Menu Region

Zbigniew Boniek strzela z bata, ale tylko w konie

Zbigniew Boniek strzela z bata, ale tylko w konie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Romaniuk

Prześlij Drukuj
Rozmowa ze Zbigniewem Bońkiem, legendą polskiej piłki, powożącym kłusakami w wyścigu na torze Vincennes pod Paryżem
O tym, że Zbigniew Boniek gra w golfa czy tenisa, wiedzieliśmy od dawna. Ale że powozi kłusakami w najbardziej prestiżowych zawodach? Ponoć zajął Pan w ten weekend piąte miejsce w wyścigu o Prix d'Amerique na torze pod Paryżem.
Może powiedzmy lepiej, że nieplasowane miejsce. Ale zaczęło się świetnie, wyszedłem nawet na prowadzenie. Ale potem trener kazał mi przepuścić konia numer osiem i straciłem pierwszą pozycję. Myślałem, że w końcówce nadrobię straty, ale się nie udało.

Koń nie chciał Pana słuchać?
Nie o to chodzi. Tym razem po prostu się nie udało. Zapominam i myślę już o kolejnej imprezie. Choć wspomnienia pozostaną wspaniałe. Miałem okazję wziąć udział w wielkim święcie. Wyścig o Prix d'Amerique to dla zawodowców tak prestiżowe wydarzenie jak występ w Wimbledonie dla tenisistów. Ja jechałem w wyścigu amatorów, ale emocji i tak było co niemiara. Szkoda, że nie wygrałem, zawsze człowiek chce być najlepszy, jak to sportowiec. Zwłaszcza że zwyciężyłem już w trzynastu różnych gonitwach w karierze.

Jak często Pan trenuje?
Staram się regularnie, co dwa tygodnie w weekendy. Zastanawiałem się nawet, czemu się raptem ostatnio taki szum w mediach zrobił. Dzwonią dziennikarze i zamiast o PZPN pytają o wyścigi kłusaków. I bardzo dobrze! Ja o koniach, wyścigach i rywalizacji na torze mogę opowiadać i opowiadać. Mam własną stadninę w Mediolanie, ćwiczę pod okiem trenera, który udziela mi różnych wskazówek. Konie to moja pasja. Jak mi się jakiś spodoba, to go kupuję.

Da się na tym sporcie dobrze zarobić?
Pewnie, że tak, choć dla mnie to tylko hobby. Na razie zarobiłem niecałe 100 tys. euro. Majątek zawodowców to nawet kilka milionów dolarów.

Tenis, golf czy kłusaki? Który sport lubi Pan najbardziej?
Oczywiście piłkę nożną, choć uprawiam wszystkie przez pana wymienione. Miłość do piłki zawsze będzie największa. Reszta to hobby. Zresztą przez najbliższy tydzień nie będę miał czasu na przyjemności, bo przyjeżdżam do Polski swoje różne sprawy pozałatwiać.

Czyli jednak prawdą jest to, co się mówi: wraca Pan do gry w polskiej piłce. Za długo Pan nie wytrzymał, patrząc z boku.
W żadnym razie. Osobiste sprawy przyjeżdżam rozwiązywać. Wybory na prezesa PZPN przegrałem, zwyciężył kto inny i niech rządzi. Ja się w to nie mieszam.

A jak Pan patrzy na to, co się dzieje w PZPN, ma Pan ochotę przyjechać i kogoś batem przegonić z polskiej piłki?
Batem to tylko kłusakami powożę. Z natury jestem przecież łagodnym człowiekiem, więc żeby tak kogoś od razu biczem potraktować?

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się