Menu Region

MEN nie odpowiada już za pomoce naukowe

MEN nie odpowiada już za pomoce naukowe

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Magdalena Kula

1Komentarz Prześlij Drukuj
Pseudopomoce naukowe mogą wkrótce zalać polskie szkoły - ostrzegają eksperci.
Ministerstwo Edukacji nie bierze już odpowiedzialności za to, jakich pomocy będą używali nauczyciele do kształcenia naszych dzieci. MEN nie będzie zatwierdzać tzw. środków dydaktycznych do użytku na lekcjach i kontrolować, czy są bezpieczne dla uczniów.

Minister Katarzyna Hall prawdopodobnie już dziś podpisze rozporządzenie o dopuszczaniu programów i podręczników, z którego możliwość atestowana przez MEN pomocy szkolnych zniknęła na dobre. - A kto zagwarantuje, że płyty czy zeszyty ćwiczeń będą zgodne z podstawami programowymi? Ucierpi jakość nauczania - pyta Sławomir Kłosowski z PiS.

Była minister oświaty Krystyna Łybacka (SLD) przestrzega, że rynku pomocy dydaktycznych, podobnie jak rynku podręczników, nie wolno pozostawiać bez kontroli. - Rozumiem, że urzędnicy nie mogą sprawdzić każdej gry edukacyjnej czy mapy, MEN powinien jednak opracować minimalne standardy, które muszą spełnić pomoce dla uczniów - mówi.

Wątpliwości budzi przede wszystkim brak kontroli MEN nad płytami multimedialnymi do nauki przedmiotów, które w przyszłości mogą zastąpić papierowe podręczniki. - Nie wolno bagatelizować możliwości psychomanipulacji uczniami poprzez rozmaite gry, ilustracje. Przy wyborze multimedialnych pomocy nauczyciel musi mieć fachowe wskazówki, nie zostawiajmy go z tym samego - zaznacza Wojciech Książek, wiceminister edukacji w rządzie Jerzego Buzka.

Na brak nadzoru nad rynkiem pomocy edukacyjnych ministerstwu zwrócili uwagę wydawcy. - Przy konsultacjach nowego rozporządzenia sugerowaliśmy, że miejsca na rynku pomocy dydaktycznych będą szukać firmy, które nie mają nic wspólnego ze szkołą - mówi Piotr Marciszuk, prezes Polskiej Izby Książki.

Z kolei Paweł Komisarczuk, redaktor naczelny wydawnictwa Operon, wprost krytykuje MEN: - W ministerstwie ciągle słyszymy, że szkoła ma być nowoczesna. A w nowoczesnej szkole multimedialnych plansz, płyt będzie coraz więcej i resort musi zadbać, by były dobrej jakości. Nie rozumiem, dlaczego podręczniki są wnikliwie kontrolowane, a równie ważne środki dydaktyczne traktuje się tak lekko.

Wiceminister Zbigniew Marciniak tłumaczy, że chodziło o uczciwość. - Zatwierdzanie pomocy w MEN było możliwością, a nie obowiązkiem. Zdarzało się, że formułkę "zalecany przez MEN" traktowano jak reklamę. Już dziś w szkołach wolno używać każdej pomocy dydaktycznej, dopuszczonej lub nie.

To dyrektor szkoły rozstrzyga, czy jest ona bezpieczna i wspiera kształcenie. Wierzymy, że dyrektorzy poradzą sobie z doborem pomocy - mówi. Marciniak przyznaje jednak, że MEN zaraz po przyjęciu przez Sejm nowej ustawy oświatowej zacznie przygotowywać przepisy, które umożliwią kontrolę nad rynkiem szkolnych multimediów. - Zwrócimy się o pomoc do ekspertów, zbadamy też, jak dobór materiałów elektronicznych kontrolują inne kraje.

Na rynku jest ok. 10 tys. pomocy naukowych. Tylko kilkaset zostało zatwierdzonych przez MEN. Rynek środków dydaktycznych według ekspertów może być wart nawet kilkaset milionów złotych rocznie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

brrr!!!!

+4 / -11

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

MM (gość)  •

ona zdecydowanie kieruje się dobrem i rozwojem firm a nie dzieci. Została powołana nie na to stanowisko !!!
DO KOSZA !! trzeba wrzucić reforme oświaty jej autorstwa !!wpierw niech upowszechni przedszkola a potem wysyła dzieci o rok wcześniej do szkoły !!!! A ta kobieta robi zupełnie odwrotnie !! i na dodatek byle jak !!! Ta ohydna manipulacja dziećmi przez MEN i rząd rozwściecza mnie !!! jak można w ten sposób wprowadzać reformę ? projekt ustawy wprowadzający m.in obniżenie rozpoczęcia szkoły do 6 lat pełna jest luk jak przysłowiowy ser. Jest jedno hasło a konkretów zero !!! Totalna prowizorka !! DO KOSZA Z TAKIMI POMYSŁAMI !!!

odpowiedzi (0)

skomentuj