Menu Region

Fleszem

Fleszem

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Piotr Górski

Prześlij Drukuj
Niesamowity wyczyn Artura Siódmiaka, który kilka sekund przed końcem meczu z Norwegami zdobył gola rzutem przez całe boisko do pustej bramki, już przeszedł do historii polskiego sportu.

Właściwie żadne serwisy informacyjne nie rozpoczynały się inaczej, jak od szalonej radości biało-czerwonych po awansie do półfinałów mistrzostw świata. Przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie odważyłby się przesunąć sukcesu szczypiornistów w Chorwacji za - powiedzmy- migawki z posiedzenia rządu RP. Tym razem, i bardzo dobrze, czarnoksiężnik Bogdan Wenta przebił popularnością premiera Donalda Tuska.

Gol Artura Siódmiaka to coś tak przełomowego w sporcie jak gest Władysława Kozakiewicza na olimpijskich Łużnikach albo bramka Jana Domarskiego w meczu Anglia - Polska. I w październiku 1973 roku, i w upalne lato 1980, i też wówczas, gdy hokeiści w mistrzostwach świata 1976 przestali się bać Ruskich, lejąc ich w Katowicach 6:4, Polacy pokazali, że nie zawsze musimy pięknie przegrywać.


Zresztą takie sukcesy smakują najbardziej, bo raczej szybko zapominamy, komu zawdzięczamy emocje, ale kiedy internet aż huczy od komentarzy, to znak, że warto sport postawić przed politycznymi newsami.

Jak chociażby wtedy, gdy po pojedynku tchórzliwego Gołoty z Tysonem trener mówił do Andrzeja, ocierającego z siebie mieszaninę coca-coli i popcornu: - W pierwszej rundzie nieźle go wystraszyłeś. - Tak? - uśmiecha się wyraźnie zaskoczony Andrju. - W którym momencie? - Jak ciebie walnął w 20 sekundzie i poleciałeś na dechy. Myślał, że cię zabił.

Zdecydowanie lepiej jednak, że cała Polska dyskutuje o cudzie na MŚ w Zadarze.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się