Menu Region

Nie łap nigdy węża za tyłek: Ekstremalne przygody Beara...

Nie łap nigdy węża za tyłek: Ekstremalne przygody Beara Gryllsa zdobywają świat

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

The Times

Prześlij Drukuj
Grylls pakuje się w trudne sytuacje i pokazuje, jak się z nich wywinąć. Jako śpiwora używa zwłok owcy, rękoma walczy z aligatorami, robi sobie lewatywę, pije własny mocz i je sarnie bobki
1/7
Nie łap nigdy węża za tyłek: Ekstremalne przygody Beara Gryllsa zdobywają świat

Aktor Will Ferrell i łowca przygód Bear Grylls podczas kręcenia programu "Man vs. Wild"

(© AP Photo/Discovery Channel)

  • Bear Grylls podczas kręcenia jednego z odcinków
  • Bear Grylls z królową Elżbietą II podczas wizyty w zamku królewskim w Windsorze
  • Aktor Will Ferrell i Bear Grylls podczas kręcenia
Niedawno Bear Grylls siedział na drzewie na Borneo, robiąc to, co potrafi najlepiej - pokazywać, jak można przetrwać w najgorszych nawet warunkach. W pewnej chwili zobaczył ukrytego w gałęziach węża nadrzewnego. - Złapałem go za ogon i wyciągnąłem. Gad jednak wyrwał się, obrócił i ukąsił mnie w rękę. Zrozumiałem, że to nie przelewki. Ale i tak miałem coś smacznego na obiad. Smakowało. Nauczka? Nigdy
nie łap węża za tyłek - śmieje się Grylls.

Ukąszenie przez jadowitego gada nie stanowi dlań żadnego większego problemu. 38-letni Grylls całą swoją karierę zawdzięcza pakowaniu się w najtrudniejsze sytuacje i pokazywaniu nam, jak się z nich wywinąć. W jego programie telewizyjnym "Born Survivor" ("Bear Grylls - szkoła przetrwania") znajdziemy sceny, których nie zobaczysz nigdzie indziej. Jako śpiwora autor używa zwłok owcy, samymi rękoma walczy z aligatorami, wpada do szczeliny lodowej, robi sobie lewatywę, pije własny mocz i je sarnie bobki. Uff. Program cieszy się dużą popularnością w Wielkiej Brytanii, ale Amerykanie mają na jego punkcie po prostu wielkiego bzika. 65 odcinków śledzono tam z uwagą, jaką mogą pochwalić się tylko nieliczne programy. Witrynę internetową "Born Survivor" odwiedza 1,2 mld użytkowników. Dziś Bear Grylls jest najbardziej rozpoznawalną twarzą tego, co nazywamy szkołą czy sztuką przetrwania. Nic dziwnego, że jest też autorem szeregu książek. Wśród nich bestsellerowej autobiografii "Kurz, pot i łzy". To nie wszystko. Organizuje płatne kursy przetrwania i wygłasza pogadanki motywacyjne. Ma też własną linię sprzętu do wypraw i ubrań. - Specjalnie skonstruowany nóż sygnowany moim nazwiskiem to najlepiej sprzedający się nóż na świecie - mówi o swoim Bear Grylls Ultimate Fixed Blade. - To cudowne uczucie. Biznesowa strona tej przygody sprawia mi wielką radochę.

Pijemy herbatę w domu Gryllsa - potężnej barce zacumowanej przy Battersea Bridge w zachodnim Londynie. Mój rozmówca jest także właścicielem wysepki u wybrzeży północnej Walii, na której znajduje się domek i latarnia morska. Na barce mieszka razem z żoną Sharą i ich trzema synami o imionach Jesse, Marmaduke i Huckleberry. Wewnątrz jest chłodno. Gdy oddychasz, możesz zobaczyć parę. Grylls jednak z zadowoleniem rozsiada się na drewnianym bujanym fotelu i popija herbatę. Lubi motywować. Dużo mówi o chwytaniu okazji, które niesie nam życie i o tym, jak walczyć z własną słabością oraz sytuacjami, w których możemy się znaleźć. Jego pogawędki przypominają wygłaszane przez sportowców czy przedsiębiorców wykłady o warunkach osiągania sukcesu. Z jedną różnicą - zawierają w sobie silny czynnik moralny. Grylls jest praktykującym chrześcijaninem.

Od czterech lat jest naczelnikiem brytyjskiego The Scout Association. Ponadto promuje nowy realizowany podczas letnich wakacji program rządu skierowany do nastolatków National Citizen Service. - To świetna sprawa. Możesz powiedzieć młodzikom: "Hej, zamiast wałęsać się podczas wakacji bez celu po ulicach, pojedźmy w góry. Popróbujmy pracy w zespole, komunikacji. To znakomita rzecz dla każdego społeczeństwa".

Niedawno razem z rodziną poszedł na film "Les Miserables. Nędznicy". Nie boi się przyznać, że uronił łzę. - Musicale zawsze mnie brały. To mój czuły punkt. Lubimy z Sharą wymknąć się czasem, aby obejrzeć jakiś akurat grany.

Za kilka dni Bear Grylls leci do USA, gdzie będzie kręcił reklamówkę strojów pływackich firmy Speedos. Na jednym z ujęć ma wychodzić z basenu. - Trochę się, cholera, obawiam - krzywi się, klepiąc jednocześnie po nieistniejącym brzuchu. - Miałem fajne święta. Nie ćwiczyłem brzuszków. Mam nadzieję, że będą używać lekko rysujących obiektywów.

On? Taki samiec alfa ma jakieś obawy? - Ale taka postać nie istnieje. Widzisz ją z towarzyszeniem muzyki. Gdy potknę się o kloc, szybko to wycinają. Mam nadzieję, że ludzie wiedzą, iż nie jestem kimś takim. Trudno byłoby być żoną takiego gościa, mieszkać z nim czy robić wywiady. Jestem normalnym zwykłym gościem - mówi Grylls, ze śmiechem bujając się w fotelu. Po prostu zawsze dobrze sobie radziłem w podróżach i wyprawach.

Wychowywał się na Wyspie Wight. Jego ojciec sir Michael Grylls był konserwatywnym deputowanym do Izby Gmin. Przedtem służył w marynarce. W środku zimy zwykł zabierać chłopca na obozy. Czasem wypuszczał go na niespokojne morze. Grylls ma na imię Edward. Jednak przylgnął do niego przydomek "Bear" i tak już zostało. Po skończeniu prestiżowej szkoły męskiej Eton wstąpił do ochotniczej służby obrony kraju. Do 1996 r. służył w oddziałach SAS. Musiał zrezygnować, bo podczas skoku ze spadochronem złamał w trzech miejscach kręgosłup. Po wyzdrowieniu rzucił się w wir wypraw. Trzykrotnie odmawiał producentom, zanim ostatecznie podjął decyzję o kręceniu swoich słynnych programów. - Nie byłem pewien, czy chcę to robić. Nie chciałem stać się jakimś kolejnym telewizyjnym kolesiem, który głupawo uśmiecha się do wszystkich.

W końcu się zgodził. Program z gościem wychodzącym z najbardziej trudnych sytuacji szybko zjednał sobie sympatię widzów na całym świecie.

Grylls uważa - pewnie jak najbardziej słusznie - że sukces zawdzięcza temu, iż w gruncie rzeczy wszyscy chcemy czuć się jak ktoś, kto poradzi sobie w najbardziej trudnych i niepożądanych sytuacjach. Dla wielu widzów jego program stanowi prawdziwe wzmocnienie. Czują, że też to potrafią. - Dostaję tak wiele listów od różnych ludzi. Piszą mi, że świetnie rozumieją, gdy mówię: "Kiedy leje, trzeba się po prostu śmiać". Być może nigdy nie wyruszą w dżunglę, ale gdy widzą moje zmagania, czują, że mają one związek także z ich życiem. Im dłużej wykonuję tę robotę, tym jaśniej dostrzegam, że jestem bardziej słaby, niż sobie myślałem. Kruchy emocjonalnie, duchowo i fizycznie. Gdy jesteś młody, nie czujesz żadnego strachu. Wątpliwości znikają, gdy tylko zaczynasz działać. Ale wraz wiekiem uświadamiasz sobie coraz więcej własnych słabości.

Przykład? Teraz jest sławny. Sława - mówi ponuro Grylls - pociąga za sobą wyzwania. - Każdy czegoś się po tobie spodziewa. Ale nie staniesz się nagle odporny na kule. Prawda, wchodzisz wysoko, masz coraz więcej sposobności, ale wraz z nimi przychodzi też mnóstwo walki. Nieraz wystawiam na próbę swoją wiarę. Zwłaszcza ostatnio.

Grylls opowiada o batalii prawnej, jaką toczył w związku z projektem dla innego kanału telewizyjnego. Discovery Channel zrezygnował z emisji "Born Survivor." - W ubiegłym roku przeżywałem mnóstwo trudnych i przerażających chwil czy sytuacji. Teraz jest w porządku. Ale było mnóstwo napięcia i presji. Jednak jak mówią: "Nic bez bólu!", prawda?

W 2008 r. musiał zmierzyć się z mocno nagłośnioną sytuacją. Publicznie zarzucono mu, że gdy jeden z odcinków programu pokazywał go śpiącego gdzieś w dzikiej głuszy, w rzeczywistości spał smacznie w hotelu. Grylls musiał przeprosić. Dodaje, że fakt miał miejsce podczas kręcenia drugiego sezonu. Kolejnych pięć mówi same za siebie.

Ale sława ma oczywiście swoje dobre strony. - Od kilku lat przyjaźnię się z Rogerem Federerem. Poznaliśmy się na turnieju w Los Angeles. Gdy tylko przebywa w Londynie, zawsze się spotykamy. Jest dowcipnym facetem, czego może na zewnątrz nie widać - mówi Grylls.

Jednak słynny tenisista nie wygląda mi na faceta, którego szczególnie ekscytuje picie moczu węża czy choćby własnego. - Jasne, takie rzeczy go przerażają. Ale to ekstra gość.

Tłum. Zbigniew Mach
Reklama
 

Komentarze

Aby komentować ten artykuł, musisz być zalogowany.

Zaloguj lub zarejestruj się
Reklama
Reklama