Polska » Magazyn » Godne życie w zapiętej kamizelce

Godne życie w zapiętej kamizelce

Data dodania: 2008-12-24 10:51:17 ▪ Ostatnia aktualizacja: 2008-12-29 09:18:53

PrześlijDrukuj
Mniejsza czcionka Większa czcionka
Godne życie w zapiętej kamizelce

Jerzy Stuhr (© M. Makówka/POLSKA)

O poczuciu siły, którą daje rodzina, o polskich i włoskich wigiliach i o tym, dlaczego lepiej trzy razy dziennie jeść rzodkiewkę, niż żyć na kredyt Jerzy Stuhr, który nade wszystko ceni intelektualną wolność połączoną z życiową rozwagą, opowiada Małgorzacie Matuszewskiej

Jak Pan spędza święta Bożego Narodzenia?
W ciszy, to jest najważniejsze. Staram się je spędzać w naszym wiejskim domu.

Rodzinnie?
Jak się da. To trudne, bo nasz syn założył swoją rodzinę, ma gdzie indziej obowiązki. Nie, że tylko przyjedzie do mamusi i tatusia. Musi dbać o swoje gniazdo i sam odmówić modlitwę przed posiłkiem. Nawet kiedyś mnie wzruszył, bo zadzwonił do mnie i spytał: "Tata, jak to się mówi przy stole, co ty zawsze mówisz, bo końcówki nie pamiętam?" (śmiech). Maciek ma poczucie, że to trzeba zrobić.

Często bywa pan we Włoszech. Przeniósł Pan jakieś włoskie tradycje na swój grunt?
Tam nie ma takiej tradycji, a właściwie jest odwrotna.
∨ Czytaj dalej
Raz jeden, w latach 80., nie byłem w święta w domu, bo pracowałem we Włoszech. Pamiętam, żona z Maćkiem do mnie przyjechali, córka Marianna została z babcią. W Wigilię grałem, ku zdumieniu wszystkich: co za zwyczaj, przecież to katolicki kraj?! U nas w Wigilię grało się w latach 50. Do teatru ściągano wojsko i dla wojska grali. Ale to była propaganda. A we Włoszech ludzie myślą: jest Wigilia, mamy wreszcie wolne, to po co siedzieć w domu? Zjedzą kolację, przeważnie w restauracji i idą gdzieś się pobawić, na przykład do teatru. Całą rodziną. Ale pamiętam, że było mi smutno. Rozmyślałem, że rodzice zostali sami i potem już zawsze, gdziekolwiek byłem, choćby na końcu świata, tak planowałem, żeby na Wigilię wrócić.

Ważne jest dla Pana dzielenie się opłatkiem?
Chyba tak. No bo, co by nie było, to jest szczere. Nawet z własnymi dziećmi często prowadzi się jakieś negocjacje, nie mówi się wszystkiego. Że chłopak córki się nie podoba, że wolałoby się kogoś innego. Tego się nie mówi, tylko tak robi, żeby sama do tego doszła. A w życzeniach wigilijnych jest szczerość. Wierzę w to i chciałbym, żeby się spełniło to, czego komuś życzę.

We wstępie do swojej książki "Stuhrowie. Historie rodzinne" napisał Pan, że powstała, by pokazać ciągłość rodziny.
I to, co z tej ciągłości wynika! Jakie to może dawać poczucie siły, pewności płynącej z przekonania, że za plecami mam coś, co mnie ukształtowało.

Ale chyba też słabości, czasem rodzina jest ciężarem.
W książce opisuję nie tylko wesołe rzeczy. Tak jak życie składa się z różnych komponentów, tak historia mojej rodziny naznaczona jest także wydarzeniami wręcz tragicznymi, które stawiają nas w obliczu wyzwań najcięższych, czyli chorób, śmierci. Nie bałem się tego.

Do tej pory pilnie strzegł Pan prywatności, ale w książce opisuje najbardziej traumatyczne przeżycia związane z chorobą córki i ze śmiercią rodziców. Po co Pan odkrywa swoje życie?

Moja żona pracuje w stowarzyszeniu UNICORN opiekującym się chorymi na raka. Uczy ich tę chorobę okiełznać, a przede wszystkim psychicznie się z nią oswoić. Żeby to zrobić, powinni umieć mówić o swojej chorobie. A to jest rzecz wstydliwa, zwłaszcza w Polsce. Ja też mu-siałem się tego nauczyć. Kiedy dotknęła mnie ciężka choroba, na początku starałem się ją zataić. Długo się uczyłem, że mówienie o chorobie uwalnia, pozwala mi ją zwalczyć i wrócić do społeczeństwa. W stowarzyszeniu, w którym pracuje żona, o chorobie mówi się otwarcie i tym sposobem ją rozbraja. Pomyślałem, że to jest o wiele wyższy stopień walki z chorobą.

Otwartość pomaga Panu, ale chyba też osobie, z którą Pan rozmawia, albo czytelnikowi.
Tak. Nigdy nie wiadomo, czy właśnie w tej chwili, mówiąc o swoich zmaganiach, nie pomagam komuś, kto znalazł się w podobnie trudnej sytuacji. Jestem absolutnie przekonany, że otwartość pomaga. Tak o tym myślę dzisiaj: że się tego rzeczywiście nauczyłem.

Wiem, że za granicą wielu Polaków radzi się Pana czy lepiej zostać, czy wrócić do kraju. Wymieniając plusy i minusy emigracji, pyta ich Pan, czy zdołają się porozumieć z Irlandką czy Włoszką. Ale jest chyba prosta platforma: jesteśmy ludźmi, więc możemy się dogadać.
Głęboko wierzę w porozumienie między ludźmi. Tylko jest jeszcze coś takiego, jak tęsknota, której doświadczyłem za granicą. Tęsknota za czasem dziecięcym, za doświadczeniami, które są moje, bardzo indywidualne. Czy starczy nam sił, by porozumieć się z kimś, kto jest wychowany w trochę innej kulturze? Jestem głęboko przekonany, że np. rozwód dla Amerykanina znaczy co innego niż rozwód dla mnie, wychowanego w tym kręgu kulturowym. I tylko o tym mówię młodym emigrantom.

Drażni Pana w Polsce "głupota, pazerny arywizm (chęć zrobienia kariery za wszelką cenę - przyp. red.), kołtuństwo, prowincjonalizm, oddanie się w ręce Kościoła rzymskokatolickiego takie wiernopoddańcze, bezkrytyczne, bałwochwalcze". A przecież żyje Pan w Krakowie, przez resztę Polski kojarzonym z mądrym spojrzeniem na Kościół księdza Tischnera i "Tygodnika Powszechnego"...

A widzi pani, ile ja w tym Krakowie jestem? Po kraju jeżdżę bez przerwy. U mnie na wsi, 70 km od Krakowa, już się pani spotka z zupełnie innym myśleniem. Tam też są Polacy, prawda?

1 2 3 »

Dodajesz jako: Gość

ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

Zaloguj przez Facebook

PRZECIWNIK KREDYTÓW ???

zgłoś 0 / 0

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

bzzz (gość), 24.12.08, 12:21:20

SKORO PAN STUHR JEST PRZECIWNIKIEM ŻYCIA NA KREDYT TO DLACZEGO REKLAMOWAŁ KREDYT Z REIFEISEN BANK WRAZ Z SYNEM MACIEJEM???? TAKA TAKA MALA SKAZA NA SYMPATYCZNYM I SPÓJNYM WIZERUNKU PANA JERZEGO

odpowiedzi (0)

skomentuj

Rozrywka

Polska

  • Czytaj nas na iPhone oraz iPad
  • Czytaj nas na Androidzie
  • Czytaj nas na pozostałych telefonach
  • Rozrywka NMEkstraklasa LiveZobacz inne aplikacje

Aktualne wydanie:

"Polska", piątek 18.05.2012

Kup e-wydanie

Prenumerata:

Informacje: 22 201 41 01
Zamówienia z Warszawy bezpośrednio u dystrybutorów:
Ruch SA: 22 581-98-06/24
Kolporter SA: 22 355- 04- 71/73/74/77
GLM: 22 649-41-61 lub 22 649-40-80
e-wydania: www.prasa24.pl; www.e-gazety.pl, www.e-kiosk.pl

Zamów prenumeratę

Reklama:

Polskapresse Sp. z o.o. Oddział Biuro Reklamy w Warszawie

Wiktor Pilarczyk tel. 022 201 41 00

ul. Domaniewska 41
02-672 Warszawa
tel. 22 201-41-00
fax 22 201-41-99
e-mail: reklama.warszawa@polskapresse.pl

Zamów reklamę

Kontakt z redakcją:

ul. Domaniewska 41 (budynek Saturn, II piętro)
02-672 Warszawa
tel. 022 201 42 00, 022 201 42 01
faks 022 201 42 01
redakcja@polskatimes.pl

Napisz do nas

Zapisz się do Newslettera

Reklama

Reklama

Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.