Menu Region

Kłopoty z czasem

Kłopoty z czasem

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Renata Bożek

Prześlij Drukuj
Dla 10-latka czas, który minął od poprzedniego Nowego Roku, to wieczność. Ale jego 45-letni ojciec ma poczucie, jakby tamten Sylwester był wczoraj. Jak to możliwe, że z kolejnym rokiem naszego życia czas przyspiesza?
Jak jechałam zdawać do studium nauczycielskiego, to musiałam wyjechać z domu o 5 rano, żeby zdążyć na pociąg - opowiada moja mama, 62-letnia emerytowana nauczycielka. - Choć mówiłam, że sama pójdę na stację, to tata zaprzągł konia i zawiózł mnie na stację. Dobrze, bo wtedy lało i było straszne błoto na drodze. Koło Widomskich wzięliśmy na wóz ciotkę Olkę, która jechała do szpitala do Lublina. Pamiętam jak dziś, że siedziała koło mnie w pociągu i powtarzała: "Jak się tak będziesz uczyć i uczyć, to kiedy się pożenisz?".
Oj, jak mnie denerwowała! To pamiętam, choć miałam wtedy 18 lat. A ledwie mogę sobie przypomnieć, kiedy się przeniosłam ze szkoły w Stróży na Karpiówkę, choć od tego minęło mniej czasu niż od egzaminu. Skleroza czy co?

Żadna skleroza, tylko efekt reminiscencji! Tak się nazywa zjawisko, które polega na tym, że osoby po pięćdziesiątce lepiej pamiętają to, co działo się w ich życiu między 15. a 30. rokiem życia niż w ciągu ostatnich lat, a nawet miesięcy. Im są starsze, tym dawne wspomnienia są żywsze, a to, co działo się po trzydziestce, coraz bardziej się zaciera.

W eksperymencie przeprowadzonym przez Fromholta i Larsena poproszono 30 zdrowych staruszków oraz 30 cierpiących na chorobę Alzheimera - wszyscy w wieku 71-89 lat, by w ciągu 15 minut wspomnieli zdarzenia, które wiele dla nich znaczyły. Choć pacjenci z alzheimerem przytoczyli mniej wspomnień niż ich zdrowi rówieśnicy, to wszyscy opowiadali głównie o latach, gdy mieli naście i 20 lat. Dlaczego tak silnie zapisał się ten czas w naszej pamięci? Wtedy wiele rzeczy wydarzyło się po raz pierwszy. Nie tylko "ten pierwszy raz", ale też pierwszy pocałunek, pierwsze wakacje bez rodziców, pierwszy dzień w pracy. Oczywiście później też zdarzają się pierwsze razy - pierwszy siwy włos, pierwszy rozwód. Ale z biegiem lat stają się coraz rzadsze. Co ważne, w młodości zdarzają się rzeczy, które kształtują naszą tożsamość i ustalają kierunek naszego życia. Zdany egzamin to początek kariery nauczycielskiej. Spotkanie przyszłego męża to początek bycia żoną, matką, babcią. Nic więc dziwnego, że te zdarzenia szczególnie silnie zapisały się w naszej pamięci. I nic dziwnego, że robiąc bilans własnego życia, wracamy do tych momentów, które miały na nie decydujący wpływ. Jak to się wiąże z poczuciem, że czas pędzi?

Douwe Draaisma, holenderski psycholog i autor książki "Dlaczego życie płynie szybciej, gdy się starzejemy", uważa, że wspomnienia są wskazówkami orientacyjnymi przy określaniu czasu. Umożliwiają ustalenie, jak dawno coś się wydarzyło, co było wcześniej, a co później. Okres, który wywołuje wiele wspomnień, rozciąga się w retrospekcji i wydaje się dłuższy niż długie lata, które trudno nam sobie przypomnieć. Dlatego wspominając, mamy poczucie, że czas między trzydziestką a sześćdziesiątką minął niepostrzeżenie.

Jak ten czas leci
W 1997 roku brytyjscy psychologowie Crawley i Pring przeprowadzili poważny psychologiczny eksperyment - jeden z pierwszych, który badał ulotne zjawisko przyspieszenia czasu. Zrobili listę głośnych wydarzeń z ostatnich 20 lat, o których słyszał każdy, gdy śledził choćby pobieżnie wiadomości. Znalazły się na niej m.in. katastrofa w Czarnobylu (1986), mianowanie premierem Margaret Thatcher (1979), zamach na Johna Lennona (1980), upadek muru berlińskiego (1989). Następnie poprosili badanych o określenie daty każdego z tych zdarzeń. Okazało się, że ci, którzy mieli 35-50 lat, skracali czas, jaki dzielił ich od tych wydarzeń. Dla nich Lennon zginął w 1983 r., a mur berliński upadł w 1992 r. Cóż mogli zrobić, gdy dowiedzieli się o swojej pomyłce? Wykrzyknąć: "Jak ten czas leci!". Czyli zareagować tak jak każdy z nas, gdy okazuje się, że np. od ślubu kuzynki minęło już pięć lat (a nie trzy, jak nam się zdawało).

Według Crawleya i Pringa możemy to wyjaśnić, odwołując się do zjawiska nazywanego w psychologii teleskopią. Gdy myślimy o ważnych wydarzeniach z przeszłości, to tak jakbyśmy patrzyli przez lornetkę. Przykładamy ją do oczu i widzimy np. dom, firanki w oknach, psa biegającego w ogrodzie - tak jakbyśmy stali obok. Choć tak naprawdę stoimy pół kilometra dalej. Podobnie dzieje się, gdy naszą uwagę kierujemy na ślub brata. Przed oczami staje nam urząd stanu cywilnego, kościół, sukienka panny młodej, tłum gości. Dla naszego umysłu to podobne wrażenie jak dla oczu patrzenie przez lornetkę. Wydaje nam się, że to wydarzenie jest blisko, a więc czas, jaki nas od niego dzieli, się kurczy. Więc gdy brat mówi: "Ślub wzięliśmy w 1994, a więc 14 lat temu", kontrast między naszym subiektywnym odczuciem: "to było tak niedawno" a obiektywnym czasem: 14 lat, daje poczucie, że czas pędzi.

Zniewaga zawsze żywa
- Gdy miałem 13 lat, podstawiłem koleżance z klasy nogę na akademii szkolnej, bo ona dostała nagrodę za opowiadanie, a nie ja - opowiada mój kolega Adam, dziś 40-letni. - Ja miałem adidasy, przysłał mi je wuj z Anglii, a ona białe czeszki (tenisówki) i czarne rajstopy. To było okropne, bo szybko wydało się, że to przeze mnie zwichnęła kostkę. Dyrektor wezwał moich starych. Musiałem się tłumaczyć, a przecież nie mogłem powiedzieć, że to z zazdrości. W końcu jednak nie miałem wyjścia. Do dziś się czerwienię, gdy sobie przypomnę pełne politowania spojrzenie ojca: "Wstydź się, synu". Jak pisze Draaisma, każda sytuacja, która nas upokorzyła, wryła się w naszą pamięć ze wszystkimi szczegółami. Przeżyte zniewagi zapisują się w naszej pamięci atramentem nie do wywabienia. Kiedy się starzejemy, podróżują w czasie razem z nami, wskutek czego wydaje się nam, że wydarzyły się niemal przed chwilą. Dlatego na myśl o przeżytym w młodości upokorzeniu 40-latek czerwieni się i zaczyna mówić podniesionym głosem. Tak jak wtedy, gdy przyłapano go na podstawieniu nogi koleżance. Bywa, że, jak pisze Draaisma, nawet po upływie 50 lat, opowiadając o zniewadze, ludzie trzęsą się z oburzenia i uderzają w oparcie fotela.

Skąd bierze się ta siła wspomnień, która sprawia, że przypominając sobie doznane upokorzenie, czujemy, jakby to było wczoraj, a dziesiątki lat minęły niepostrzeżenie? Znany psycholog W.A. Wagenaar uważa, że pamięć dokładnie je rejestruje, bo mają znaczenie dla naszego obrazu samego siebie. Gdy okazuje się, że np. nie dostaliśmy nagrody, ktoś okazał się lepszy od nas, to musimy tę informację uwzględnić w myśleniu o sobie: "Nie jestem taki wspaniały", "Nie wszystko kręci się wokół mnie". Takie momenty prawdy o sobie bywają bolesne. Wiążą się z silnymi emocjami. A cofając się w myślach do wydarzenia, które wywarło na nas wielkie wrażenie, mamy skłonność do ścieśnienia dzielącego nas od niego czasu. No i znów mamy poczucie, że między pierwszą klasą liceum a 40. urodzinami czas nam przemknął.

Zatrzymać czas
Kiedy czas zwalnia? Gdy nic się nie dzieje i się nudzimy. Wtedy godziny wloką się, a my mamy poczucie, że czas stoi w miejscu. Ale paradoks polega na tym, że wspominając nudne dni, mamy poczucie, że minęły niepostrzeżenie. Natomiast gdy jesteśmy w wirze zdarzeń, ze zdumieniem zauważamy, że właśnie minął dzień, tydzień. Mamy poczucie, że czas pędzi jak szalony. Ale, paradoksalnie, ten sam czas, który umyka w teraźniejszości, we wspomnieniach wydaje się długi. Ernst Pöppel, profesor neuropsychologii, wyjaśnia to następująco: gdy się nudzimy, skupiamy uwagę na czasie: spoglądamy na zegarek, liczymy godziny do końca nudnego posiedzenia. Gdy jesteśmy czymś zainteresowani, koncentrujemy się na tym, co się dzieje - ciekawej rozmowie, śmiesznym filmie.

Gdy natomiast spoglądamy wstecz, nasza ocena zależy od ilości przeżyć. Dlatego wydaje się nam, że tydzień wakacji był dłuższy niż tydzień w nudnej pracy. Rok wypełniony ważnymi i urozmaiconymi wydarzeniami wydaje się dłuższy niż rok pusty i monotonny. Cóż, w dorosłym życiu często wpadamy w kierat: praca - dom, dom - praca. Na ferie od lat jeździmy w to samo miejsce, co roku wakacje spędzamy w domku letniskowym cioci. Nie możemy doczekać się weekendu, ale niemal każdy wygląda tak samo: sprzątanie, zakupy, impreza u znajomych. Jeśli dni, tygodnie i miesiące są do siebie podobne, to się zlewają. I mijają niepostrzeżenie. To dla nas wskazówka, jak poradzić sobie z czasem, który umyka. Douwe Draaisma przytacza radę francuskiego filozofa Jeana-Marie Guyaua: "Pragnąc przedłużyć perspektywę czasu, wypełnij go, jeśli masz taką szansę, tysiącem nowych spraw. Wybierz się w podniecającą podróż, odmłódź się, tchnąwszy nowe życie w świat wokół siebie. Gdy spojrzysz do tyłu, zauważysz, że przeżyte po drodze przygody […] spiętrzyły się w twojej wyobraźni, wszystkie fragmenty tego widocznego świata ustawią się w długim szeregu, zapewniając ci rozciągnięcie czasu". Wtedy, nawet jeśli pomyślimy: "jak ten czas leci", to będziemy mogli dodać: "Ale leci ciekawie i przyjemnie".

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się