Menu Region

Jimi Hendrix z Radomskiego

Jimi Hendrix z Radomskiego

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Marek Świrkowicz

2Komentarze Prześlij Drukuj
Gdy ktoś kiedyś zapytał George'a Bensona, po czym poznać naprawdę dobrą muzykę, wirtuoz jazzowej gitary nie miał wątpliwości: "Dobra muzyka to taka, przy której nóżka sama zaczyna przytupywać".
Szkoda, że amerykański muzyk nie miał nigdy okazji posłuchać ognistej twórczości wiejskich muzykantów z okolic Przysuchy, zgromadzonej na pasjonującej składance "Kajocy. Wokół Kędzierskich", która jutro trafi do sklepów. Bo szaleńcze polki i psychodeliczne obertasy w wykonaniu Józefa Kędzierskiego i spółki to niezawodny akcelerator dla najbardziej nawet opornych nóżek. A zarazem znakomity dowód na to, że w poszukiwaniu prawdziwego etnoczadu nie trzeba bynajmniej zagłębiać się w egzotyczne dokonania Kubańczyków z Buena Vista Social Club czy Tuwiańczyków z Huun Huur Tu - wystarczy poszperać w Radomskiem.

Tak właśnie zrobił pomysłodawca wydania "Kajoków" i autor dołączonej do kompaktu książki Andrzej Bieńkowski.
Ceniony malarz, profesor warszawskiej ASP i etnomuzykolog amator (autor m.in. wydanej w 2001 r. książki "Ostatni wiejscy muzykanci") wspomina, jak to w 1979 r. natknął się na radomskiej wsi na pewnego zblazowanego pastuszka, który wskazując palcem widniejące na horyzoncie zabudowania, rzekł mu w sekrecie: "Panie, tam to mieszkają Kajocy, oni grają takie wygibusy na skrzypcach, że aż się chce tańczyć. A najpiękniej to grał Józef Kędzierski. Tylko on nie gra już, odkąd go żona odumarła".

Zachęcony słowami pasterza Bieńkowski czym prędzej ruszył do Rdzuchowa i bez problemu odnalazł blisko 70-letniego wówczas Kędzierskiego. I tak długo namawiał opornego muzykanta, że ten w końcu uległ. Wraz z kumplami grającymi na basach i na bębenku opróżnili flaszeczkę gorzałki, wzięli instrumenty i zaczęli wymiatać niczym rdzuchowski Jimi Hendrix Experience. "Kapela wpadła w trans. Kędzierski kładł się na plecach, klękał, grał na skrzypcach ustawionych pionowo" - wspominał rozemocjonowany Bieńkowski. Nic dziwnego, że szybko powrócił do Rdzuchowa ze sprzętem nagrywającym, aby zarejestrować szalone "wygibusy" nie tylko Kędzierskiego, ale też innych okolicznych Kajoków, jak nazywano mieszkańców kilkunastu wiosek położonych na północ od Przysuchy.

Tak powstał materiał, który dziś - w zremasterowanej i cyfrowo odnowionej wersji - możemy smakować, słuchając "Kajoków". Już przy otwierającej zestaw hiperenergetycznej polce nawet najtwardszym punkowcom pospadają glany, a dalej robi się tylko ciekawiej. Czadowe oberki przeplatają się z kilkunastominutowymi improwizacjami, w których muzykanci popisują się typowo kajocką techniką "ogrywania", czyli transowego powtarzania w kółko jednego, lekko tylko modyfikowanego motywu. Nawet najwytrawniejsi jazzmani mogliby uczyć się od nich kunsztu.

"Kajocy. Wokół Kędzierskich. Radomskie", dystr. Muzyka Odnaleziona, cena 38 zł

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Jimmy hendrix

+51 / -49

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Begina (gość)  •

biorac pod uwage,ze to samoucy to muzyka jest naprawde niesamowite

odpowiedzi (0)

skomentuj

No, nie do końca tak

+24 / -25

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

helcim  •

Brawo! I wielkie dzięki, chociaż to i tak pewnie nie to co na żywo. Tej muzyki nie można po prostu słuchać, ją trzeba tańczyć, widzieć muzykantów i odczuć trans bliższy tańcom derwiszów niż temu co się uważa na ogół za polską tradycję muzyczną.

http://okle.pl

odpowiedzi (0)

skomentuj