Menu Region

Bracia Kaczyńscy nie sterują IPN-em

Bracia Kaczyńscy nie sterują IPN-em

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Mariusz Staniszewski

Prześlij Drukuj
Z prof. Andrzejem Paczkowskim, historykiem, członkiem kolegium IPN, rozmawia Mariusz Staniszewski
Czy to dobrze, że powstała książka Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka o Lechu Wałęsie?
Z całą pewnością dobrze. Choć mam wątpliwości, czy powinna być publikowana pod egidą Instytutu Pamięci Narodowej. Nie wiem, czy do tak gorącego i bieżącego tematu IPN powinien dawać swoją pieczęć.

Ale ta książka może być początkiem końca IPN.
Mam nadzieję, że tak się nie stanie. Choć wiem, że jest to pretekst do frontalnego ataku na Instytut. Politycy SLD już postulują likwidację IPN. Spodziewam się, że nie będą jedyni.

Spodziewa się Pan, że w najbliższym czasie zostanie ograniczony budżet IPN?
Nie wiem, na jakim etapie są prace nad budżetem państwa. Myślę jednak, że jeśli mają nastąpić jakieś zmiany, to najpierw powinna być dyskusja na temat Instytutu. Mam też nadzieję, że nie będzie to dyskusja do jednej bramki.

A może zostanie zrealizowany pomysł Bogdana Lisa, by zabrać IPN teczki i przekazać je do archiwum państwowego?
Ale co to zmieni. Problem przeciwników IPN nie polega na tym, że Instytut ma archiwa, ale na tym, że nie publikuje tego, czego by chcieli.

A czego by chcieli?
Nie wiem. O to trzeba pytać pana posła Lisa czy Władysława Frasyniuka. Najlepiej, żeby książkę o Wałęsie napisał sam Wałęsa. Żeby dalej go pielęgnować. Chociaż widać, że to hipokryzja, bo te same osoby niedawno na Wałęsie suchej nitki nie zostawiały.

Krytycy IPN mówią dziś, że publikując książkę o Lechu Wałęsie, Instytut opowiedział się po jednej stronie sporu politycznego.
Po raz pierwszy swoją publikacją książkową Instytut wchodzi na teren bieżącego sporu politycznego. Można jednak zadać sobie pytanie, czy sam spór nie powstał w związku z zapowiedzią publikacji tej książki. Przypomnę, że IPN już kilka razy podejmował kontrowersyjne tematy.

Nigdy jednak nie dotyczyły one takiej postaci.
Ale były równie trudne: na przykład pogrom w Jedwabnem, pogrom kielecki czy też sprawa o. Hejmy. Po każdej z tych publikacji była burza. Byli zwolennicy podejmowania tego tematu, pisania o tych wydarzeniach w taki sposób, jak robili to historycy IPN oraz przeciwnicy. A więc w spokojnej, poważnej dyskusji warto przyjrzeć się całości funkcjonowania tej instytucji, a nie z jednej sprawy robić casus belli. Ponadto spór o Instytut jest bardzo upolityczniony, ponieważ atak na IPN jest traktowany jako dalszy ciąg wojny z "Kaczorami".

Dlaczego?
Niezupełnie słusznie obecne kierownictwo IPN, a przynajmniej jego część - bo oczywiście nie pani Maria Dmochowska [należała do Unii Demokratycznej - red.] - jest utożsamiane z PiS. Każdy więc, kto walczy z PiS, walczy też z IPN, tak jak z kierownictwem NBP czy telewizją publiczną.

No tak. W powszechnym mniemaniu w IPN pracują komisarze polityczni na usługach braci Kaczyńskich.
To nieprawda. Z tego, co wiem, Prawo i Sprawiedliwość nikogo nie delegowało do Instytutu. Warto też przypomnieć, że obecny prezes Janusz Kurtyka był postrzegany jako kandydat Platformy Obywatelskiej, a dokładniej Jana Rokity. Polityka personalna prezesa Instytutu może mi się nie podobać - mówię to jako osoba prywatna, bo jako członek kolegium IPN nie mam prawa w to wnikać, ale to nie znaczy, że ktoś mu dyktuje, kogo ma zatrudnić. Jeśli ktoś ma określone poglądy, nie tylko polityczne, ale także na temat tego, jak powinien funkcjonować i czym zajmować się IPN, to dobiera osoby, które mają podobną wizję. I stąd może powstać wrażenie, że to wszystko jest sterowane. Ja w to nie wierzę. Nie jestem zwolennikiem spisków. Nie uważam, że Kurtyka się ustawia pod Kaczyńskich.

To może w tej sytuacji należałoby stworzyć komisję, która decydowałaby, który historyk może pracować w IPN?
Ustawa o Instytucie jest tu dość jasna. To znaczy, że cała polityka kadrowa zależy od prezesa IPN. On powołuje wiceprezesów i dyrektorów oddziałów. Wyjątkiem jest powoływanie prokuratorów. Tu muszą być uzgodnienia z ministrem sprawiedliwości. IPN funkcjonuje tak samo jak każda inna instytucja państwowa.

To może należałoby zmienić ustawę i jednak jakoś kwalifikować historyków do pracy w IPN?
To nie byłoby dobre rozwiązanie. W nowoczesnych instytucjach polityka kadrowa znajduje się w rękach osoby za to odpowiedzialnej.

A nie ma Pan wrażenia, że historycy IPN mają za dużo swobody?
A to jest wywalczone między innymi przez Lecha Wałęsę. Dzięki niemu historycy nie są dziś krępowani ani przez cenzurę, ani przez biuro polityczne i mają tzw. klauzulę świadomości, czyli mogą odmówić wykonania polecenia przełożonego, jeśli nie zgadza się to np. z ich światopoglądem. Mogą natomiast sami wybierać tematy, nad którymi chcą pracować. Osobiście uważam, że historycy mają dziś za mało swobody, a za dużo obowiązków zespołowych związanych z programami realizowanymi przez IPN.

A czy nie byłoby dla IPN bezpieczniej, gdyby zajmował się starszymi sprawami?
Wówczas byłyby zarzuty, że nie zajmuje się latami 80. Że ludzie umierają, że trzeba zbierać relacje, że trzeba badać Solidarność i SB, że prokuratorzy powinni zajmować się przestępstwami popełnionymi przez bezpiekę w latach 80., a nie 40., bo tamtejsi zbrodniarze już nie żyją. Zadowolić wszystkich się nie da.

A nie drażni Pana, że ukazuje się książka o Wałęsie, a sprawa ks. Popiełuszki jest gdzieś schowana?
Publikacji o zabójstwie ks. Popiełuszki było wiele. Ale mam wrażenie, że elementem blokującym tę sprawę jest proces beatyfikacyjny. To krępuje wiele osób przed wystąpieniem w roli adwokata diabła. Ujawnienie nowych faktów lub hipotez w tej sprawie może opóźnić beatyfikację księdza.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się