Menu Region

Czym Szczepan Twardoch prowokuje czytelników? "Morfina"...

Czym Szczepan Twardoch prowokuje czytelników? "Morfina" jednych oburza, innych zachwyca

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Sylwia Arlak

Prześlij Drukuj
Szczepan Twardoch: zdeklarowany śląski patriota, poszukiwacz niezwykłych literackich historii i autor "Morfiny", jednej z najlepszych Szczepan Twardoch: zdeklarowany śląski patriota, poszukiwacz niezwykłych literackich historii i autor "Morfiny", jednej z najlepszych

Szczepan Twardoch: zdeklarowany śląski patriota, poszukiwacz niezwykłych literackich historii i autor "Morfiny", jednej z najlepszych powieści minionego roku (© Marzena Bugała/Polskapresse)

Pisarz Szczepan Twardoch od lat firmował rzeczy niejednoznaczne, ale wydana ostatnio "Morfina" wzbudziła wyjątkowo dużo kontrowersji. Z jednej strony przyniosła oburzenie konserwatystów, z drugiej zaś Paszport "Polityki" - pisze Sylwia Arlak.
Morfina", z dość znaczącym podtytułem: "Warszawa 1939: kobiety, narkotyki i zdrada" to osadzona w tragicznym wrześniu historia Konstantego Willemanna, który zamiast wzorem innych kolegów oficerów walczyć z Niemcami, nie potrafi uporać się nawet z własnymi słabościami. Nieoczekiwana wojna bowiem skutecznie pokrzyżowała mu plany. Oto życiowy hedonista, kobieciarz, morfinista, wiodący zamożne i płytkie życie będzie musiał zadać sobie w końcu pytanie: kim jest i dokąd zmierza? Na tle wojennej Warszawy rozgrywają się perypetie mężczyzny słabego i wyjątkowo bezwolnego.

Bohater pozwala prowadzić się za rękę i ulega kobietom, chcącym zmienić go wedle własnego uznania.
Więcej, zdaje się być człowiekiem niepotrzebującym poczucia narodowej przynależności. Jest synem niemieckiego arystokraty i spolszczonej Ślązaczki, ale - szukając świętego spokoju - nie chce być jednak ani Niemcem, ani Polakiem. Zgoła inaczej ma się rzecz z samym Twardochem, który od lat podkreśla swój silny związek ze Śląskiem. Niejednokrotnie przedstawiał siebie jako lokalnego patriotę, utrzymując, że ze Śląska wyjedzie, tylko po to, by zaraz do niego powrócić. Oczywiście czuje sympatię i do Warszawy - jakże inaczej z ochotą mógłby prowadzić szczegółowe badania na temat życia okupowanej Warszawy. Swe serce jednak już dawno oddał rodzinnym Pilchowicom.

"Morfina", najobszerniejsze jak dotąd dzieło Twardocha, powstawała prawie dwa lata. Jeszcze przed zaczęciem procesu przenoszenia na papier fabuły, pisarz prowadził dogłębne badania. Czytał gazety z epoki, studiował stare mapy Warszawy, czy chociażby... nieaktualne już dziś książki telefoniczne (godność jednego z bohaterów pochodzi właśnie stamtąd). Wszystko po to, by całkowicie zanurzyć się w czasach, których pamiętać nie może. Realność i bogactwo szczegółów wydają się dla autora kluczowe. Gotowe dzieło, to mieszanka wątków historycznych, psychologicznych czy sensacyjnych. - To również, między innymi, powieść o kryzysie męskości - podkreśla Twardoch w rozmowie z ,,Polską". A więc o problemie aktualnym także i dziś.

Kostek to postać, której podobiznę pewnie niejednokrotnie codziennie mijamy na ulicach naszych miast. Nie wyróżnia się przecież wyjątkowo, brak mu specjalnych zasług, jest raczej zagubiony, niepewny i zależny od innych. Ale jako bohater "Morfiny" łatwiej pozwala się definiować. A Twardoch, jego twórca? Także nie lubi co prawda, gdy ktoś próbuje zamknąć go do jakiejkolwiek szufladki. Jest pisarzem, to wie na pewno, a przynajmniej tak deklaruje w wywiadach. Wszelkie próby wtłoczenia przez krytyków i recenzentów w ramy kategorii ("pisarz prawicowy", "lewicowy", "śląski", "polski", "konserwatywny"), uważa za zbędne i nic tak naprawdę niemówiące. Odcina się od różnego rodzaju powiązań polityczno-publicystycznych, choć dziś czuje się nimi przytłoczony. Sam sobie jest sterem i korzystając z wolności, wybiera to, w co na teraz i dziś wierzy.

A przekonania rzeczywiście potwierdza czynem: pisze do lewicującej "Polityki" a zarazem do mesjanistycznego kwartalnika "44/Czterdzieści i Cztery". Kiedyś, jeszcze pod dawną redakcją, współpracował z konserwatywną ,,Frondą", "Arcanami" i "Christianitas", a dziś całkiem poważnie myśli nad dołączaniem do lewackiej "Krytyki Politycznej". To może wzbudzać zdziwienie, jeśli jednak Twardoch - jak utrzymuje - nie utożsamia się z nikim, poza własną osobą, naturalnie nie ma życzenia być z kimkolwiek powiązany. Idźmy dalej: nie jest szczęśliwy także wtedy, gdy próbuje mu się wmówić, że pisząc, próbuje się z czymkolwiek rozliczać. Jak twierdzi, nie leży to w kompetencjach pisarza i nie tym powinien się zajmować. Perypetie Kostka Willemanna też nie są formą jakichkolwiek rozliczeń: z polskością, przynależnością narodową, patriotyzmem czy zdradą.

"Morfina" osadzona jest w czasach wojny, a jednak najważniejszy bohater nie chwyta z ochotą za broń i nie walczy w imię narodu ani w żadnym innym. A przecież my, Polacy tak bardzo lubimy czytać o wielkich historiach, poświęceniu rodaków o osobowości pozbawionej skazy. Oczywiście więc znaleźli się tacy, co się oburzyli na to literackie podszczypywanie, ale nie napawa to przestrachem głównego zainteresowanego. - Nie piszę, żeby kogokolwiek oburzać czy prowokować. Piszę po prostu o tym, co jest dla mnie ważne. Ktoś się zawsze oburzy. To nie mój problem - mówi Twardoch.

W "Wiecznym Grunwaldzie", jednej z jego poprzednich powieści, również mamy do czynienia z postacią niejednoznaczną - obrazem Polaka, odznaczającym się co prawda patriotyzmem, ale takim, przez który traci rozsądek i charakter. Polak ten w niczym nie przypomina ofiary i cierpiętnika swoich czasów, jest równym przeciwnikiem Niemców. Obraz, który przeciętny Kowalski ułożył sobie w głowie przez lata na temat polskiej historii, w tej książce ponownie zostaje poddany zniekształceniu.

Twardoch, wielokrotnie nagradzany polski pisarz i publicysta, nie boi się bowiem manifestować swojego zdania, nawet wówczas, gdy można spodziewać się, że nie spotka się ono z ogólnym aplauzem. Oto na przykład publicznie pochwalił książkę Piotra Zychowicza "Pakt Ribbentrop-Beck", w której autor przedstawia argumenty na to, że Polska w latach 30. powinna była dojść do porozumienia z Adolfem Hitlerem i wraz z nim uderzyć na Sowiety. Oczywiście wielu chętnie by z tym zdaniem polemizowało. Na pytanie, czy zdaje sobie sprawę, że pewne jego poglądy mogą być zdefiniowane, nazwijmy to łagodnie, jako niepopularne czy gorzej widziane, odpowiada: - A co mnie to obchodzi, czy dany pogląd jest popularny, czy nie? To, co napisał Zychowicz w swojej książce, nie jest niczym specjalnie odkrywczym i zaskakującym. I dodaje: - Nie on pierwszy posłużył się tego typu tezą. W ten sposób o wrześniu 1939 roku pisali już przecież Cat-Mackiewicz, Łojek czy Wieczorkiewicz.

Trudno jednoznacznie określić, co ostatecznie zadecydowało o tak wielkim sukcesie powieści Szczepana Twardocha. I jak to możliwe, że Konstanty Willemann nakreślony na łamach "Morfiny" jest z jednej strony antybohaterem, a jednak ludzie nie tyle go zaakceptowali, ile nawet polubili. A czy sam autor potrafi jakoś odpowiedzieć na pierwsze pytanie. - Nie, nie potrafię. Nie jestem specjalistą od rynku książki, tylko pisarzem. Jeśli chodzi o ,,Morfinę", literat niczego nie żałuje. Oddał ją do druku, w takiej formie, z jakiej był zadowolony. Napisał ją najlepiej, jak potrafił. Pytany o plany na przyszłość mówi nam, że na ten moment jeszcze ich nie sprecyzował - wyjaśnia.

Ciekawe więc, jaki kolejny pomysł zrodzi się w głowie pisarza. Przed "Wiecznym Grunwaldem", za którego dostał Nagrodę Literacką im. Józefa Mackiewicza, napisał wszak równie gorąco komentowane książki, m.in. "Sternberga" (opis kontrrewolucji w alternatywnej, XIX-wiecznej Austrii), "Prawem Wilka" (zbiór opowiadań o ludziach, których los rzuca przeciw reszcie ludzkości) czy "Zimne wybrzeża" (kryminał, w którym dzielny najemnik znad Wisły Jan Kruk rozprawiający się z globalnymi komunistami). Rozrzut tematyczny, ideowy i formalny jest u Twardocha imponujący. Jednych oburza, drugich zachwyca, ale nikogo - jak lubią pisać recenzenci - nie pozostawia niewzruszonym.

Faktem jest, że ten 34-latek, o nieco staromodnej elegancji i prowokującym piórze, wyrósł przez ostatnie lata na jednego z najlepszych polskich pisarzy. Niegoniącym za modą, unikającym mediów, ale a ani o jotę mniej ciekawym. Co będzie, jeśli postanowi nas naprawdę sprowokować?

Szczepan Twardoch, "Morfina. Warszawa 1939: kobiety, narkotyki i zdrada", Wydawnictwo Literackie, Kraków 2012, cena 44,90 zł
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się