Menu Region

Ujawniamy kulisy polskiego sukcesu ws. CO2 w Brukseli

Ujawniamy kulisy polskiego sukcesu ws. CO2 w Brukseli

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

rozmawia Paulina Nowosielska-Kucharska

1Komentarz Prześlij Drukuj
Trzej negocjatorzy, skryci w cieniu, już od września toczyli grę, którą porównują do szachów. Pomagał im nawet były doradca Tony'ego Blaira.
Z Mikołajem Dowgielewiczem, szefem UKIE, rozmawia Paulina Nowosielska-Kucharska

Uzgodnienia unijnego szczytu w Brukseli w sprawie tzw. pakietu energetyczno-klimatycznego politycy ochrzcili zgodnie naszym sukcesem. Premier Tusk mówił, że pierwszy raz polska ekipa była tak dobrze przygotowana do rozmów. Stosował Pan jakieś superzagrania?

Przede wszystkim ta rozgrywka przypominała grę w szachy.
Trzeba było planować kilka ruchów do przodu. Przygotowania do szczytu trwały od września. Ale prawdziwa gra zaczęła się w październiku, gdy Donald Tusk z prezydentem Sarkozym ustalili , że na grudniowym szczycie UE decyzje będą zapadały jednomyślnie.

Czyli co się zmieniło?
Wcześniej niektórzy mówili, żebyśmy zgodzili się na pewne rozwiązania, bo inaczej i tak nas przegłosują. Zresztą my te rozgrywki rozpoczynaliśmy z przegranej pozycji.

Dlaczego?
W 2007 r. nie dyskutowano w ogóle z Komisją Europejską, by polską specyfikę węglową uwzględniła. To dlatego, gdy w końcu przedstawiła swoje propozycje, były tak złe dla Polski. Miesiącami musieliśmy potem tłumaczyć , dlaczego pakiet komisji nie jest wykonalny w Polsce. To był olbrzymi wysiłek, często frustrujący.

Bo nikt nie chciał słuchać?
Coś w tym stylu. To dlatego zaplanowaliśmy sporo nietypowych wydarzeń. Zamiast robić konferencje prasowe w Warszawie, organizowaliśmy je głównie w Brukseli, by przekonywać zachodnich dziennikarzy. Zapraszaliśmy zagraniczne media do Polski, żeby zobaczyły specyfikę naszej energetyki. Były też otwarte debaty w Brukseli z ekspertami z innych krajów. W prasie zagranicznej były nasze artykuły, wywiady z ministra-mi. Doradzał nam były doradca premiera Tony?ego Blaira ds. zmian klimatycznych prof. Dieter Helm. To on tłumaczył innym, dlaczego polskie argumenty są ważne.

To przypomina walkę cios za cios, a nie szachy.
Dlatego na niespotykaną dotąd skalę rząd korzystał z opracowań i analiz. Nie tylko robionych przez urzędników, lecz także firmy zewnętrzne, polskie i zagraniczne. Musieliśmy mieć silne argumenty. Dzięki nim w najtrudniejszych momentach najpoważniejszym partnerom (jak Komisja Europejska) mogliśmy przedstawić własne, niepodważalne wyliczenia.

Łatwo przyszło stworzenie mówiącej jednym głosem koalicji państw Europy Środkowo-Wschodniej?
Na pewno trwało dłużej niż pięć minut. A poważnie, koalicję nie tylko trzeba było stworzyć, ale i pielęgnować. Wymagało to wielu spotkań i kilkudziesięciu rozmów telefonicznych.

Młody wiek części negocjatorów był naszą tajną bronią?
To była gra zespołu. Prezydent Sarkozy powołał nowego ministra ds. europejskich, który jest moim rówieśnikiem. Mnie też nie skreślono na starcie tylko dlatego, że jestem przed czterdziestką.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

1

Komentarze

zwiń wszystkie wątki najnowsze najstarsze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się

to miał Pan szczęście

+3 / -3

Autor komentarza nie dodał zdjęcia

antek emograntek (gość)  •

bo większośc z nas - przed czterdziestką - została skreślona i sobie to wszystko obserwujemy z boku. a Pan masz rację! Politykę trzeba uprawiać właśnie w taki sposób: pr, media, sojusznicy zewnetrzni, mozliwi kooperanci, liderzy opinii i do przodu! Taki jest dzisiaj świat. Tylko zanim to zrozumie wójt mojej gminy w Polsce to chyba moje dzieci na tej emigracji juz beda dziadkami. szkoda...

odpowiedzi (0)

skomentuj