune. Tam sa pokrewne dusze do twojej.
Jakim prawem wydajesz ogolne osady o innych. Ta opinia jest twoja i nie probuj jej narzucac innym.
Pan Godlewski ma racje.

odpowiedzi (0)

skomentuj

Tak sie dzieje niestety

+34 / -33

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

ciekawe (gość)  •

SB wciaz rzadzi tym krajem. Jak widac i ma spory wplyw na Kosciol. Dobrze, ze POLSKA to widzi. Dziekuje za ten tekst i nie zgadzam sie z nuda. Jesli Ci taki tekst nie odpowiada to wesprzyj Trybune. Tam sa pokrewne dusze do twojej.
Jakim prawem wydajesz ogolne osady o innych. Ta opinia jest twoja i nie probuj jej narzucac innym.
Pan Godlewski ma racje.

odpowiedzi (0)

skomentuj

zarżniecie ten dziennik takimi tematami, dewoty nie utrzymają nakładu

+21 / -15

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

nuda (gość)  •

nie mówiąc, juz o tym, że to jest target przede wszystkim dla przedsiębiorstw pogrzebowych. Reszta jest znudzona juz poszukiwaniem esbeków, a w Kociele juz tym bardziej, Niech sobie Kosciół złatwia te sprawy po swojemu. Dlaczego mamy płacic za sledztwa prokuratorskie w takiej instytucji.

Czy jesli w prywatnej firmie pracuje dawny donosilel to panstow sie w to wchodzi?
Nie, i tu powinno byc podobnie.

odpowiedzi (0)

skomentuj

esbecy...pawel

+13 / -12

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

pawel (gość)  •

Cienias jestes Godlewski,tak samo jak Isakiewicz.Nic nie umiecie zrozumiec w tych tematach

odpowiedzi (0)

skomentuj