Menu Region

Stasiak: Teraz musimy pomóc Ukrainie

Stasiak: Teraz musimy pomóc Ukrainie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Władysław Stasiak, szef BBN

3Komentarze Prześlij Drukuj
Gazowy konflikt między Rosją i Ukrainą może zagrozić jedności Unii Europejskiej i zamienić wspólnotę w fikcję - mówi Władysław Stasiak, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego w rozmowie z Agatonem Kozińskim.
Ukraina poprosiła Polskę o wsparcie w sprawie "szantażu gazowego" zastosowanego przez Rosję. Jak odpowiemy na ten apel?
Pozytywnie, gdyż Ukrainę warto i należy wspierać. Najprawdopodobniej 14 stycznia dojdzie do spotkania Lecha Kaczyńskiego z Wiktorem Juszczenką, podczas którego obaj prezydenci będą dyskutować o sposobach rozwiązania tego problemu.

W jaki sposób Polska może pomóc Ukrainie?

Przede wszystkim to nie jest tak, że my tego sąsiada zaniedbujemy. Od dawna staramy się zainteresować kraje Unii Europejskiej Ukrainą. Wspólnota na razie dużo więcej energii poświęca państwom basenu Morza Śródziemnego, mimo że Libia czy Algieria nigdy nie planowały nawet wstąpić do UE. Natomiast Ukraina jest bardzo zdeterminowana, by stać się członkiem Wspólnoty. Powinniśmy ją w tym wspierać.

Jakie stanowisko zajmiemy w obecnym sporze?
Proszę pamiętać, że Rosja używa gazu jako narzędzia do realizacji swej polityki zagranicznej. Nie dajmy się więc nabrać ich oskarżeniom, sugestiom, że tutaj chodzi o pieniądze - odcięcie dostaw stanowi formę nacisku, Kijów w tym konflikcie jest ofiarą. Dlatego w naszym interesie jest udzielić Ukrainie pomocy. Przede wszystkim musimy rozpoznać jej potrzeby, wiedzieć, czego im potrzeba - dlatego trzeba z nimi rozmawiać.

Konflikt między Rosją i Ukrainą wybuchł 1 stycznia. Czemu polskie władze unikają zajęcia jasnego w nim stanowiska?
Nie zgadzam się. Zarówno rząd, jak i prezydent dostrzegają problem i szukają sposobu jego zażegnania. Ukraina to nasz strategiczny partner i musimy go wspierać. To państwo i tak jest teraz już mocno zdestabilizowane - pogłębienie tego stanu rzeczy zagraża nam i całej Unii Europejskiej.

Co więc powinniśmy zrobić?

Ukraina oczekuje od Europy solidarności w sprawie energetyki - i powinna wyraźny sygnał w tej sprawie otrzymać.

Z tym że Unia takiego sygnału nie wysyła i nie zapowiada się, by go wysłała w najbliższej przyszłości.
Tu jest nasza rola. Musimy uświadomić UE, że jeśli nie wesprze teraz Kijowa, to sama sobie zrobi krzywdę.

W jaki sposób? Przecież Ukraina nie jest w żaden sposób stowarzyszona z UE.
Ale przez Ukrainę przebiegają rurociągi, które dostarczają większość europejskiego gazu z Rosji. Odcięcie tych dostaw byłoby dla Wspólnoty poważnym problemem. Tutaj tak naprawdę nie chodzi o Kijów, ale o politykę energetyczną UE. Ona jest w proszku. Jest wprawdzie mnóstwo zapisów w tej sprawie, dużo mówi się o potrzebie dywersyfikacji źródeł dostaw surowców energetycznych, ale te ustalenia pozostają na papierze. Wystarczy przypomnieć projekt budowy rurociągu Nabucco, który miał dostarczać gaz z Azji do Europy przez Turcję. Wiele się o nim mówiło, ale nie wyszedł on poza sferę planów. Widać więc, że UE powinno bardzo zależeć na Ukrainie.

Ale Unia próbuje Ukrainę ominąć. Bo tak należy interpretować plany budowy Nabucco czy gazociągu przez Morze Bałtyckie.

One nie przyniosą efektu. Takie rurociągi podzielą Unię na części i de facto zamienią wspólnotę w fikcję. Dlatego tym bardziej Polska musi uświadomić UE zagrożenia, jakie jej grożą.

Jak wygląda mapa drogowa naszych działań na rzecz Ukrainy?
Nie ma tutaj szczegółowych założeń konkretnych działań. Musimy jak najwięcej wiedzieć o tym konflikcie i reagować w zależności od rozwoju sytuacji.

Czy możemy się spodziewać działań podobnych do tych, jak na przykład wyprawa do Tbilisi prezydentów pięciu państw naszego regionu podczas wojny rosyjsko-gruzińskiej?
Użyjemy każdego dostępnego narzędzia, które uznamy za pomocne w rozwiązaniu konfliktu. Ale na razie nikt nie myśli o locie do Kijowa.

Nie boi się Pan, że angażując się w ten konflikt, rozdrażnimy Rosję?
Co to znaczy rozdrażnimy? Jesteśmy niezależnym państwem, a Ukraina jest naszym strategicznym partnerem - jesteśmy więc zobowiązani udzielić jej pomocy. Myśląc w ten sposób, po-winniśmy zlikwidować naszą armię lub zrezygnować z samodzielnej polityki zagranicznej - bo przecież one też mogą drażnić Rosję. Zdecydowanie nie wolno unikać zabierania głosu w tej sprawie.

A może powinniśmy zaangażować się w negocjacje w tej sprawie, nasz przedstawiciel w Moskwie i Kijowie powinien szukać rozwiązania sporu?
Tym powinna zająć się Unia - w tym wypadku Czechy, które obecnie stoją na czele Wspólnoty. Naszym zadaniem jest więc tak skuteczne naciskanie na Pragę, by ona poważnie się w to zaangażowała.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

3

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Polska pomoże Ukrainie w sporze z Rosją

+2 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

glad (gość)  •

Jak słyszę wypowiedzi ludzi pałacu prezydenckiego, co to prezydent może zrobić dla Gruzji, a teraz dla Ukrainy, to agarnia mnie śmiech, bo prezydent może jak raz zrobić tyle co nic - może ewentualnie podrażnić jedynie Rosję, a i to nie, bo Moskwa już dawno przestała zwracać na niego uwagę. Również w UE nie wzbudza zainteresowania, bo Unia mówi zupełnie innym językiem. Po co więc to pustosłowie i ten chocholi taniec ?

odpowiedzi (0)

skomentuj

re:stasiak

+3 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

rosjanin (gość)  •

Panie generale, Pan mowi ze Ukrainie trzeba pomoc. Nie ma zadnej watpliwosci, ze w 2009 roku ten kraj bedzie mial powazne klopoty z oplata gazu. Polska moze podarowac Ukrainie kilka bn dolarow. Wszystko pozostale jest prymitywna propaganda.

odpowiedzi (0)

skomentuj

gaz

+3 / -2

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

hen (gość)  •

ale on zawsze pieprzy

odpowiedzi (0)

skomentuj