Menu Region

Męska przygoda Martyny Wojciechowskiej

Męska przygoda Martyny Wojciechowskiej

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Rozmawia Grzegorz Łabędziewski

3Komentarze Prześlij Drukuj
Zdobyła m.in. Mount Everest, Aconcaguę, Mount McKinley i Kilimandżaro. Stuprocentowa kobieta, dla której podział na świat męskich i damskich fascynacji nie istnieje. O jej męskich pasjach z Martyną Wojciechowską rozmawia Grzegorz Łabędziewski
Czy czujesz się czasami facetem?
Chyba żartujesz?! Świetnie się czuję jako kobieta, ale przyznaję, że stosunkowo późno odkryłam, że jestem dziewczyną. Byłam typem łobuziaka i pociągały mnie raczej chłopięce gry i zabawy. Na przykład interesowały mnie pojazdy jednośladowe, a to przecież nie jest typowe zajęcie dla 10-letniej dziewczynki. Po prostu marzyłam o tym, żeby mieć motorynkę i rozbijać się nią z chłopakami po podwórkowych alejkach.
To było najbardziej ekscytujące. Przy tym zawsze chciałam być lepsza od chłopaków we wszystkim, co robili. Stąd wiele czasu poświęcałam np. na doskonalenie techniki jazdy na motocyklu. W końcu kupiłam go za pieniądze, które dostawałam na prywatne lekcje angielskiego, a odkładałam po kryjomu do skarbonki (śmiech).

Nie garnęłaś się do kuchni i lalek?

Zdecydowanie fascynował mnie męski świat i prawie zamieszkałam w warsztacie samochodowym mojego taty. Zawsze wolałam ten warsztat niż przesiadywanie w kuchni. Dzięki temu mam dużo umiejętności technicznych i rzadko wzywam fachowców do napraw sprzętu w domu. Ze zrobieniem obiadu miewam większe problemy...

Właśnie od sportu motorowego zaczęłaś tę "męską przygodę"?
Tak, najpierw były motocykle. Z nich przesiadłam się do samochodu. Kiedy miałam 17 lat, zdobyłam licencję wyścigową na torze w Poznaniu. Później przyszła kolej na licencję rajdową. Dobrze się czułam w tym świecie. Ryk silników, zapach benzyny - to było wtedy dla mnie całe życie.

Męski świat nie dotyczy wyłącznie zainteresowań czy pasji. To też odmienny od kobiecego sposób bycia, inne zachowania...
Ten męski świat - konkretnego komunikowania się i prostych, atawistycznych wzorców zachowań - zawsze mi odpowiadał. Tkwi we mnie pewien rodzaj męskiej ekspresji, który przekłada się na wiele moich pasji. Szkoda tylko, że z mężczyznami lepiej dogaduję się w sprawach sportowych i wyprawowych, bo już w życiu codziennym i zawodowym jest zdecydowanie gorzej...

Dziś zacierają się role społeczne mężczyzny i kobiety. Czy w takich czasach łatwiej Ci jest realizować swoje pasje?

Oczywiście, że tak. Nie wyobrażam sobie siebie gotującej wyłącznie obiady, choć szanuję ososby, które czują się z tym dobrze. Każdy ma swój własny pomysł na życie. Kiedyś było mniej kobiet, które miały tę społeczną odwagę, by realizować swoje marzenia, ale to dopiero były pionierskie czasy! Niektóre panie przecież w przebraniu wstępowały do armii, studiowały, były pionierkami w lotnictwie czy odkrywały nieznane tereny. Dziś, niestety, nadal występują pewne stereotypy w myśleniu: oni mogą, one - nie. W wypadku sportów motorowych niby nie ma podziału na klasyfikację kobiet i mężczyzn, ale czasem przepisy są absurdalne, np. płeć piękna do tej pory nie mogła startować w wyścigach na żużlu. Ja sama zresztą nie jestem zwolenniczką podziału np. na kobiece i męskie nurkowanie techniczne czy wspinaczkę.

1 3 »