Kazimierz Kik: Na klęsce referendum wygrało PiS, bo ma z...

    Kazimierz Kik: Na klęsce referendum wygrało PiS, bo ma z głowy Pawła Kukiza

    Dorota Kowalska

    Polska

    Polska

    Kazimierz Kik

    Kazimierz Kik ©Fot. Andrzej Wiktor

    O skutkach niskiej frekwencji niedzielnego referendum mówi prof. Kazimierz Kik, politolog w rozmowie z Dorotą Kowalską.
    Kazimierz Kik

    Kazimierz Kik ©Fot. Andrzej Wiktor

    Zdziwiła Pana frekwencja podczas niedzielnego referendum?
    Może użyję innego słowa – zaskoczyła. Bardzo nieprzyjemnie, bardzo negatywnie. W najgorszych snach nie przewidywałem, że wyborcy mogą tak mocno ulegać partiom politycznym, a mniej własnemu rozsądkowi i własnemu myśleniu.

    Frekwencja świadczy raczej o tym, że nie ulegli partiom politycznym.
    Ulegli, ponieważ nie było żadnej kampanii wyborczej, to po pierwsze.
    Po drugie, część partii politycznych była przeciwko JOW-om i demonstrowała to. Część partii była przeciwko JOW-om, ale próbowała tworzyć własne konstrukcje referendum, żeby nie opowiedzieć się zdecydowanie przeciwko. Niektórzy politycy próbowali skierować uwagę opinii publicznej w inne miejsce. Nawet Kukiz, który był kiedyś głównym beneficjentem opinii publicznej praktycznie opowiedział się przeciwko JOW-om, ponieważ zerwał z JOW-ami.

    A mnie się wydaje, że wyborcy wiedząc, że referendum jest elementem gry wyborczej, kampanii wyborczej pokazali politykom żółtą kartkę.
    Można byłoby tak myśleć i może tak być, ale oznaczałoby to, że wyborcy nie potrafią myśleć własnymi kategoriami. Myślą kategoriami partii politycznych. Dlaczego? Dlatego, że niezależnie od tego, kto to referendum ogłosił, chodziło tu o sprawę dla polskiego wyborcy, dla demokracji, najważniejszą jeśli chodzi o dyskusję nad instrumentami zmiany mechanizmów doboru polskiej klasy politycznej. Prawie całe społeczeństwo, wskazują na to sondaże, bardzo negatywnie, najniżej ocenia z wszystkich możliwych zawodów właśnie klasę polityczną. Nie ufa demokracji. Demokracja jest niewiarygodna. Nie ufa instytucjom demokratycznym państwa polskiego, nie uczestniczy w wyborach, a raczej uczestniczy w nich w 40 procentach. Społeczeństwo dystansuje się od takiej demokracji, jaką mamy, w dużym, nawet w większościowym stopniu. A w momencie, kiedy jest możliwość uczestniczenia w takim zasadniczym sporze na temat tego, jak ma wyglądać demokracja, społeczeństwo ulega partiom politycznym, zachowaniom partii politycznych. Nie postępuje według własnego rozeznania, własnego interesu, tylko daje się motywować partiami. Krótko mówiąc, w Polsce nie istnie opinia publiczna: samodzielna, autonomiczna, niezależna. Jest tylko opinia partyjna, albo antypartyjna.

    Ta historia z referendum komuś zaszkodzi, chociażby Platformie?
    Zaszkodzi Platformie w tym sensie, że jedynie Platforma nie dysonowała się od głosowania w sprawie JOW-ów. Zaszkodzi Platformie także dlatego, że to referendum ogłosił prezydent Platformy. Zaszkodzi Kukizowi, Kukiza już nie ma. Nie ma problemu, który podniósł. Okazuje się, że Polaków ten problem nie interesuje. Moim zdaniem, oznacza to praktycznie wyeliminowanie Kukiza z wyborów parlamentarnych, bo jego program był monotematyczny – JOW-y. Kukiz najwięcej stracił. Platformie to referendum nie posłuży. Natomiast na tej historii z referendum zyskuje Prawo i Sprawiedliwość przede wszystkim.

    Dlaczego?
    Ma z głowy Kukiza. Duża część wyborców, którzy na niego głosowali, teraz wrócą do PiS.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Z ust mi to Wasze wyjąłeś.

    Karolina (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 1

    Niewielu dyplomowanych mężów stać na tak obiektywną diagnozę. Służalczość,niekompetencja z pychą łączona,strach o z trudem zdobyte katedry,instytuty,apanaże sprawiają,że zwykły człowiek czuje się...rozwiń całość

    Niewielu dyplomowanych mężów stać na tak obiektywną diagnozę. Służalczość,niekompetencja z pychą łączona,strach o z trudem zdobyte katedry,instytuty,apanaże sprawiają,że zwykły człowiek czuje się bardziej obco we własnym kraju niż w PRL. O ile partie pazurami broniły i bronią zdobyczy postsocjalizmu z przedłużoną siłą przewodnią swego syndykatu o tyle szare masy ani na chwilę od 1945r nie odrzuciły umiejętnie trzymanej obroży i kagańca dając się zań wodzić zaprawionym w tresowaniu strukturom.Nawet w 1980r. To już nie naród,to szara masa prowadzonych na rzeź baranów nie czujących własnego końca. Pozdrowienia spod załzawionej chusteczki.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo