Eliminacje Euro 2016: Holandia pikuje, a Islandia zmienia...

    Eliminacje Euro 2016: Holandia pikuje, a Islandia zmienia prezydenta

    Tomasz Biliński (AIP)

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Edycje Euro, gdy nie grała w nich reprezentacja Holandii na żywo mogły śledzić osoby, które pamiętają premierę filmu „Akademia Pana Kleksa” i przedłużenie prezydentury Ronalda Reagana. Od 1976 r. zdarzyło się to raz, w 1984 r. właśnie. Akurat, gdy Rinus Michels postanowił odszedł do FC Koeln. Ale wrócił i cztery lata później Holendrzy wygrali turniej w RFN.

    Dziś fani chcieliby, żeby selekcjonerem ponownie został Louis van Gaal.
    Wprawdzie na Euro prowadzona przez niego drużyna narodowa szału nie zrobiła, ale podczas mistrzostw świata już tak. Rok temu w Brazylii zajęła trzecie miejsce. Zmiany pokoleniowej nie było. Tyle że van Gaal poszedł pracować do Manchesteru United i zastąpił go Guus Hiddink.

    Eliminacje miały być lekkie, łatwe i przyjemne. Szczególnie, że UEFA zmieniła zasady rozgrywek. W turnieju głównym wezmą udział 24 drużyny, a nie 16 jak do tej pory. Z każdej grupy w kwalifikacjach awansują po dwie reprezentacje. Te z trzecich miejsc rywalizować będą w barażach (poza tą z najlepszym dorobkiem, ona też awansuje bezpośrednio).

    Tym bardziej zaskakuje fakt, że przy tak łatwej drodze może zabraknąć kraju, który po cztery razy zdobywał medale mistrzostw świata i Europy. Ale zespół Hiddinka spisywał się kiepsko, choć na początku września wciąż miał szanse na wygranie rywalizacji. 68-letni selekcjoner zrezygnował jednak ze stanowiska. Tymczasowym następcą został Danny Blind i już wiadomo, że był to strzał w stopę. W czwartek przegrał z prowadzącą w grupie A Islandią (0:1), w niedzielę z Turcją (0:3).

    Efekty są opłakane. W ośmiu meczach Holandia trzy razy wygrała, raz zremisowała i poniosła cztery porażki. Z dziesięcioma punktami i na dwie kolejki przed końcem eliminacji o bezpośrednim awansie na francuski turniej mogą zapomnieć. Ten wywalczyły już Islandia i Czechy (po 19 pkt.)

    „Pikujemy i możemy skończyć w podziemiach futbolu” – obawia się holenderski serwis internetowy Volkskrant. „Ponieśliśmy cztery porażki i każda była zasłużona. Gramy nudno, a zespół wygląda fatalnie. Awans wydawał się łatwy i faktycznie, na Euro zagrają prawie wszyscy, oprócz Gibraltaru, Malty, Luksemburgu, jeszcze kilku małych państw i nas” – dodaje.

    „Zajęcie miejsca dającego przepustkę do Francji nie zależy już tylko od nas. Jedynie cud może nam pomóc” – alarmuje „De Telegraaf”. Cudem w tym przypadku będzie strata punktów przez Turcję w październikowych meczach z Czechami lub Islandią. Oczywiście, jeśli Holendrzy wygrają z Kazachstanem i Czechami. W tej chwili to Turcy zajmują miejsce dające grę w barażach, mając dwa punkty więcej niż Holandia.

    – To tylko nasza wina, że znaleźliśmy się w takiej sytuacji. 0:3 z Turcją źle wygląda na papierze, ale w rzeczywistości nie zagraliśmy źle – upierał się Wesley Sneijder, pomocnik reprezentacji i Galatasaray.

    W świetnych nastrojach są za to Islandczycy. Sparaliżowali futbolowy świat bardziej niż pył nad Europą po erupcji wulkanu Eyjafjallajökull. Kraj, w którym mieszka około 323 tys. ludzi, czyli trochę mniej niż w Katowicach, jest pod tym względem najmniejszym państwem w historii mistrzostw Europy. – Islandczycy chcą, żebym teraz został ich prezydentem – śmiał się trener Lars Lagerbeack, twórca pierwszego w historii Islandii awansu na duży turniej.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo