Menu Region

Płacimy cenę za naszą niezależność

Płacimy cenę za naszą niezależność

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Hubert Zdankiewicz

Prześlij Drukuj
O postanowieniach na 2009 r. z Agnieszką Radwańską, najlepszą polską tenisistką, i jej ojcem Robertem rozmawia w Krakowie Hubert Zdankiewicz
Sylwester to czas noworocznych postanowień [spotkaliśmy się pod koniec grudnia]. Jakie były Wasze?
Robert Radwański: Mam jedno - w 2009 będę rozmawiał z mediami tylko o muzyce. Zacznę już dziś od wyjaśnienia, dlaczego wolę System of a Down od Judas Priest.

A poważnie?
R.R.: Ależ ja jestem poważny (śmiech). Szargam właśnie świętości, przyznając, że wyżej cenię sobie alternatywne wygibasy od legendy heavy metalu, a pan myśli, że żartuję?

No dobrze, to kiedy w końcu Agnieszka zacznie serwować z prędkością perkusisty Slayera?
R.R.: Czy wy macie jakąś obsesję na tym punkcie? Nic tylko serwis i serwis.

Fachowcy wskazują ten element gry jako słabszą stronę Pana starszej córki?
R.R.: Nie chciałbym nikogo obrazić, ale ci, którzy tak zaciekle go krytykują, słabo znają się na tenisie. Serwis Agnieszki jest całkiem dobry, nawet drugi. Nie strzela może petardami jak Venus Williams, ale przy jej warunkach fizycznych to niemożliwe. Zamiast tego serwuje kąśliwie i proszę mi wierzyć, że jest to bardzo niewygodne dla jej rywalek. To tak jak w siatkówce - można przyłożyć od góry z całej siły, ale można posłać lekką, podkręconą piłkę z dołu. Oba sposoby są dobre.
Agnieszka Radwańska: Zgadzam się z tatą. Mój serwis jest techniczny, podkręcony. W telewizji faktycznie wygląda, jakby piłka leciała wolno, ale to tylko złudzenie. Rosjanka Jelena Dementiewa serwuje podobnie i jakoś nie przeszkodziło jej to w dotarciu do finałów Roland Garros i US Open ani w zdobyciu złotego medalu olimpijskiego w Pekinie.

Jak oceniacie 2008 rok? Był chyba bardziej udany, niż zakładaliście...
R.R.: Chyba nikt się nie spodziewał, że będzie aż tak dobry. Tym większe będą jednak oczekiwania kibiców w kolejnym.

Największy sukces?
A.R.: Dla mnie na pewno zwycięstwo w Eastbourne. To największy z trzech turniejów, jakie wygrałam w 2008 roku. Wysoko cenię sobie również ćwierćfinały Australian Open i Wimbledonu, a także wyjazd na mistrzostwa WTA do Doha.
R.R.: Dla mnie najmilszym momentem było zwycięstwo Agnieszki nad Rosjanką Swietłaną Kuzniecową w czwartej rundzie Wimbledonu. Zagrała znakomicie, po porażce w drugim secie 1:6 w trzecim przegrywała już 1:4. A jednak wyszła z dołka, w dodatku na korcie centralnym. Ten w Londynie to dla każdego tenisisty na świecie miejsce legendarne, każdy marzy, by choć raz tu zagrać, a udaje się to tylko niektórym. Byłem z niej dumny.
1 3 4 »

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się