Menu Region

Stwór Frankensteina z pracowni w kuchni

Stwór Frankensteina z pracowni w kuchni

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Chris Ayres "The Times"

2Komentarze Prześlij Drukuj
Nie wiesz, co zrobić z nudnym noworocznym weekendem? Jeśli masz garaż albo piwnicę - w zasadzie wystarczy nawet trochę miejsca przy kuchennym stole - zawsze możesz zająć się nowym hobby, które zdobywa coraz większą popularność za oceanem: inżynierią genetyczną. Albo - jak się to modnie teraz nazywa - biohakingiem.
Według niepotwierdzonych źródeł tysiące Amerykanów w wolnym czasie szuka informacji w internecie, składa amatorski sprzęt laboratoryjny i majstruje na własną rękę przy niemal każdym przejawie życia na ziemi.

- Genetycy amatorzy naprawdę mogą zrobić sporo dobrego dla ludzkości, przy okazji ucząc się na bieżąco tego, co jest im potrzebne - mówi 31-letnia Meredith Patterson, programistka komputerowa w dzień, w nocy zapalony biohaker.

W laboratorium mieszczącym się w jadalni jej mieszkania w San Francisco Patterson próbuje zmodyfikować DNA bakterii jogurtu tak, by świeciły na zielono w obecności melaminy, niesławnego związku chemicznego, który zamienił chińskie mleko w proszku dla dzieci w truciznę.

Podstawy wiedzy o inżynierii genetycznej Patterson zdobyła z prasy naukowej i "guglowania" w internecie.

Do eksperymentu potrzebne jej było jedynie opakowanie jogurtu, DNA meduzy - kupiła je za mniej niż 100 dol. w sklepie internetowym specjalizującym się w dostawie materiałów biologicznych. Tam też nabyła za 25 dol. podstawowy sprzęt laboratoryjny (w tym urządzenie do analizy DNA). Wszystkie aparaty do genetycznego majsterkowania samodzielnie zestawiła. Zdaniem ekspertów tego typu przyrządy można by właściwie już sprzedawać w zestawach: byłyby czymś w rodzaju nowoczesnego małego chemika dla dorosłych.

Świadomi potencjalnego ryzyka, że któregoś razu z amatorskiego laboratorium może wydostać się genetycznie zmodyfikowany potwór Frankensteina, biohakerzy bronią się, twierdząc, że to właśnie amatorzy przyczynili się do największej amerykańskiej rewolucji technologicznej: skonstruowali komputer osobisty. W rzeczy samej, to właśnie w garażach zapaleńców powstały pierwsze maszyny Apple'a i pomysły na Google'a, które na zawsze zmieniły życie milionów ludzi, jednocześnie pompując miliardy dolarów w globalną gospodarkę.

Symbolem roku 2008 w nauce na pewno są osiągnięcia w genetyce i biotechnologiach. Dlatego ciągły i gwałtowny wzrost popularności biohakingu wydaje się całkiem nieunikniony.

Dr Joe Rosen z Dartmouth Medical Centre jest zdania, że w ciągu następnych pięciu lat ludzie będą w stanie hodować skrzydła i ogony i używać ich. Twierdzi, że po amputacji kończyny mózg wciąż pamięta o utraconej części. Jeśli teraz doprowadzimy genetycznie do odtworzenia odrzuconego tysiące lat temu narządu, to nasz mózg odtworzy połączenia neuralne, żeby nim sterować.
W Cambridge w stanie Massachusetts organizacja o nazwie DIYbio zakłada właśnie publiczne laboratorium, gdzie naukowcy amatorzy będą mogli skorzystać ze specjalistycznego sprzętu, takiego jak zamrażarka, w której można przechowywać badane czy rekombinowane bakterie w temperaturze minus 62 C.

Jeden z pomysłodawców projektu, 24-letni Mackenzie Cowell, absolwent biologii na uniwersytecie, przewiduje, że w przyszłości równie dobrze to właśnie biohakerzy, a nie poważni naukowcy, mogą dokonać przełomu w badaniach nad wynalezieniem skutecznej szczepionki czy superwydajnego paliwa. Mimo że, jak utrzymuje wielu amatorów kuchennej nauki, traktuje swoje hobby jako zwykłą rozrywkę, oddając się np. pracy nad uzyskaniem fluorescencyjnego tatuażu z wykorzystaniem genów kałamarnicy.

Zdaniem Cowella każdy typ amatorskiej działalności naukowej ostatecznie przyniesie ludzkości korzyści.

- Nauka powinna być bardziej seksowna, wyglądać bardziej jak gra komputerowa. Ludzie powinni się nią bawić - uważa Cowell.

Nie wszyscy zgadzają się z jego opinią. Jim Thomas z ETC Group, międzynarodowej organizacji zajmującej się obserwowaniem przemysłu biotechnologicznego, ostrzega, że organizmy syntetyczne mogą wymknąć się spod kontroli i spowodować wybuch nieuleczalnych chorób lub doprowadzić do katastrofy ekologicznej. - Zapaleńcy pracujący w garażach i nieformalnych laboratoriach nie przestrzegają procedur bezpieczeństwa - twierdzi Thomas. Co więcej, jego zdaniem amatorskie majstrowanie przy genetyce może zainspirować terrorystów do przeprowadzenia dramatycznego w skutkach ataku biologicznego na Amerykę.

Patterson odrzuca takie argumenty. - Terroryści nie muszą zapisywać się do publicznego laboratorium DIYbio. Im wystarczy college - uważa programistka.

Tłum. Lidia Rafa
2

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

OTOCZMY TROSKĄ CZŁOWIEKA

+7 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

kopik (gość)  •

List pasterski Episkopatu Polski na Niedzielę Świętej Rodziny


Siostry i Bracia!
Umiłowani w Chrystusie Panu!
Radość wielka, która z okazji Bożego Narodzenia staje się udziałem całego ludu, to radość z narodzenia Dziecka. Niestety, nie wszyscy dostrzegają w Nim nadzieję dla świata. Herod widzi w tym Dziecku zagrożenie i poleca mordować dzieci. Ponieważ i dzisiaj narasta agresja wobec rodziny i życia ludzkiego, pragniemy umocnić rodziny w pełnieniu ich powołania, a równocześnie prosić wszystkich, aby bardziej zdecydowanie troszczyli się o życie każdego człowieka.

Rodzino płodna w dzieci,
bądź błogosławiona!
Najpierw serdecznie, z szacunkiem i wdzięcznością pozdrawiamy wszystkie katolickie rodziny. Niech Bóg błogosławi matkom i ojcom, którzy zjednoczeni we wzajemnej i nierozerwalnej miłości wychowują swoje dzieci, traktując to jako życiowe powołanie. Jesteście piękni w Waszej Miłości. Jesteście wielcy w Waszym poświęceniu. Cenne jest Wasze świadectwo, że dojrzała Miłość i rodzicielstwo idą razem. Wasze dzieci są nie tylko Waszymi "skarbami". One naprawdę są nadzieją Kościoła i świata. One, patrząc na Was i na Waszych przyjaciół, chłoną świat Waszych wartości. Jakąż radością i nadzieją napełniają się nasze serca, gdy patrzymy, jak dzieci kochają dzieci. O stosunku do życia w następnych pokoleniach zadecydują dzieci wychowane w rodzinach otwartych na życie! Uściskajcie je od nas, gdy wrócicie do domu.
Ze szczególnym szacunkiem pozdrawiamy rodziny wielodzietne. Ostatnio lansuje się dziwne przekonanie, że rodzina z trójką dzieci to już rodzina "wielodzietna". Dzięki Bogu są też w Polsce naprawdę wielodzietne rodziny, które zgodnie ze wskazaniami Soboru Watykańskiego II potrafią zarazem roztropnie i wielkodusznie planować większą liczbę dzieci. Ta wielkoduszność zasługuje na szczególną wdzięczność Narodu, bo bez niej nie miałby przyszłości. W tym miejscu ciśnie się bardzo poważne pytanie: Czy państwo daje należyty wyraz tej wdzięczności?
Niech Bóg błogosławi matkom i ojcom, którzy wspólnie oczekują narodzin dziecka. Ten czas oczekiwania niech służy pogłębieniu Waszej jedności małżeńskiej. Niezastąpione są także chwile, które małżonkowie spędzają razem; chwile pełne rozmów i wzruszeń nad misterium życia. Zadbajcie, aby dziecko rozwijające się pod sercem matki narodziło się też w sercu ojca. Trzeba przecież, aby żona nie była samotna ani w oczekiwaniu na dziecko, ani w rodzeniu, ani w wychowywaniu dzieci.
Rodzice dojrzali do rodzicielstwa rozumieją, że naprawdę urodzić to nie tylko dać życie, ale także zapewnić dzieciom utrzymanie oraz wprowadzić je w świat wiary i kultury. W tym kontekście patrzymy z niepokojem na plagę rozwodów. Z całym naciskiem trzeba bowiem powiedzieć, że ojciec, który przekazuje dziecku życie, a następnie opuszcza rodzinę, nie jest godzien nazywać się ojcem. Podobnie matka, która odchodzi z dzieckiem do innego. Żadne spotkania ani prezenty nie zastąpią zwyczajnej, codziennej obecności w rodzinie. Do pełnego rozwoju dziecko potrzebuje bowiem obojga rodziców i musi widzieć ich wzajemną miłość. Inaczej nie nauczy się być w przyszłości mężem czy żoną i będzie musiało stawić czoła niezawinionym spaczeniom swojej osobowości.

Tylko Bóg jest Panem życia
Jest w Polsce bardzo wiele małżeństw, które z niewypowiedzianą tęsknotą oczekują od lat na dziecko i proszą o nie Boga jak o największy dar. Pamiętamy o Was w modlitwie. Zachowajcie pogodę ducha. Darzcie siebie jeszcze tkliwszą miłością. Chrońcie Wasze serca przed rozgoryczeniem i pretensjami do Boga. Nie traćcie nadziei. Wiele rodzin, które jeszcze niedawno były w Waszej sytuacji, dzisiaj już cieszy się dziećmi.
Trzeba powiedzieć, że również Wasze oczekiwanie ma sens. Ono jest nie tylko ogromnie potrzebnym, ale też niepodważalnym świadectwem. Ze słowami można bowiem się spierać. Któż jednak odważy się zakwestionować Wasze życie szarpane tęsknotą za dzieckiem i jej niemalże podporządkowane. Chociażby czytając Wasze wypowiedzi na forach internetowych, można się przekonać, że Bóg tak głęboko zapisał w sercu człowieka powołanie do macierzyństwa i do ojcostwa, że bez dzieci małżeństwo nie potrafi być w pełni szczęśliwe.
Wyczekujący narodzin dziecka często doświadczają dramatu poronienia samoistnego. Każdego roku dotyka on w Polsce około 40 tysięcy rodzin. Zważywszy, że powodowany nim ból dotyka również rodziców i teściów, każdego roku cierpi w Polsce z tego powodu około 250 tysięcy osób. Usilnie prosimy w ich imieniu lekarzy i administrację szpitali, aby zechcieli uszanować ich ludzkie i rodzicielskie uczucia. Tym bardziej że poronienie samoistne często dotyka młode małżeństwa, które leczyły się, modliły i z niepokojem oczekiwały szczęśliwej chwili porodu. W takich wypadkach stajemy więc nie wobec "jednostki chorobowej", ale wobec rodziców, dziadków, a często też wobec młodszego rodzeństwa, którzy boleśnie przeżywają śmierć oczekiwanego i już kochanego przez nich dziecka, które ma prawo do szacunku i godnego traktowania. Natomiast ich niezbywalnym prawem jest pożegnać, opłakiwać i pochować to dziecko. To są światowe standardy. Rodzina ma prawo do pomocy duszpasterzy w zorganizowaniu godnego pochówku, a także życzliwego przyjęcia jej prośby o wydanie ciała dziecka przez odpowiednie władze szpitalne. Apelujemy o ludzką wyobraźnię.
Niestety, nikt nie może zagwarantować, że każde z oczekujących małżeństw będzie miało szczęście rodzić dzieci. Rozumiemy targające Wami myśli i emocje. W imię odpowiedzialności za prawdę musimy jednak powiedzieć, że w żadnym wypadku nie jest moralnie dozwolone uciekać się do zapłodnienia in vitro. Bóg i tylko Bóg jest Panem życia. Dzieci są Jego darem, a nie jednym z dóbr konsumpcyjnych. Nie istnieje "prawo do dziecka". Nie jest to opinia - jak czasami usiłuje się sugerować - Episkopatu Polski, ale zwyczajne nauczanie Kościoła katolickiego, dawno już wyłożone w oficjalnych dokumentach.

Adopcja i rodzinne domy dziecka
Nieprzeniknione są [Boże] drogi, ale zawsze pełne miłości. W wielu wypadkach bezdzietność pozostaje tajemnicą, którą być może zrozumiemy dopiero po drugiej stronie życia. Zawsze jednak warto rozeznać, czy Bóg nie powołuje nas w ten sposób do szczególnej odpowiedzialności za dzieci już urodzone, które z różnych powodów nie mogą wychowywać się w swoich rodzinach naturalnych. Szczytnej odpowiedzialności poprzez adopcję, rodzicielstwo zastępcze czy też prowadzenie z całym oddaniem rodzinnego domu dziecka. Nie bójcie się adoptować dzieci. Nie bójcie się rodzicielstwa zastępczego. A może czujecie powołanie, by założyć rodzinny dom dziecka? To musi być powołanie, a nie tylko praca zawodowa. Trudności będą jak w każdej rodzinie, ale satysfakcja i radość może nawet większa. Sieroctwo społeczne to bardzo wyniszczająca sytuacja. Pozwólcie dzieciom poznać ciepło rodzinnego domu. Wprawdzie ktoś inny urodził ich ciało, ale Wy możecie "rodzić ich serce" i walczyć o kształt ich człowieczeństwa. Tutaj w szczególny sposób brzmią Chrystusowe słowa: "A kto by jedno takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje". Całym sercem błogosławimy Wam, Rodzice, którzy w taki sposób służycie dzieciom. Rozumiemy Wasze oczekiwanie na dostosowanie prawa polskiego tak, aby matka adoptująca niemowlę mogła od razu otrzymać urlop macierzyński. Niepokoją nas sygnały o zbyt zbiurokratyzowanym podejściu pracowników socjalnych. Niepokoi nas opieszałość sądów przy wydawaniu zgody na
adopcję. Życzymy Wam wiele ludzkiej życzliwości i zrozumienia ze strony wszystkich, że tutaj chodzi nie o "problem", ale o żywe dzieci, dla których ludzkiego rozwoju miłość i ciepło rodzinnego domu mają zasadnicze znaczenie.

"Przyszłość ludzkości idzie przez rodzinę"
Siostry i Bracia! Nasze pełne ciepła, szacunku i wdzięczności słowa biorą się stąd, że zarówno jakość życia poszczególnych osób, jak i przyszłość świata zależą od rodziny. Od najdawniejszych czasów było to oczywiste dla wszystkich ludów na wszystkich kontynentach. Historia kultury ludzkiej dostarcza na to niezliczonych świadectw.
Dzisiaj - niech Bóg nam będzie miłosierny - ataki na małżeństwo i rodzinę stają się z każdym dniem coraz silniejsze i coraz bardziej radykalne zarówno na płaszczyźnie ideologicznej, jak i w sferze prawodawstwa. Stolica Apostolska - zawsze wyważona w słowach - ubolewa, że "nigdy do tego stopnia, co dzisiaj, naturalna instytucja małżeństwa i rodziny nie była ofiarą tak gwałtownych ataków".
Oto zaprzecza się najbardziej oczywistym faktom. Wypacza się i ośmiesza najbardziej ewidentne rzeczywistości. W czasie poważnych kongresów światowych usiłuje się przedefiniować podstawowe pojęcia związane z płcią, małżeństwem i życiem. W ramach tzw. genderowej rewolucji głosi się, że bycie pod względem płci kobietą bądź mężczyzną to jedynie wynik ograniczeń kulturowych, z których "nowoczesne" społeczeństwo musi się wyzwolić. Próbuje się nazywać małżeństwem związki dwóch osób tej samej płci. Nagłaśnia się i idealizuje mniejszości seksualne. Takie pary domagają się tych samych praw, jakie są zarezerwowane dla męża i żony. Nawet "prawa" adoptowania dzieci. Mówi się o tym w kategoriach "praw człowieka" i "wolności". To wszystko niszczy człowieka i urąga jego godności. Gdy na początku XX wieku zgubna ideologia komunistyczna zaczynała docierać do Polski, wielu przestrzegało przed niebezpieczeństwem błędnego myślenia o człowieku. Zlekceważono ich albo poddano zaciekłym prześladowaniom. I oglądaliśmy na własne oczy, jak tenże błąd antropologiczny doprowadził do upadku całego systemu. Dzisiaj nurty postoświeceniowe popełniają ten sam błąd w myśleniu o człowieku. Stolica Apostolska ostrzega, że może to doprowadzić do cywilizacji postludzkiej. Czy chcemy wyciągnąć z tego wnioski?

Na ratunek człowiekowi
Wzywamy zatem wszystkich ludzi dobrej woli. Musimy ratować człowieka. Liczymy na pomoc dziennikarzy. Jest pośród Was wielu prawdziwych humanistów. Nie raz pokazaliście ile dobra potraficie wzniecić w świecie i z jakim profesjonalizmem służyć wielkim sprawom.
Odważcie się zatem z prawdziwą wolnością szukać prawdy i służyć prawdzie o człowieku. Po co negować, że człowiek jest powołany i zdolny do miłości, do ofiary i do budowania prawdziwej i trwałej jedności małżeńskiej między kobietą i mężczyzną? Oczywiście, że to wymagająca droga, ale właśnie ona prowadzi do szczęścia, którego sami pragniecie. Czyż wędrowcy, którym chwilowo zabrakło sił, aby się wspinać na szczyty, muszą dla polepszenia swego samopoczucia gwałtownie zaprzeczać ich istnieniu? Po co jako ideał ludzkiej wolności przedstawiać karykaturę człowieka, schlebiając najniższym instynktom ludzkim? Równocześnie zaś po co stwarzać wrażenie, że wszelkie słabości i nieprawości, przez które miłość ludzka bardzo często doznaje sprofanowania, a które Pismo Święte ukazuje od tysiącleci jako zupełnie sprzeczne z powołaniem człowieka do świętości, stanowi poszukiwaną przez wielu wartość? Przecież to nieprawda.
Jest też inne pytanie: czy to normalne, że razem z wolnością wypowiedzi wszedł - przede wszystkim na antenę radia i telewizji - wulgarny język ulicy? Czas skończyć z przemocą, brutalnością, mrocznością, obscenicznością, cynizmem. W imię odpowiedzialności za człowieka opowiedzcie się bardziej zdecydowanie po stronie dobra i piękna.

Rodzina drogą Kościoła
Wzywamy zatem wszystkich ludzi dobrej woli do pomagania rodzinie. Liczymy na pomoc dziennikarzy. "O szczególny wysiłek w tym względzie czuję się zobowiązany prosić synów i córki Kościoła" - pisał Jan Paweł II. Ci, którzy przez wiarę poznają w pełni wspaniały zamysł Boży, mają jeszcze jeden powód, ażeby wziąć sobie do serca rzeczywistość rodziny w naszych czasach, tych czasach próby i łaski. Winni oni kochać rodzinę w sposób szczególny. Polecenie to jest konkretne i wymagające. Kochać rodzinę to znaczy umieć cenić jej wartości i możliwości i zawsze je popierać. Kochać rodzinę to znaczy poznać niebezpieczeństwa i zło, które jej zagraża, aby móc je pokonać. Kochać rodzinę to znaczy przyczyniać się do tworzenia środowiska sprzyjającego jej rozwojowi. Zaś szczególną formą miłości wobec dzisiejszej rodziny chrześcijańskiej, kuszonej często zniechęceniem, dręczonej rosnącymi trudnościami, jest przywrócenie jej zaufania do siebie samej, do własnego bogactwa natury i łaski, do posłannictwa powierzonego jej przez Boga. "Trzeba, aby rodziny naszych czasów powstały! Trzeba, aby szły za Chrystusem!". Do zadań chrześcijan należy także głoszenie z radością i przekonaniem "dobrej nowiny" o rodzinie - rodzinie, która odczuwa wielką potrzebę słuchania wciąż od nowa i rozumienia coraz głębiej słów autentycznych, objawiających jej własną tożsamość, jej wewnętrzne bogactwa, wagę jej posłannictwa w państwie ludzkim i w Państwie Bożym".
Na koniec prosimy Was bardzo serdecznie: odmawiajcie wspólnie Różaniec w Waszych rodzinach. Przez modlitwę różańcową złączymy się najściślej z atmosferą Domu w Nazarecie, gdzie Jezus "rósł i nabierał mocy, napełniając się mądrością, a łaska Boża spoczywała na Nim".

Przyjmijcie nasze Pasterskie błogosławieństwo. Udzielamy go z Jasnej Góry zwycięstwa, gdzie od wieków zwykli pielgrzymować zakochani, małżonkowie, rodzice i dzieci, szukając światła i mocy. Podążajcie ich śladem.

Podpisali Kardynałowie,
Arcybiskupi i Biskupi obecni na 346. zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Polski

Jasna Góra, 27 listopada 2008 Roku Pańskiego

odpowiedzi (0)

skomentuj

Popieram :-)

+5 / -5

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

a (gość)  •

Ktoś powinien otworzyć te bazy naukowe na świat. Nie, że jest płatny dostęp i tak samo niestety jest teraz z wiedzą medyczną. A co do małego laboratorium to już nie mogę się doczekać aż powstanie jakiś rozsądny domowy zestaw.... :] Zresztą odczuwam jakiś brak zaocznych kierunków w tym zakresie.
Rozumiem, że w ten sposób nie można by zdobywać uprawnień ale jak ktoś chce się czegoś dowiedzieć do czemu NIE?

odpowiedzi (0)

skomentuj