Z właśnie ustępującym ministrem Zbigniewem Derdziukiem, przewodniczącym Stałego Komitetu Rady Ministrów, rozmawia Wiktor Świetlik.
Odchodzi Pan, a Pana miejsce ma zająć Michał Boni. Dobry wybór? Decyzja należy do premiera, ale dobrze mi się współpracowało z Michałem.
Był Pan jednym z najbardziej tajemniczych ministrów. Koledzy brylowali w mediach, a Pan dopiero teraz udziela pierwszego wywiadu. Nie chciał Pan być gwiazdorem? Nie czuję do tego powołania. Czerpię satysfakcję z tego, co robię. Są funkcje frontowe, gdzie się jest twarzą, i takie, kiedy pracuje się na zapleczu.
Ale Pan odwalał kawał roboty. Przez komitet, którym Pan kierował, przechodziły wszystkie ustawy, a niewielu o tym wie. Nie żal Panu? To trochę tak jak w redakcji. Pan podpisuje się pod swoimi artykułami, ale przecież, żeby powstały, potrzebna jest praca redaktorów, sekretarzy redakcji, korektorów. Z ustawami jest podobnie.
Pana nazwisko w mediach pojawiło się po raz pierwszy, gdy Kazik Staszewski w jednej z piosenek wypomniał Panu, że na studiach nie chciał się Pan dzielić z kolegami kartkami na wódkę... Fajnie było studiować socjologię w tak ciekawych czasach. Ale po pierwsze, było to podczas strajku studenckiego. Nie byłem przekonany, że jest to dobry czas na picie wódki.
Po drugie, były przecież kartki, więc o alkohol nie było łatwo. Brat się żenił, więc cała rodzina te kartki zbierała. A na wsi, skąd pochodzę, wesela wyprawiało się bardzo huczne.
Przygotowywał Pan projekty ustaw za Buzka, Marcinkiewicza i Tuska. Złośliwi mówili, że teraz miał Pan dużo mniej pracy niż poprzednio... To nieprawda. Do czasu wrześniowej ofensywy legislacyjnej ten rząd przeprowadził ponad sto ustaw. Poziom wykonania tych prac nigdy wcześniej nie był aż tak wysoki.
Nie doskwierało Panu, że członkowie obecnego rządu z reguły mieli małe doświadczenie w administracji? Minister wcale nie musi mieć doświadczenia w administracji. Powinien być politykiem, który ma wizję, umie pracować w zespole i dobrać sobie dobrych współpracowników. A ja pomagałem wdrażać im te wizje i przyjmować ustawy.
Tusk jest ostrym szefem? Potrafi sprawnie korzystać z bogatego doświadczenia.
Co to znaczy? Że jest ostry? Raczej zdecydowany. Wie, czego chce. Dobrze mi się z nim współpracowało.
To dlaczego Pan odchodzi? Co się stało? Nic się nie stało. Umówiłem się z premierem na zorganizowanie prac Rady Ministrów, robiłem to za premiera Buzka i Marcinkiewicza, mogę powiedzieć, że się na tym znam. Wykonałem swoją pracę i odchodzę. Wiem, że ten mechanizm działa dobrze niezależnie od tego, czy w nim uczestniczę, czy nie.
Premier nie zatrzymywał? Proponował dłuższą współpracę, ale uszanował naszą umowę i moją decyzję.
Nie szkoda Panu gabinetu, biurka, funkcji ministra? Ja traktowałem tę funkcję jako służbę. Wszak taka jest etymologia słowa "minister". Wykonałem swoją pracę.
Dokąd Pan teraz pójdzie? Mam kilka ofert związanych z biznesem. Pracowałem w dużych bankach. Mam kilka sukcesów. W 1997 roku wprowadziłem hasło "PKO BP blisko Ciebie". W 2007 roku w Banku Pocztowym wprowadziłem "konto plus", które dziś wygrywa rankingi. Więc chyba sobie poradzę.
Czy Zbigniew Derdziuk, nieodłączny, choć milczący element polskiej polityki, zniknie z niej na zawsze? Na dzisiaj mam taki plan. Co będzie w przyszłości - zobaczymy.
Polskapresse sp. z.o.o informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie PolskaTimes.pl podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.
Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.