Menu Region

Zagrajcie by mogły wygrać swoje życie

Zagrajcie by mogły wygrać swoje życie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska
5Komentarzy Prześlij Drukuj
Pierwszy raz zemdlała w kościele na mszy. - To był chyba wrzesień - Magda Szpak jest spokojna. - Dostała nagle drgawek, zaczęła wymiotować pianą, źrenice zrobiły się jej sztywne. Traciłam z nią kontakt - opowiada.
Karolina przyszła na świat zdrowa: 3,050 kg wagi, prawie 60 cm wzrostu, 10 punktów w skali Abgar. Różowa i pucułowata. Wyczekiwana, jej matka przez 9 miesięcy leżała na podtrzymaniu ciąży. - Jako niemowlak nie miała nawet kataru - opowiada Magda Szpak, drobniutka, niewysoka szatynka. Karolina siedzi obok matki. Najładniejsza z rodziny: włosy do pasa, wielkie niebieskie oczy. Miała 2 lata i 4 miesiące, kiedy wykryto u niej guza mózgu.
Wielkiego jak pięść, "spróchniałego" niczym pień starego drzewa. Na oddziale onkologii w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie-Międzylesiu lekarze powiedzieli, że to nowotwór zarodkowy. Że Karolina musiała się z nim urodzić.

Pierwszy raz zemdlała w kościele na mszy. - To był chyba wrzesień - Magda Szpak jest spokojna. - Dostała nagle drgawek, zaczęła wymiotować pianą, źrenice zrobiły się jej sztywne. Traciłam z nią kontakt - opowiada. Wzięła małą na ręce, babcia od-paliła samochód i pojechali do szpitala. Karolinę reanimowali prawie pół godziny, a kiedy się obudziła błysnęła ząbkami w uśmiechu. Jakby to był psikus zrobiony przerażonej mamie. Zostali w szpitalu na obserwacji: płuca zdrowe, jama brzuszna w porządku, w krwi i moczu żadnych podejrzanych bakterii. Głowy nikt Karolinie nie prześwietlał. Nie było sprzętu.

- Lekarze mnie uspokajali, ale czułam strach. Miałam na rękach umierające dziecko, tego żadna matka nie zapomni - opowiada. Magdalena Szpak jest ekonomistką, kiedy Karolina była mała, ona pracowała jako urzędniczka w przychodni zdrowia. Koledzy lekarze poradzili, żeby prześwietliła córce głowę. - Zrobiłam w szpitalu w Jaśle EEG głowy. Badanie pokazało, że coś tam w niej złego siedzi, ale ordynator uspokoił mnie, że 8 na 9 wyników jest przekłamanych, więc nie ma co histeryzować - opowiada. Zapisał ich na tomograf do szpitala w Krośnie. Trzeba było czekać w kolejce pół roku.

Znajomi lekarze podpowiedzieli, żeby od razu zrobić rezonans magnetyczny głowy. Najbardziej wiarygodny, dokładny, od ręki będzie wiadomo, co jest grane. Sprzęt był w Warszawie, Krakowie oraz w pobliskim Rzeszowie. Tyle że w prywatnej klinice. - Zapłaciłam 980 zł za ba-danie. Było źle. Guz wielki, prawdopodobnie złośliwy. Spytałam, jak bardzo trzeba się spieszyć. Usłyszałam: "Pani córka umiera".

Wzięła Karolinę na ręce. Zapakowała do samochodu i jechała 74 km z Rzeszowa do Jasła. Karolina spała na tylnym siedzeniu i uśmiechała się przez sen. Jej łzy płynęły po policzkach. Jaki guz? Gdzie iść? Kogo prosić o pomoc? To jej wina. Karolina musiała się gdzieś przewrócić, uderzyć w głowę i stąd ten nowotwór.

- Ale wtedy, podczas tej drogi, postanowiłam walczyć. Powiedziałam sobie: zrobię wszystko, ale ona nie umrze - mówi dobitnie. - Nie wiem, skąd w człowieku bierze się tyle siły, tyle woli przetrwania, pewnie tak skonstruował nas Bóg - dorzuca. Wysłała zdjęcia z rezonansu lekarzom z Lublina. Powiedzieli, że małą trzeba natychmiast operować. Radzili Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. - Miałam świadomość, że walczymy z czasem - opowiada Magdalena Szpak. Rezonans magnetyczny, który po raz kolejny zrobiono Karolinie w warszawskim CZD pokazał, że guz rośnie jak ciasto w piecu: z godziny na godzinę. Był umieszczony w prawej przedniej półkuli mózgu. Wyznaczono dzień operacji i wtedy Karolina "chwyciła" anginę ropną.

- Po raz pierwszy się załamałam - Magda Szpak patrzy przed siebie. Pamięta: siedziała przy łóżeczku córki, podszedł do niej lekarz i spytał, jak się nazywa. Pustka w głowie. Spojrzał na nią ciepło, a jej ścisnęło gardło. Zapomniała własnego nazwiska. - Niech się pani nie martwi, będzie dobrze - powiedział.

Lekarze z prof. Danutą Perek, szefową onkologii, zawsze mówili rodzicom, że nie wszystko zależy tylko od nich. Magda pobiegła do szpitalnej kaplicy. Patrzyła na krzyż. Mąż odszedł od niej do in-nej kobiety, kiedy była z Karoliną w 6. miesiącu ciąży. Rzuciła pracę, żeby ratować dziecko. A teraz... Ksiądz, który zauważył ją skuloną na ławce, przysiadł obok. Musiała się wygadać, więc opowiadała mu o sobie i Karolinie. I o tym, że jej mała umiera, a ona jest bezradna. "Matka Bos-ka wybrała dla niej widać lepszy dzień na operację" - powiedział ksiądz. I Karolina dotrwała do operacji. Ale lekarze nie pozostawiali złudzeń: szansa na przeżycie jest niewielka, na całkowi-te wycięcie ogromnego guza - właściwie żadna. Kiedy przymknie oczy widzi siebie, jak siedzi skulona przed salą operacyjną. Jak się kiwa, jak zaciska pięści. Jak za wszelką cenę stara się nie przestać ani na moment wierzyć, że już za chwilę zobaczy swoje dziecko żywe.
1 3 »
4

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

RAK

+26 / -27

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

RAK (gość)  •

ZNAM TA KOBIETA , NAPEWNO NIE KLAMIE . POMÓZMY JEJ . POTRRZEBUJE TEGO DZIECKO JEJ . ADA WITKOWSKA

odpowiedzi (0)

skomentuj

RAK

+30 / -27

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

RAK (gość)  •

ZNAM TA KOBIETA , NAPEWNO NIE KLAMIE . POMÓZMY JEJ . POTRRZEBUJE TEGO DZIECKO JEJ . ADA WITKOWSKA

odpowiedzi (0)

skomentuj

Sięgnijcie do kieszeni

+36 / -28

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Ando (gość)  •

Zauważcie - ta dziewczynka rok wcześniej zbierała pieniądze na Orkiestrę, a teraz sama zachorowała. Oganiając się przed wolontariuszami WOŚP wielu ludzi nie pomyśli nawet, że te pieniądze mogą uratować życie im, albo ich bliskim. Bądźmy dobrzy. Dla innych i siebie

odpowiedzi (0)

skomentuj

straszne

+28 / -30

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

mm (gość)  •

dzielne te dziewczyny !!! gratuluje i życzę wszystkiego naj !!!!! ps. ale artykuł/historia - ryczę jak bóbr !!!
ja zawsze wrzucam na orkiestrę !!! To wspaniała akcja !!!

odpowiedzi (0)

skomentuj