Menu Region

Wałęsa jest ikoną, ale nie mężem stanu

Wałęsa jest ikoną, ale nie mężem stanu

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Prof. Janusz Czapiński, psycholog, wykładowca

1Komentarz Prześlij Drukuj
Lech Wałęsa zachowuje się jak rzeźbiarz, którego najwspanialsze dzieło niszczy teraz kamieniami motłoch
Z prof. Januszem Czapińskim rozmawia Marek Pielach

Jak się teraz zachowuje Lech Wałęsa w oczach psychologa?
Jak wojownik, który dostał porządny cios i ten cios wywołał w nim niesamowitą wściekłość i wolę walki. To człowiek z bardzo rozbudowanym ego, który nie toleruje najmniejszej krytyki. I ma chyba silne poczucie, że społeczeństwo jest wobec niego niewdzięczne. Że nie docenia jego zasług.

Dlatego krzyczał pod adresem historyków IPN, że "to ludzie nawiedzeni", że "są nadzy i będą mieli sprawę, którą przegrają"?
Do wzburzenia miał prawo. Mnóstwo ludzi go w tej chwili atakuje. Ale błędem jest grożenie sądem. Gdyby nie groził autorom książki ciąganiem po sądach, zdobyłby niewątpliwie dodatkowe punkty do swojego historycznego wizerunku, bo mimo wszystko Wałęsa jest legendą i postacią historyczną.

To dlaczego tak infantylnie tłumaczy wzięcie do przejrzenia swojej teczki? I dlaczego kilka razy zmieniał w tej sprawie zdanie?
Właśnie dlatego, że jest legendą. Że osiągnął niebotyczne z punktu widzenia własnego pochodzenia szczyty kariery politycznej. Że zdobył uznanie w kraju i za granicą. Że dostał Pokojową Nagrodę Nobla. Ktoś taki musiał w jakimś momencie poczuć się panem wszechświata. I Wałęsa się poczuł.

Dlatego teraz dowolnie zmienia wersję wydarzeń?
Te zmiany w jego wersji dotyczącej przeglądania teczki są próbą znalezienia najlepszego, najbardziej akceptowanego społecznie usprawiedliwienia dla tego, co zrobił. Skoro te wersje są tak liczne, można podejrzewać, że trudno mu jakąś dobrą wersję wybrać. Tak naprawdę on jeden wie, co zrobił. I gdy dotyka się wrażliwych spraw, w których popełniał błędy, to reaguje gwałtownie, bo to jego forma obrony.

Czyli podstawy psychologii - staramy się za wszelką cenę utrzymać pozytywny obraz własnej osoby?
Tak. Szczególnie że wszystko, co dobrego może Wałęsa o sobie powiedzieć, dotyczy jego kariery politycznej. Ma co prawda sporo dzieci i te dzieci wyszły na ludzi, ale Lech Wałęsa to jest przede wszystkim homo politicus - człowiek polityczny. Nic dla niego nie jest ważniejsze niż wizerunek męża stanu. W związku z tym zachowuje się teraz niesamowicie nerwowo. I to zachowanie świadczy o tym, że tak naprawdę mężem stanu nie jest. Jest ikoną niepodległej Polski, jest niewątpliwie bohaterem, ale mężem stanu nie jest.

A jak się powinien zachowywać mąż stanu?
Mąż stanu niezależnie od tego, ile miałby grzechów na sumieniu, wyniośle by milczał i z pogardą patrzył na tych, którzy go atakują.

Czy jest możliwe, że Wałęsa wyparł ze świadomości ewentualny fakt współpracy z SB?
Cóż, nawet jeżeli współpracował, to nie pamięta tego tak, jak w tej chwili to jest interpretowane - że był "Bolkiem" i donosił na kolegów za pieniądze. Każdy człowiek, który dał się namówić na współpracę z bezpieką, musiał znaleźć bardzo dobre moralne usprawiedliwienie tego faktu. I to mogło różnie wyglądać. On tego wcale nie musi postrzegać jako współpracy, ale jako grę z aparatem bezpieczeństwa. Dlatego wścieka się, jeśli teraz otwartym tekstem nazywa się go agentem. Bo w jego głębokim przekonaniu żadnym agentem nie był.

On wygrał z systemem i nikt tego nie docenia?
Tak. W jego mniemaniu to była tylko niewinna gra z systemem, który on przechytrzył i nikogo przy tym nie skrzywdził. A jeśli nawet skrzywdził, to jego późniejsze zasługi usprawiedliwiły wszystko.

Pamięta Pan reakcję Lecha Wałęsy z 1992 r., kiedy Kazimierz Świtoń wszedł na mównicę sejmową i oskarżył go o to, że jest agentem Służby Bezpieczeństwa? Wałęsa siedział wtedy w loży prezydenckiej i śmiał się bardzo nerwowo.
Pamiętam. Wtedy jego śmiech wynikał z lęku. Ogarnął go paniczny strach, że za chwilę jego imię zostanie całkowicie zszargane, a liczył wówczas na dalszy rozwój kariery politycznej w kraju. Dziś już na nic takiego nie liczy. Nie boi się. On już sobie wszystko poukładał i wie, że historia go doceni. Dlatego reaguje jak wojownik, dlatego jest teraz w takim podnieceniu.

Gdyby faktycznie był "Bolkiem", musi się jednak czuć obnażony?
Nie sądzę, żeby on czuł się obnażony. Gdyby tak się czuł, to nie reagowałby tak agresywnie. Nie byłby taki wściekły przed kamerami, tylko by się gdzieś zaszył w mysiej dziurze.

Gdyby jednak nie był "Bolkiem", to jak może się teraz skutecznie bronić przed tymi zarzutami?
Najskuteczniejszą obroną byłoby wyniosłe milczenie. Ma przecież własną teorię, że niezależnie od tego jak było, jest bohaterem historii. To jest teoria, w imię której walka o niepodległość Polski była warta każdej ceny.

Dlaczego jednak Lech Wałęsa nie przyznał się do błędu? Czemu w 1989 r. nie powiedział po prostu: "teraz wygraliśmy, ale muszę się do czegoś przyznać - w latach 70. prowadziłem grę z SB"?
Moim zdaniem między wierszami on to nieraz powiedział. Do kontaktów z bezpieką przyznał się choćby w swojej książce. Nie przyznał się tylko do współpracy. Nie przyznał się, że za pieniądze donosił na kolegów. To mu nie przeszło przez gardło i nigdy nie przejdzie.

Bo jest skrzywdzonym wojownikiem?
Tak. W jego nerwowych tłumaczeniach widać teraz takie myślenie: "Czemu mnie nie doceniliście, dlaczego jesteście tacy niewdzięczni? Przecież wszystko mi zawdzięczacie". On nawet kiedyś coś takiego powiedział, że wszystko mu zawdzięczamy. Uważa najwidoczniej, że tak naprawdę demokratyczne zwycięstwo w 1989 r. to jego indywidualny sukces.

Zdaniem Wałęsy on sam pokonał komunizm?
On tak myśli. Oczywiście zwycięstwo przyszłoby także bez niego, ale to Lech Wałęsa został oznaczony jako symbol tego sukcesu i tak już pozostanie. Dlatego teraz zachowuje się jak wojownik albo jak rzeźbiarz, którego najwspanialsze dzieło niszczy motłoch, rzucając w nie kamieniami. Inna sprawa, że gdyby nie miał takiego ego, toby nie został przywódcą strajku w stoczni.

Można więc przypuszczać, że nadal będzie atakował?
Zapewne. Lech Wałęsa nie zatrudni teraz ludzi od PR kryzysowego. Nie będzie słuchał żadnych rad. On zawsze był taką Zosią Samosią, która działa, tak jak czuje. Słowem: wojownik nadal będzie walczył.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

Czapinski na prezydenta!

+16 / -16

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

Rych (gość)  •

Az trudno uwierzyc, ze czlowiek ktory potrafi czytac w myslach wciaz jest tylko wykladowca. W sumie to nie wiem czy mi pana z** panie Czapinski, czy tylko mnie pan smieszy. Moze pan mi to powie? Nie powinno to byc zbyt trudne.

odpowiedzi (0)

skomentuj