Menu Region

Wiktor Świetlik: Czas na drugie bohaterstwo Czumy

Wiktor Świetlik: Czas na drugie bohaterstwo Czumy

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

komentator dziennika "Polska"

3Komentarze Prześlij Drukuj
Jeden z moich znajomych na warszawskiej liście wyborczej skreślił nazwisko Andrzeja Czumy. Zapytany dlaczego to robi, odparł: "Nie znam się na polityce, a wolę głosować na faceta, który kiedyś wysadzał pomnik Lenina, niż na takiego, który nie wysadzał".
Sam Andrzej Czuma dziś zżyma się, gdy działalność konspiracyjnego Ruchu sprowadzana jest do tej jednej feralnej akcji z 1970 roku. Był jej przeciwnikiem, ale został przegłosowany przez kolegów. Jednak uzasadnienie mojego znajomego sporo mówi generalnie o tym, kim dziś jest Czuma. Po pierwsze bohaterem.

Historia Andrzeja Czumy, nowego ministra sprawiedliwości, to wspaniała opowieść. Są w niej poświęcenie, ofiara, a na koniec happy end i nagroda.
Jego działalność opozycyjna nie zawiera odcieni szarości i nie ma w niej żadnych niewygodnych pytań - był facetem, który w pełni poświęcił się po to, żebyśmy my wszyscy kiedyś mogli normalnie żyć. Potem stał się wygnańcem, by po latach wrócić do wolnego kraju jako jego bohater.

Potem było gorzej. Czuma znalazł się w komisji śledczej i radził sobie w niej średnio, bo fatalne to było dla niego miejsce. W pyskówkach decydowały się tam słupki sondażowe, a nie cokolwiek ważnego. Dlatego dobrą wiadomością jest nie tylko to, że Czuma obejmie Ministerstwo Sprawiedliwości, ale i że odejdzie z komisji. Niech miłośnicy gier partyjnych dalej się tam zagryzają.

A Czuma teraz stoi przed szansą, by stać się bohaterem ponownie. Może pokazać, że jest wielki nie tylko w obliczu zniewolenia, ale i potrzeby mozolnego umacniania wolności. Powinien załatwić sprawę, która byłaby prawdziwą rewolucją w życiu Polaków. Przywrócić wiarę w państwo. Wiarę zachwianą wraz ze śmiercią kolejnych świadków w sprawie Olewnika. Ale też wraz z każdym wlekącym się postępowaniem sądowym i z każdym człowiekiem, który siedzi latami bez wyroku w areszcie.
1 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

3

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

TAK, OPRÓCZ PiSu

+18 / -18

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

zdrowomyślący (gość)  •

KTÓRE WSZYSTKIE TE CZEŚCI TEJ SIATKI o której pisze Jacek Zarazek - NIEUSTANNIE ATAKUJĄ. COŚ W TYM JEST. ZOBACZYMY, CO ZROBI CZUMA!?

odpowiedzi (0)

skomentuj

Kto usłyszy odpowiedź?

+22 / -19

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Jacek zarazek (gość)  •

Z 20 pytań zadanych przez mojego poprzednika wyłania się wniosek, który zresztą znajduje potwierdzenie codziennie w tysiącach faktów, że policja i prokuratura oraz partie polityczne, to jedna wielka zorganizowana siatka przestępcza.

odpowiedzi (0)

skomentuj

20 pytań na początek...

+28 / -17

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

kopik (gość)  •


Instytucje państwa zawiodły w sposób dramatyczny, do reszty ośmieszyła je tajemnicza śmierć ostatniego bezpośredniego zabójcy Olewnika. Szanse na dojście do sedna tej sprawy są coraz mniejsze.

By to zrobić, należałoby odpowiedzieć na 20 pytań:

1. Dlaczego policja nie zabezpiecza wszystkich śladów w domu Krzysztofa Olewnika tuż po porwaniu?

2. Z jakiego powodu funkcjonariusze nie poinstruowali rodziny, jak negocjować z bandytami?

3. Czy zwykłym zaniedbaniem można nazwać fakt, że policjanci nie rejestrowali rozmów telefonicznych rodziny z porywaczami?

4. Co zdecydowało o tym, że nie wykonano rutynowego działania, do którego należy sprawdzenie alibi miejscowych opryszków? Robert Pazik, przyszły morderca Olewnika, nie miał alibi, gdy porywano chłopaka.

5. Dlaczego przez pierwsze dwa miesiące śledztwo w sprawie porwania prowadzi prokurator z powiatowego miasteczka, choć, zgodnie z prawem, powinna to robić prokuratura okręgowa?

6. Kto współpracował z bandytami? Przed pierwszą próbą przekazania okupu porywacze się spłoszyli. Przekazali telefonicznie wiadomość, że pieniądze to fałszywki. Rzeczywiście tak było. Skąd bandyci to wiedzeli? Mieli informatora w policji? Jacek Krupiński, wspólnik porwanego, obiecał gangsterom, że nie będzie się kontaktował z policją. Potem na przesłuchanie pojechał w przebraniu i pożyczonym autem. Po wyjściu odebrał telefon od bandytów, którzy wiedzą, że spotkał się z policjantami. Kto doniósł?

7. Włodzimierz Olewnik dostał anonim. Autor listu podał nazwiska dwóch porywaczy: Roberta Pazika i Ireneusza Piotrowskiego. Ojciec natychmiast przekazał wiadomość i sam anonim policjantom z Radomia, którzy działali pod kierunkiem naczelnika Remigiusza Mindy. Ci jednak zlekceważyli, jak się potem okazuje, najważniejszy trop. Dlaczego tak zrobili? Byli w spisku z porywaczami?

8. W odnalezieniu chłopaka miał pomóc znany detektyw i wówczas poseł Krzysztof Rutkowski, prywatnie dobry znajomy Remigiusza Mindy. Ale niczego nie ustalił. Rodzina Olewnika oskarża dziś Rutkowskiego o to, że wyciągnął od nich kilkaset tysięcy złotych. Czy zaniechania zespołu Mindy miały związek z działalnością Rutkowskiego?

9. Na zlecenie Włodzimierza Olewnika, a nie bezczynnej prokuratury i policji, Instytut Ekspertyz Sądowych z Krakowa wydał opinie na temat listów od porywaczy. Psycholog stwierdził, że autorem pism może być policjant. Posługuje się bowiem charakterystycznym językiem policyjno-prokuratorskim. Czy porywacze, wśród których byli kryminaliści, przez lata przesiąknęli takim językiem? Czy jednak członkiem bandy był policjant?

10. Dlaczego przekazania 300 tysięcy euro okupu na Trasie Toruńskiej w Warszawie nie zabezpieczała policja, choć była poinformowana o tej operacji przez rodzinę Olewników? Dlaczego oględziny miejsca zostały przeprowadzone dopiero po kilku dniach?

11. Banknoty z okupu były spisane i oznakowane. Dlaczego przez wiele miesięcy nasza policja nie powiadomiła o nich Interpolu? Wydatki bandy po zdobyciu okupu to co najwyżej 100 tysięcy euro. Co stało się z dwustoma tysiącami? Trafiły do mocodawcy? Czy posłużyły na opłacenie informatorów w organach ścigania?

12. Dwaj policjanci, absolutnie wbrew jakimkolwiek regułom, zostawili na chodniku nieoznakowany samochód z aktami sprawy Olewnika. Ktoś ukradł auto. Niechlujstwo, czy prezent dla porywaczy?

13. Czy młody Olewnik został porwany i zginął, a śledztwo sprowadzano na manowce, bo jego ojciec odmówił udziału w biznesie, który proponowali mu działacze SLD? Czy trop, który wskazuje sam Włodzimierz Olewnik jest właściwy?

14. Włodzimierz Olewnik do poszukiwań syna wynajął gangstera Eugeniusza D.. "Gienka". Dotarł do niego przez lokalnego działacza SLD Grzegorza Korytkowskiego. "Gienek" wyciągnął od Olewników 160 tysięcy złotych. Olewnik senior w zeszłym roku udostępnił dziennikarzom fragmenty nagrań rozmów z Korytkowskim. Działacz SLD mówi: "Mniej więcej wiem, gdzie jest (syn -red.), ale tego panu nie powiem dla dobra sprawy...". Inny fragment: "Są koszty, prokurator wziął tyle, komendant tyle...". Korytkowski tłumaczy, że jedynie przekazywał Olewnikowi informacje od "Gienka" i nikogo nie korumpował. Czy lokalny polityk był tylko pośrednikiem, czy kimś więcej w historii porwania młodego biznesmena?

15. Dlaczego Sławomir Kościuk, jeden z porywaczy i morderców Olewnika siedział w płockim więzieniu w pojedyńczej celi? Wcześniej jego krewna wysłała do szefa więzienia w Barczewie pismo, z którego wynikało, że Kościuk ma "skłonności do autoagresji". W Barczewie siedział z innymi więźniami, by na niego uważali. Po przeniesieniu do Płocka trafił do pojedyńczej celi. Po to, żeby nikt nie przeszkodził mu w odebraniu sobie życia?

16. Kim był Wojciech Franiewski, uznany za herszta bandy, która porwała Olewnika? To niezwykle tajemnicza postać. Wielokrotnie uciekał z więzień, aresztów czy konwojów. Mimo że uciekał, gdy trafiał za kratki - dostawał przepustki, wychodził na warunkowe zwolnienia. Poszlaki wskazywały, że jeszcze w PRL zajmował się w Warszawie kradzieżami dyplomatycznych aut, a taka działalność nie uchodziła uwadze bezpieki. W katalogach IPN nie ma śladu po Franiewskim. Czy to możliwe, że jednak był współpracownikiem służb, które dawały mu ochronę?

17. Jakie są kulisy śmierci Franiewskiego, do której doszło w olsztyńskim areszcie tuż przed rozpoczęciem procesu? Z listów, które słał do żony wynikało, że jest pewny siebie. - Jeszcze nie skończyłem akt, a już mam tyle haków, że mam na dwie godziny wyjaśniania i pokazywania, jak kłamią, kłamią i kłamią - pisze na przykład. - Jest git, jak mawiał Jorguś Kiler - żartuje w innym miejscu. Psychologowi więziennemu mówił, że jest najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Czy tak się zachowuje człowiek, który chce się targnąć na swoje życie?

18. Wreszcie pytania dotyczące samej śmierci Franiewskiego. Biegły tak ocenił ten przypadek: "Sposób przeprowadzenia samobójstwa świadczy o świetnej znajomości anatomii człowieka. Pętla posiadała zawiązane dwa supły (praktyka niespotykana). Powodowało to uciśnięcie tętnic, przez co osadzony w pierwszej kolejności stracił przytomność, a następnie osunął się o dwa, trzy centymetry. To powodowało zaciśnięcie pętli i jego uduszenie. Osadzony w ten sposób uniknął reakcji obronnych - nie szamotał się". Franiewski był złodziejem samochodów, a nie ekspetem od anatomii. Zabił się sam, czy ktoś mu pomógł? W jego krwi po śmierci, znaleziono śladowe ilości amfetaminy i 0,4 promila alkoholu. Skąd wzięły się u więzień ze statusem "N", czyli niebezpiecznego? U osadzonego, który poddawany jest drobiazgowej kontroli. Ta zagadka również nie została rozwiązana.

19. Wyjaśnienia wymaga też niedawna śmierć Roberta Pazika. Wcześniej za kratami zginęło dwóch porywaczy Olewnika. Kto odpowiada za to, że zdradzający objawy depresji Pazik w płockim więzieniu siedział w pojedyńczej celi?

20. Jak to możliwe, że Pazik bez jakiejkolwiek kontroli strażników więziennych prowadził rozmowę ze swoim bratem?

Michał Majewski, PC

odpowiedzi (0)

skomentuj