Menu Region

Polacy boją się filmów o komunizmie

Polacy boją się filmów o komunizmie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Agaton Koziński

1Komentarz Prześlij Drukuj
Z Waldemarem Krzystkiem, reżyserem, twórcą "Małej Moskwy", o nowym filmie "Gry wojenne" o płk. Ryszardzie Kuklińskim, rozmawia Agaton Koziński
Do kin wchodzi dokument "Gry wojenne" o płk. Ryszardzie Kuklińskim. Czemu jednak nie powstał o nim film fabularny?
Przecież jego życiorys to samograj. Z najprostszej przyczyny: bo u nas nie ma żadnego zainteresowania filmami historycznymi. Uważamy, że to coś nudnego, szkolnego, sztampowego. Nieżyciowe przepisy uniemożliwiły "Małej Moskwie" zdobycie Oscara


Tak można powiedzieć o "Krzyżakach". Ale reżyserzy u nas nie poruszają także tematów z historii najnowszej.

Rzeczywiście tak się dzieje. Przecież pierwszy film o Janie Pawle II nakręcili Amerykanie, a o strajkach na Wybrzeżu w 1980 roku Niemcy. Polacy tych tematów się wyraźnie boją. Gdy tylko pojawia się scenariusz, który można opisać za pomocą słów historyczny i rozliczeniowy, to można być pewnym, że będą problemy z jego realizacją.

Skąd to się bierze?
U nas długo pokutował pogląd: nie patrzmy w przeszłość, tylko w przyszłość, bo budujemy nową Polskę. Dokładnie pamiętam te czasy, bo nie miałem wtedy łatwego życia ze swoimi pomysłami na historyczne filmy i spektakle. Najtrudniej było za czasów rządu SLD. W 2002 roku, gdy premierem został Leszek Miller, akurat składałem pierwsze wersje scenariusza "Małej Moskwy", więc odczułem to na własnej skórze.

Kto blokował film przez pięć lat?
Brak pieniędzy. Z TVP dostaliśmy tylko list intencyjny.PISF (Polski Instytut Sztuki Filmowej) zablokował dofinansowanie. Na to wszystko nakładała się jeszcze prasa. Prym wiodła wtedy "Gazeta Wyborcza". Ona przez wiele lat nadawała ton dyskusji publicznej i utwierdzała wszystkich w przekonaniu, że nie warto wracać do przeszłości.

Ale ten ton się nie zmienia. Przecież "Gazeta Wyborcza" najostrzej krytykowała fakt przyznania "Małej Moskwie" Złotych Lwów na festiwalu w Gdyni.
Słusznie Pan to zauważył. Ale nie był to pierwszy atak prasy na mnie. W 2006 roku zrealizowałem dla Teatru Telewizji spektakl "Norymberga", który brutalnie pokazywał życie w PRL. Wyemitowano to w czasach, gdy dookoła mówiono, że takie dzieła ludzi nie interesują - a tymczasem zgromadził on 2 mln widzów! To był najlepszy dowód, że Polacy chcą oglądać filmy i spektakle o swojej przeszłości. Nie interesują ich tylko komedie romantyczne.

Jaki udało się więc Panu zebrać 8 mln zł na "Małą Moskwę"?
60 proc. pieniędzy wyłożyła ostatecznie TVP - ale już w czasach prezesury Bronisława Wildsteina. Natomiast PISF wsparł mnie, gdy już kończyłem pracę nad filmem. Otrzymałem ostatecznie 1,5 mln zł, choć aplikowałem o 4 mln. Wcześniej kilka razy składałem tam wnioski. Scenariusz został pozytywnie oceniony przez komisję ekspercką, zakwalifikowano go do grupy filmów, którym należy przyznać dofinansowanie - ale bardzo długo na nie czekałem.
1 »
1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Gazeta wybiórcza i esbecja

+28 / -17

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

bryk (gość)  •

Towarzysze robią wszystko żeby w spokoju pobierać ciepłe emeryturki.
Rozgrzebywanie tych wszystkich niegodziwości jest im bardzo nie na rekę.
Na szcęście jest ich coraz mniej, a stanowiska decydenckie zakmują też ludzie z innej opcji.
Proces bardzo powolny ale jedynie skuteczny.

odpowiedzi (0)

skomentuj