Globalny mętlik z zastawą

    Globalny mętlik z zastawą

    Tomasz Jaroński

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Globalny mętlik z zastawą
    W amerykańskim Richmond rozpoczęły się w niedzielę mistrzostwa świata w kolarstwie szosowym. To rzadka okoliczność, że walka o tęczową koszulkę odbywa się poza Europą. Od 1921 roku za ocean cykliści wybierali się ledwie kilka razy. Ten pierwszy raz to był Montreal w 1974 roku, gdzie złoty medal w wyścigu amatorów zdobył Janusz Kowalski, a srebro Ryszard Szurkowski. Starsi kibice pamiętają rozliczne kontrowersje wynikające z takiej, a nie innej kolejności.
    Globalny mętlik z zastawą
    Na terenie obu Ameryk cykliści ścigali się w San Cristobal (Wenezuela, 1977), Colorado Springs (USA, 1986), Duitamie (Kolumbia, 1995), Hamiltonie (Kanada, 2003), a dwie wizyty złożono jeszcze w Japonii (1990, Utsunomiya) i Australii (2010, Melbourne i Geelong). Reszta imprez to Stary Kontynent, i to w dodatku na ogół kraje, gdzie kolarstwo ma największe tradycje. Kolejni prezesi UCI jak zwykle usta mają pełne globalizacji, tak jak piłkarze wymyślają rozmaite Katary (za rok mistrzostwa - dramat w Dausze), ale prawda jest taka, że poza Europą kolarski czempionat wygląda dziwnie i pozbawiony jest folkloru i uroku. Specyfika dyscypliny, także w przypadku krytykowanego od lat systemu kwalifikacji do mistrzostw.

    W wyścigu elity nie wystartuje ani jeden Szwed, a prawo wystawienia sześciu zawodników mają Irańczycy, a trzech Marokańczycy. Problem w tym, że nie przyjadą, bo po co? Wycofać się można bez latania samolotem do Ameryki. Wiele drużyn, mówiąc nieładnie, „olało” też nowość, czyli mistrzostwa zawodowych zespołów. A to miała być szansa na „pokazanie się” dla nieco słabszych teamów, tylko kto za taką globalizację ma zapłacić? Dariusz Miłek? Dariusz Banaszek? Bo przecież nie prezes Cookson.

    Drużynówki wprowadziły też wiele zamieszania. Bo jak liczyć medale? Krajom? Zawodnikom? To zamieszanie wpływa na mętlik w głowie miłym „fachowcom”, uważającym za dziennikarzy wypisującym w internecie niestety bzdury. Czytam w wielkim portalu, że „w historii szosowych mistrzostw świata biało-czerwoni zdobyli w sumie siedem krążków...”. Co jest absolutną nieprawdą. Autor pomija wszelkie osiągnięcia w wyścigach amatorów, cztery tytuły indywidualnych mistrzów świata (Szurkowski, Kowalski, Piasecki, Halupczok), dwa w narodowych drużynówkach, o srebrach i brązach nie wspominając. Tak więc zastawa na biało--czerwonym stole jest znacznie piękniejsza. Pytanie, o ile się powiększy w Richmond?

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo