Menu Region

Jak trwoga, to do Boga: Adam poleciał do Lepistö

Jak trwoga, to do Boga: Adam poleciał do Lepistö

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rafał Musioł

Prześlij Drukuj
Ostatnia odsłona 57. Turnieju Czterech Skoczni, konkurs w austriackim Bischofshofen, przyniosła sporo emocji i końcowy sukces Wolfgangowi Loitzlowi, dzięki czemu gospodarze fetowali swojego pierwszego triumfatora od 2000 roku.
Wśród kibiców łatwo było też dostrzec Polaków - w przeciwieństwie do zawodników ich fani wciąż należą do czołówki.

Start w Bischofshofen stanowił znakomite podsumowanie biało-czerwonego skakania demonstrowanego w tym sezonie: Łukasz Rutkowski spadł z progu już w kwalifikacjach, Piotr Żyła i Rafał Kot polegli w pierwszej serii, czyli w starciach KO, natomiast Kamil Stoch, który tradycyjnie dobrze skacze tylko wtedy, gdy nie ma w pobliżu Adama Małysza, przedarł się do czołowej trzydziestki jako jeden z piątki "szczęśliwych przegranych".


A sam Małysz? Po zaskakującym wycofaniu z zawodów, wybrał się - via Wisła - do Lahti na konsultacje z byłym selekcjonerem Hannu Lepistoe.

- To posunięcie nie oznacza żadnego wotum nieufności dla Łukasza Kruczka. Zresztą opiekun kadry także poleci do Finlandii dziś lub jutro - zaznacza sekretarz generalny Polskiego Związku Narciarskiego, Grzegorz Mikuła.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Kruczek i jego współpracownicy miotają się od ściany do ściany. Po pierwszych zawodach w Oberstdorfie wycofano Łukasza Rutkowskiego, a jego miejsce zajął Kamil Stoch. Przed Bischofshofen Rutkowski wrócił do składu, znów z fatalnym skutkiem.
Z kolei decyzja o wycofaniu Małysza pojawiała się i znikała, w końcu skoczka z Wisły wysłano do Lahti...

- Sztab szkoleniowy nie ustaje wposzukiwaniu rozwiązań, które mogą przynieść oczekiwany skutek, czyli lepsze występy naszych zawodników. Na pewno pasywna postawa byłaby znacznie gorsza - tłumaczy Grzegorz Mikuła. - Celem numer 1 pozostają mistrzostwa świata, a do nich mamy jeszcze trochę czasu. Może Małyszowi pomoże też magia Wielkiej Krokwi, a przecież już 15,16 i 17 stycznia karawana Pucharu Świata pojawi się właśnie pod Giewontem. Tam Adamowi zawsze skakało się świetnie - dodaje Mikuła.

Nie jest jasne, czy za konsultacje z Lepistoe trzeba będzie zapłacić: sam szkoleniowiec wielokrotnie podkreślał, że jest gotowy, by pomóc byłemu podopiecznemu w trudnych chwilach. Sprawa zostanie pewnie rozstrzygnięta dopiero po powrocie z azjatyckich urlopowych wojaży prezesa PZN, Apoloniusza Tajnera.

Polskie problemy nie zajmują już jednak obecnych faworytów. Wczoraj dla świata skoków najważniejsza była walka, która toczyła się pomiędzy Loitzlem, a próbującymi go atakować Szwajcarem Simonem Ammannem i Austriakiem Gregorem Schlierenzauerem. Obaj zastosowali pokerową zagrywkę - zrezygnowali ze startu w kwalifikacjach. Loitzl załatwił jednak sprawę już przy pierwszym podejściu - poleciał 142,5 metra, uzyskując w dodatku od arbitrów komplet not marzeń - wszyscy przyznali mu po 20 punktów. Drugiego po pierwszej serii Schlierenzauera (138,5 m) wyprzedzał o 9,5 pkt, a trzeciego Martina Schmitta (138,5 m) o 10,2. Stoch (126,5 m) zajmował 26. miejsce.

W finałowej serii Loitzl znów był najlepszy - 141,5 metra. Na podium zawodów towarzyszyli mu Ammann (140,5 m w drugim skoku) i Rosjanin Dmitrij Wasiljew, a Schlierenzauer (136) był czwarty. Stoch zajął 28. lokatę.

W klasyfikacji TCS Austriak wyprzedził Ammanna oraz Schlierenzauera.

Triumfator może teraz spokojnie pokwitować odbiór 105 000 franków szwajcarskich (1 frank to około 2,7 zł), bo tyle zarobił w czterech konkursach. Dostanie też główną nagrodą Turnieju - terenowe Subaru warte 29 900 euro.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się