Menu Region

Saryusz-Wolski: W Unii piłka znowu jest po naszej stronie

Saryusz-Wolski: W Unii piłka znowu jest po naszej stronie

Data dodania: Ostatnia aktualizacja:

Polska

Jacek Saryusz-Wolski

Prześlij Drukuj
Z Jackiem Saryuszem-Wolskim, przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego, rozmawia Marek Pielach.
Te zaoszczędzone 60 mld zł to faktycznie tak duży sukces Polski?
Niewątpliwie to osiągnięcie. Tej rekompensaty mogłoby przecież nie być. Czy ona zrównoważy wydatki za emisję CO2, to dopiero czas pokaże. Na pewno jest to o 60 mld zł więcej, niż wynikało z pierwotnych planów.

Premier mówił: "To nie znaczy, że dostaniemy wagon pieniędzy, ale kilkadziesiąt miliardów złotych szansy".
Nie znam jeszcze szczegółów. Czy będą to transfery realnej gotówki, pochodzące ze sprzedaży praw do emisji dwutlenku węgla, czy po prostu dodatkowe emisje dla nas. W każdym razie ta kwota daje nam czas tak potrzebny na modernizację energetyki.

Czy to lepsze rozwiązanie niż benchmarking, który wcześniej proponowaliśmy - tzn. płacenie tylko za różnicę między emisjami CO2 przy zastosowaniu dotychczasowych a najnowszych technologii?
Benchmarking być może byłby lepszy, bo rozwiązywał problem na trwałe. Jednak to, co osiągnął polski rząd, w pełni nas satysfakcjonuje. To jednak nie koniec, lecz początek. Musimy przystąpić do zmiany struktury produ-kcji energetycznej. Pamiętaj-my jednak, że nas natura po prostu tak wyposażyła, że będziemy przez wieki uzależnieni od węgla.

To czemu nie walczyliśmy o rozwiązanie trwałe, a zgodziliśmy się na tymczasowe?
Jak już powiedziałem - rząd w tej materii i w tej chwili osiągnął maksimum tego, co było można.

Groziliśmy wetem?
Przez cały czas, aż do wizyty Nicolasa Sarkozy?ego w Gdańsku, premier podtrzymywał zdanie, że jeśli nie będzie dla nas satysfakcjonującego rozwiązania, to Polska nie zgodzi się na pakiet energetyczno-klimatyczny.

Polska i dziewięć krajów Unii...
Tak. Dużym osiągnięciem premiera Donalda Tuska było to, że udało się stworzyć tę koalicję nie tylko nowych krajów Unii, ale i z udziałem Włoch. Jeszcze wczoraj rano z ich strony pojawiła się propozycja, aby całą dyskusję nad pakietem przełożyć o rok.

Dlatego Nicolas Sarkozy był tak skłonny do ustępstw?
Dla Francji domknięcie tego pakietu, który jest istotnym elementem jej prezydencji, było rzeczywiście punktem honoru. I stąd jej elastyczność.

Mamy już plany, jak wydać te 60 mld zł?
Jednym z takich projektów jest nuklearyzacja polskiej energetyki. Ze względu na naturę tego źródła energii bardzo ważna jest zastosowana technologia. I tak się składa, że najlepszą technologią dysponują Francuzi.

Może dlatego poszli na ten kompromis. Czują, że to nie koniec interesów między nami?
To prawda, że Francja przy projektowaniu tego pakietu była w najlepszej sytuacji. Ponad 70 proc. energii wytwarza przecież bez emisji CO2. To daje jej gospodarce bardzo duże korzyści. W ekonomii to nazywa się przewagą komparatywną.

Sarkozy zaczął konferencję od słów; "Proces lizboński nie został utopiony". Dlaczego trzeba przekonywać Irlandczyków na siłę do czegoś, co już raz odrzucili w referendum?
Decyzja o ponownym powtórzeniu referendum jest własną decyzją irlandzką. I obwarowaną konkretnymi warunkami: neutralność, sprawy obyczajowe, podatki, własny komisarz. I to wszystko udało się Irlandczykom wywalczyć.

Może naszym atutem było też to, że Lech Kaczyński nie podpisał jeszcze traktatu lizbońskiego?
Ja wielokrotnie pytałem Irlandczyków, czy to, że nie podpisujemy traktatu, w jakiś sposób im pomaga. I oni mówili, że nie, że to jest tylko ich sprawa.

To nie był nasz as w rękawie w stosunku do Francji?
Nie widzę związku między pakietem energetyczno-klimatycznym a ewentualnym podpisem prezydenta na traktacie lizbońskim.

Ten traktat zostaje teraz rozwodniony. Każdy kraj ma mieć własnego komisarza. To dobry pomysł?
Można na to patrzeć dwojako. Jedni twierdzą, że w małych gronach pracuje się lepiej. Drudzy mówią, że ważniejsza jest reprezentatywność Unii - to, żeby każdy kraj miał swojego przedstawiciela. Sam przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso jest chyba bliżej tej drugiej opcji.

Powinniśmy więc być zadowoleni, ale zapisać wszystko dokładnie, aby nie było tak jak z Joaniną?

Ten wynik rzeczywiście jest sukcesem i Unii Europejskiej, i Polski, bo wzięto pod uwagę nasze argumenty. Teraz jednak piłka jest po naszej stronie. Czasu wcale nie ma tak dużo.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

 

Komentarze

Dodajesz jako: Gość

Ilość znaków do wpisania:

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

zaloguj się