Menu Region

Andrzej Czuma to nie John Wayne

Andrzej Czuma to nie John Wayne

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Tomasz Lis, publicysta

Prześlij Drukuj
Kochamy demokrację, oj kochamy, ale jakby nas tak ktoś wziął za twarz, to byłoby jeszcze piękniej. Dziadka Piłsudskiego w okolicy nie ma, więc może jak nie szeryf, to chociaż szeryfek? Ziobro jest u nich, to spróbujmy z Czumą.
Najpierw wyjaśnienie, skąd tytuł. John Czuma to jak John Wayne. Ja nie mówię, że to skojarzenie jest bliskie samemu Panu Czumie. Twierdzę tylko, że to skojarzenie pojawiło się w głowach tych, którzy uznali, że najlepszym kandydatem na szeryfa jest właśnie Czuma. Tu oczywiście popełnili oni smutny błąd. Bo minister sprawiedliwości nie tylko nie musi, ale nawet nie powinien być żadnym szeryfem.

Powinien być kompetentnym, stanowczym, sprawnym urzędnikiem. Nie mówię, że dokładnie takim był Zbigniew Ćwiąkalski. Mówię tylko, że nie jest takim Andrzej Czuma. Czumie premier, obawiam się, robi wielką krzywdę. Bo jest Andrzej Czuma naprawdę człowiekiem o pięknym życiorysie, człowiekiem, który ze złem i z ewentualną własną słabością nigdy nie szedł na kompromis. To czyni go postacią absolutnie godną szacunku. Nie czyni go to jednak niestety dobrym kandydatem na ministra sprawiedliwości. Nie zna się on ani na sądownictwie, ani na prokuraturze, ani na procedurach, ani na prawie materialnym. Cóż.

Od czasów ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego funkcjonuje u nas jakiś infantylny mit, że minister owej sprawiedliwości powinien być szeryfem. Ministerialna kadencja Lecha Kaczyńskiego nie przyniosła literalnie żadnych sukcesów, ale przez rok stroił on groźne miny, w związku z czym uznano, że jest szeryfem. Potem mieliśmy jeszcze jednego szeryfa, Zbigniewa Ziobrę, któremu też nie udało się nic, ale który i miny stroił, i konferencje organizował. Co z tego wynikało? Nic. Nic pozytywnego, bo parę rzeczy złych i haniebnych (śmierć Barbary Blidy?) owszem wynikało.

Minister Ćwiąkalski też miał na swym koncie medialny cyrk z laptopem Ziobry, ale dalej nie szedł już tą drogą. I dlatego odszedł inną. Bo u nas trzeba kowboja grożącego palcem, wymachującego maczugą, grożącego przestępcom, gromy rzucającego na wrogów sprawiedliwości, bohatera tabloidów i gawiedzi. Że nic to w praktyce nie oznacza? Oznacza, że my ludu bronimy, złoczyńcom się przeciwstawiamy, itd., itp., cała para w gwizdek. Po Ziobrze przyszedł może niedoskonały, ale anty-Ziobro. Teraz obawiam się, będziemy mieli Ziobrę bis. Gorszego, ponieważ Czuma jest przyzwoitym człowiekiem, będzie niezdolny do demagogii i kłamstwa. Szczerze? Andrzej Czuma nie będzie dobrym ministrem. Naprawdę, bardzo chciałbym się tu mylić, obawiam się jednak, że się nie mylę. Więcej, obawiam się, że wkrótce się o tym przekonamy.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się