Okiem wyborcy: Podsłuchani

    Okiem wyborcy: Podsłuchani

    Dorota Kowalska

    Polska

    Polska

    Polski wyborca doskonale wie, że ludzie się nawzajem podsłuchują. Kiedyś za pomocą szklanki przystawionej do ściany można było posłuchać, co słychać u sąsiada, dzisiaj wystarczy oglądać telewizję i czytać gazety, żeby wiedzieć, co tak naprawdę myślą polscy politycy. Bo w telewizji mówią okrągłymi zdaniami, zazwyczaj poprawną polszczyzną, ale poza kamerami mówią, jak on: czasami zaklną, czasami rzucą sprośnym dowcipem, czasami powiedzą wprost, co myślą o naszych sojusznikach, państwie, czy partyjnych kolegach. Szczerze i bez ogródek. W telewizyjnym studio nigdy by się na taką odwagę nie zdobyli. Więc z jednej strony nasz wyborca nie jest zaskoczony językiem tych rozmów, wszak doskonale wie, że politycy, to ludzie z krwi i kości, tylko grają świętoszków. Z drugiej - aż takiej odwagi w słowach i poglądach by się po nich nie spodziewał, bo niby wiadomo, że żaden polityk do końca szczery nie jest, ale żeby aż tak grali przed opinią publiczną! Że załatwiają swoje sprawy, cóż, brzydko. Że snują intrygi, plotkują – życie. Polityka od kuchni naszemu wyborcy wcale nie jest obca, wszak przeżył już niejedną aferę. Wszędzie knuli: w gabinetach, na cmentarzach, gdzie się dało.
    Okiem wyborcy: Podsłuchani

    ©fot. Bartek Syta

    Polski wyborca doskonale wie, że ludzie się nawzajem podsłuchują. Kiedyś za pomocą szklanki przystawionej do ściany można było posłuchać, co słychać u sąsiada, dzisiaj wystarczy oglądać telewizję i czytać gazety, żeby wiedzieć, co tak naprawdę myślą polscy politycy. Bo w telewizji mówią okrągłymi zdaniami, zazwyczaj poprawną polszczyzną, ale poza kamerami mówią, jak on: czasami zaklną, czasami rzucą sprośnym dowcipem, czasami powiedzą wprost, co myślą o naszych sojusznikach, państwie, czy partyjnych kolegach.
    Szczerze i bez ogródek. W telewizyjnym studio nigdy by się na taką odwagę nie zdobyli. Więc z jednej strony nasz wyborca nie jest zaskoczony językiem tych rozmów, wszak doskonale wie, że politycy, to ludzie z krwi i kości, tylko grają świętoszków. Z drugiej - aż takiej odwagi w słowach i poglądach by się po nich nie spodziewał, bo niby wiadomo, że żaden polityk do końca szczery nie jest, ale żeby aż tak grali przed opinią publiczną!

    Że załatwiają swoje sprawy, cóż, brzydko. Że snują intrygi, plotkują – życie. Polityka od kuchni naszemu wyborcy wcale nie jest obca, wszak przeżył już niejedną aferę. Wszędzie knuli: w gabinetach, na cmentarzach, gdzie się dało.

    Inna sprawa naszego wyborcę dziwi. Właśnie przeczytał, że śledczy postawili zarzuty czterem osobom: biznesmenowi, jego znajomemu i dwóm kelnerom. Cztery osoby niemal wysadziły rząd w powietrze, pogrążyły Platformę Obywatelską i na kilka miesięcy dostarczyły materiałów prasie! 66 podsłuchanych rozmów, stu polityków, którzy dali się nagrać - cztery osoby. W głowie się nie mieści! Dwóch kelnerów dało radę służbom specjalnym i BOR-owi. A kto wie, ile tych nagrań jest naprawdę, może dwa razy tyle?
    Dziwne to wszystko. Wiele rzeczy w tej całej historii naszego wyborcę niepokoi. Bo jak to tak, cztery osoby mogą przez tyle miesięcy podsłuchiwać bezkarnie najważniejsze osoby w państwie? Dreszcz niepokoju przechodzi po plecach. Bo wygląda na to, że obce służby specjalne, fachowcy, szpiedzy mają tych naszych polityków rozpracowanych na wszystkie możliwe sposoby. Wszystko o nich wiedzą. A przy okazji - o państwie, o nastrojach w rządzie, o tym kto z kim i dlaczego. Haków na naszych polityków muszą mieć całkiem sporo. Wykorzystają je, jak będzie trzeba.

    Niepokoi naszego wyborcę lekkomyślność, żeby nie powiedzieć głupota naszych parlamentarzystów. Żeby tak pleść w knajpach, co ślina na język przyniesie, albo jeszcze gorzej - załatwiać polityczne interesy, opowiadać o kondycji państwa, o polskich idiotach zarabiających 6 tysięcy miesięcznie? W restauracji, pod nosem, czy raczej uchem kelnerów? Nasz wyborca o ważnych sprawach rozmawia w swoim skromnym M3, chociaż jego podsłuchane rozmowy, nikogo by pewnie nie zainteresowały. Ale wie, że w restauracjach to można o pogodzie pogadać, albo o ostatnim meczy Polska-Niemcy, a nie o tym, jak nas traktują Amerykanie. Politycy tego nie wiedzą? Niby wykształceni ludzie?

    Kiepsko to wszystko wygląda. A najgorsze, że właściwie nie wszystko jest do końca jasne. Bo nasz wyborca wyczytał jeszcze, że ten Marek F., który miał zlecić podsłuchiwanie biznesmenów i polityków, sam współpracował ze służbami. To może służby za tym wszystkim stoją? Rozgrywają jakieś swoje interesy? Ponoć po Warszawie krążą jakieś kolejne nagrania. Może jutro o nich usłyszymy, albo za miesiąc, albo tuż po wyborach.

    - I nikt nad tym nie panuje? – zastanawia się nasz wyborca.
    I o co miałoby chodzić tym służbom? Komu te służby służą? Inny politykom? Obcym służbom? Tego wszystkiego już nasz wyborca nie ogarnia.

    Może więc trzeba zostać przy tym, co ustalili śledczy. Biznesmen, jego znajomy i dwóch kelnerów pokazało politykom, jak wiele muszą się jeszcze uczyć. Przede wszystkim – życia.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo