Menu Region

Komedia rekina finansjery

Komedia rekina finansjery

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Magdalena Rigamonti

Prześlij Drukuj
Polski debiut komedii "City Island" Raymonda De Felitty (maj 2009) zapowiada się wystrzałowo. Na uroczysty seans w Krakowie wpadnie reprezentacja hollywoodzkiej socjety. Producentem filmu jest Grzegorz Hajdarowicz.
Przylizany twardziel, którego kreacje zdobią m.in. trzeciego "Ojca chrzestnego" i komedię sensacyjną "Ocean's Eleven"), zaklina się, że na premierze da czadu ze swoją kubańską kapelą: gwiazdor po godzinach grywa na pianinie i bongosach. - Zjadą do Krakowa tuż po festiwalu w Cannes - tłumaczy producent filmu Grzegorz Hajdarowicz (rocznik 1965), bywalec rankingów rodzimych bogaczy, na których zawitał w latach 90.

- Filmem zajmuję się dopiero od pięciu lat - liczy na palcach wyszczerzony, kudłaty blondas. Zapewnia, że kinematografia to zaledwie drobna cząstka wysokokalorycznego tortu jego działalności. - Ale za to bardzo przyjemna - mówi.

Głębszą analizę biznesowej twórczości Hajdarowicza zostawiamy kolegom z działu Pieniądze. Zaczynał od handlu medykamentami; dziś absorbują go inwestycje kapitałowe i nieruchomości. W podobny, biznesowy sposób podchodzi do kina. - Kiedyś chciałem być reżyserem. Nic z tego nie wyszło i dobrze, bo produkowanie filmów jest łatwiejsze i bardziej opłacalne - wyjaśnia.

Próbny odwiert na szelfie kinomonety wykonał w 2005 r., koprodukując komedię "Zakochany anioł" Artura Więcka. Rok później zobaczyliśmy współprodukowany przezeń dramat "Pod powierzchnią" Marka Gajczaka z Różczką i Karolakiem w rolach głównych.

Kasowa porażka filmu (do dystrybucji trafiła jedna kopia) przekonała go, że zysku lepiej szukać na Zachodzie. W tym celu zainwestował w hiszpańsko-brazylijską produkcję "Carmo" (2007), która znalazła się w finałowej szesnastce fabuł na festiwalu Sundance. - Pokonaliśmy kilka tysięcy innych filmów więc jest szansa, że film trafi do kin w Stanach - mówi Hajdarowicz.

Równocześnie wspomagał operatora Janusza Kamińskiego ("Hania") i ekstrawaganckiego Petera Greenawaya przy wizjonerskim obrazie "Nocna straż". W przypadku "City Island" jest producentem większościowym.

- Mam 34 proc. udziałów - zdradza. Z finansową łezką w oku wyznaje, że w Nowym Jorku robienie filmów to czysta frajda. - Władze miasta zwracają podatek, a to wielka ulga dla producenta - mówi, dodając, że twórcom wyszedł film doskonały: zabawna i wzruszająca opowieść o włoskiej rodzinie Rizzo, porównywalna do "Małej Miss" i komedii "Juno".
1 »
 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się