To był pomysł na to, aby pozbyć się mniejszości żydowskiej z kraju - twierdzi Mieczysław Bojko, badacz tajemnic Dolnego Śląska. Ale władze miały też inny ważny cel: komunistycznej agenturze zależało, żeby nowe państwo żydowskie na Bliskim Wschodzie budowali ich ludzie, a nie wysłannicy imperialistycznego świata.
To był pomysł na to, aby pozbyć się mniejszości żydowskiej z kraju - twierdzi Mieczysław Bojko, badacz tajemnic Dolnego Śląska. - Ale władze miały też inny ważny cel: komunistycznej agenturze zależało, żeby nowe państwo żydowskie na Bliskim Wschodzie budowali ich ludzie, a nie wysłannicy imperialistycznego świata.
Jeszcze zanim w maju 1948 r. proklamowano powstanie państwa Izrael, komuniści nawiązali cichy kontakt z Haganą - syjonistyczną formacją wojskową, która od lat 20.
ochraniała żydowskich osadników w Palestynie. Na polecenie Moskwy w większych polskich miastach powstały punkty werbunkowe. Młodym ludziom pochodzenia żydowskiego oferowano szybkie przeszkolenie oraz wyjazd na Bliski Wschód, gdzie mieli się osiedlić i walczyć z Arabami o nową ojczyznę.
A w Bolkowie, na ukrytych wśród lasów, ogrodzonych płotem zboczach Góry Ryszarda, rozpoczął działalność obóz wojskowy Hagany. Polscy historycy datują jego powstanie na jesień 1947 r., izraelskie źródła precyzjują: we wrześniu. Ale według nieżyjących już świadków, których relacje kilkanaście lat temu pozbierał Mieczysław Bojko, pierwsi bojownicy po cichu szkolili się tu już pod koniec 1945 r. Zakwaterowano ich w budynkach, w których Niemcy prowadzili podczas wojny obóz dla młodzieży z Hitlerjugend - mówi Bojko. - Dziś należą do Zespołu Szkół Agrobiznesu.
Zlokalizowanie obozu Hagany na Dolnym Śląsku wydawało się logiczne. Tuż po wojnie osiedliła się tu prawie połowa polskich Żydów, m.in. byłych więźniów obozów koncentracyjnych, partyzantów, żołnierzy. Ich majątki w centralnej Polsce zostały rozgrabione lub zniszczone, nie mieli po co wracać na ojcowiznę, bali się reakcji dawnych sąsiadów, a ziemia i fabryki na tzw. Ziemiach Odzyskanych potrzebowały rąk do pracy.
Toteż w lipcu 1946 r. zarejestrowano tu aż 82 tysiące żydowskich repatriantów.
Na szkolenie Hagany zgłaszali się głównie działacze organizacji syjonistycznych, rekomendowani przez ich władze. Akcja była ściśle kontrolowana przez Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, które zatwierdzało listy ochotników i dbało o ich odpowiedni światopogląd. Członków Polskiej Partii Robotniczej szantażowano. Dla nich warunkiem zgody na wyjazd było podjęcie współpracy z bezpieką. Mieli donosić o nastrojach podczas szkolenia i pozostać agentami służb na Bliskim Wschodzie.
W obozie w Bolkowie przebywali zarówno mężczyźni, jak i kobiety - Żydówki, ale także Polki, które wyszły za Żydów i razem z mężami przygotowywały się do opuszczenia kraju. Jeszcze w biurach werbunkowych ochotników poddano badaniom lekarskim i skłoniono do podpisania deklaracji, że po dotarciu do Palestyny wstąpią do Hagany. Poza ideowcami, śniącymi o wolnym Izraelu, zgłaszali się także spryciarze, którzy w zorganizowanym przez komunistów naborze dostrzegli szansę zdezerterowania na Zachód.
O powstaniu obozu, jak i jego likwidacji we wrześniu 1948 r., przesądziła polityka. Haganowców wspierał generał Michał Komar z Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego (wywiad wojskowy) i władze Polskiej Partii Robotniczej. Trudno sobie wyobrazić, by tego rodzaju działalność była możliwa bez akceptacji lub wręcz inspiracji Związku Radzieckiego.
Według dr Bożeny Szaynok z Zakładu Historii Najnowszej Uniwersytetu Wrocławskiego, najemników szkolili wysłannicy Hagany oraz wysocy oficerowie Armii Czerwonej i Wojska Polskiego. Wykorzystywano do tego poniemiecką strzelnicę na Górze Ryszarda. Zajęcia trwały po 12 godzin przez 10 dni. Poza klasycznym szkoleniem wojskowym, obejmowały wykłady o syjonizmie. Przyszli bojownicy nosili zielone amerykańskie mundury z demobilu, przesłane z USA przez działaczy Joint (American Jewish Joint Distribution Com-mittee).
Broń dostarczali komuniści z Polskiej Partii Robotniczej.
Dr. Bożena Szaynok podkreśla, że istnienie obozów Hagany w Polsce i Czechosłowacji owiane było tajemnicą. - ZSRR nie chciał się afiszować z tego rodzaju pomocą dla Żydów ze względu na różne ograniczenia dotyczące dostaw broni do Palestyny w tym czasie, ale także z powodu relacji z Wielką Brytanią, która wciąż jeszcze, jesienią 1947 r., sprawowała mandat nad Palestyną - tłumaczy. - Dlatego tego rodzaju pomoc udzielana była dość dyskretnie. Ale jak opowiadali mi bolkowianie, Żydzi nie kryli swojej obecności.
Dr Szaynok przytacza relację Grzegorza Smolara, który z ramienia frakcji żydowskiej PPR nadzorował szkolenie. W czerwcu 1948 r. pisał on: "Ludność miasteczka(...) dokładnie wie o charakterze tego obozu. Nie ma żadnej konspiracji. Koło bramy stoi dyżurny. Ćwiczenia odbywają się koło samego obozu, w otwartym polu. W tym samym dniu, kiedy byłem w obozie, wróciła z dwudniowego pochodu grupa (około 50 osób).
Do obozu, przez ulice miasteczka, grupa przeszła śpiewając piosenkę sowiecką w języku rosyjskim".
W innym miejscu Smolar wspomina, że ludność przychodziła na stację żegnać pociągi z uchodźcami. Były kwiaty i transparenty. Z Bolkowa pociąg zabierał ich do Katowic. Trasa przerzutowa wiodła przez Pragę i Paryż do Marsylii, skąd Żydzi statkiem odpływali do Palestyny, by dołączyć do oddziałów Hagany. Kiedy w 1948 r. Hagana została przekształcona w izraelską armię, wyszkoleni w Bolkowie oficerowie stali się jej elitą - twierdzi Bojko. - Przez lata stanowili trzon izraelskiego dowództwa.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.